| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

WHORE LAUGH

"To nie jest piknik kantry"

własna produkcja zespołu (CD 2010) 

Jeśli intuicja podpowiada wam, że drugi człon nazwy tego zespołu nie jest używany od parady, to jesteście na dobrej drodze, by otrzymać pewien obraz twórczości tych czterech jajcarzy. Zastanawiam się (bo niestety, bez wzrokowego okiełznania tekstów w formie 'tekstowej' nie wszystkie wygrowlowane słowa zostały przeze mnie rozszyfrowane), czy na "To nie jest piknik kantry" pada choćby jedno zdanie, które można by odebrać na poważnie. Zresztą, w końcówce pierwszego z brzegu utworu "Johny" słyszymy następujący dialog:

" - Fazeuszu, tutaj w stajence, syn boży się rodzi
- [odgłos splunięcia] ... a chuj mie to obchodzi? ;]

Myślę więc, że w powyższej materii dalsze wyjaśnienia nie są niezbędne. Dodam tylko, że słuchając utworu "Gdzie jest świnia" zmierzymy się z dylematem pewnego posiadacza trzody chlewnej, któremu kilkanaście najbliższych obiadków uciekło z zagrody, a w "My Hangover" poznamy "Niekończącą się udrękę" skacowanych. Jest więc czym poprawiać sobie humor. Muzycznie jest natomiast całkiem nieźle. O gigantycznych rewolucjach możemy wprawdzie zapomnieć, gdyż całość to takie granie a la wczesna SEPULTURA, ocierające się niekiedy o klimaty stonerowe (jak choćby w "Johny"), czy o szybszy death/grind (początek "Gdzie jest świnia"), ale tu i ówdzie dadzą o sobie znać pewne ozdobniki, które choć w małych ilościach, zostały dodane całkiem umiejętnie. Do takich z całą pewnością zaliczymy idealnie wkomponowane odgłosy bekania i otwierania kapslowanej butelki (najprawdopodobniej ze złocistym trunkiem) w utworze - nomen omen - otwierającym, czy ultra melodyjny finał "My Hangover". Demko brzmi więc całkiem obiecująco i jeśli chłopcy z Jeleniej Góry wywiążą się ze złożonej, w internetowym info, obietnicy i rzeczywiście poszerzą horyzonty, ich długogrający debiut będzie można przypuszczalnie postawić w jednym rzędzie z wyrobami tak zacnych mistrzów parody metalu (tak, tak, Narmer na powyższych łamach pozbijał idealną szufladkę dla tego typu grania), jak NANOWAR OF STEEL, czy nasz krajowy CREMASTER. Wiem, że to luźne granie i robienie z tego odrębnej artystycznej dyscypliny może się wydać posunięciem mocno przesadzonym, ale tak między "Pumpernikelem" a prawdą - nawet we wspomnianej stylistyce mamy silną konkurencję i wątpię, by zbyt szybko poszła ona lulu.

ocena:  6,5/ 10

gigantei.pl/zespol.php


autor: Kępol



<<<---powrót