| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

CASTRUM

"Phenomenonsense"

Bloodbucket Productions (CD 2006) 

W tym miejscu przyszła mi do głowy nazwa HIERONYMUS BOSCH. Wprawdzie w odróżnieniu od Ukraińców, HIERONYMUS BOSCH to zespół rosyjski, aczkolwiek dość zbliżona ilość lat na karku i stylistyka w jakiej jeden i drugi szyld się porusza to cechy, które w powyższym przypadku można nazwać wspólnymi. Chodzi tu o techniczny melo death metal i każdy kto widział radzieckie komando na scenie spodka podczas Metalmanii 2006, ten wie, że nazwisko Chuck Schuldiner to w ich przypadku uzasadnione skojarzenie. Na temat CASTRUM można by w porywach powiedzieć to samo. W porywach, gdyż tutaj akurat nie obyło się bez pewnych poślizgów. Opisywany niżej stan rzeczy jest, co prawda, jak wynika z tego, czego z pewnych źródeł się ostatnio dowiedziałem, mocno już nieaktualny. Podobno grupa stanowi obecnie prawdziwe koncertowe tornado, istną sceniczną bombę nuklearną, z którą aż strach konfrontować. Mnie to w zasadzie nie dziwi. Zakładając, że zespół nieprzerwanie rozwija swe umiejętności, uwzględniając potencjał jaki słychać na wydanym niemal pięć lat temu "Phenomenonsense", czas jaki od tamtej pory upłynął i zaokrąglając wynik do dwóch miejsc po przecinku - mniej więcej czegoś takiego można się spodziewać. Rzeczoną płytę ciężko jednak postawić obok tak zwanych dzieł skończonych. Patrząc od strony kompozycyjnej - nie uświadczymy urodzaju wgniatających w fotel kawałków. Już w momencie gdy instrumentalne intro - "March of the Conqueror" ustępuje miejsca "Don't Make Me God" - słychać wyraźnie, że przyjdzie nam poddać bębenki słuchowe oddziaływaniu muzyki zacnej, że posłuchamy sobie dość zgrabnie napisanych utworów, w których różnorodność tempa i techniczny poziom są świetnie zbalansowane przez nie kulejące melodie i niebywały wręcz feeling. Ciężko znaleźć tu cokolwiek, co brzmi sztampowo. Piłujące gitarki świetnie korespondują z przestrzenną grą sekcji rytmicznej i nawet gdy natkniemy się na blasty (jak choćby w obu częściach "Disorder To Keep") nie przyjdzie nam do głowy, że muzyka straciła cokolwiek ze swej finezji. Są odpowiednie wyciszenia (pierwsze spotykamy zaraz na wstępie w "Don't Make Me God"), są ciekawe partie solowe (właściwie wszędzie), które niekiedy, jak w dwóch ostatnich - "Disorder To Keep (Part II)", "Cold - Warm Dream" - romansują nawet z klasycznym doom metalem. Dobrze dzieje się też w "Mentally Cracked", gdy rytmiczna szarpanina pięknie uzupełnia melodyjny fragment, co przywodzi na myśl klimat pamiętnego "Individual Thought Patterns", czy w takim "No More World", który - niczym PESTILENCE za czasów "Testimony of the Ancients" - ujmuje wysublimowanymi akcentami klawiszowymi. Mimo iż jest to zespół co najmniej doświadczony, którego muzycy generalnie wiedzą co robią - czegoś tu brakuje. Być może całość jest zbyt słabo skontrastowana, lub, tak jak stwierdziłem już wcześniej - zabrakło tu minimalnie jakiegoś totalnego killera, który zapadałby w pamięć już przy pierwszym razie, może wokalista obrał sobie zbyt szerokie spektrum i w pewnych swych 'wcieleniach' wypada zdecydowanie mniej przekonująco niż w innych ("Walls of Deception", choć te piski a la Tom Araya z okresu "Show No Mercy" mają pewien urok) lub może po prostu płyta nie brzmi tak do końca profesjonalnie nawet biorąc poprawkę na czas jej powstania... Tak czy inaczej, efekt jest taki, że słychać niebywały talent, który z przeróżnych przyczyn nie został w stu procentach wykorzystany. Ponoć zespół zabiera się za zarejestrowanie materiału na następny album studyjny, stąd biorąc pod uwagę to, co o współczesnej ich formie słychać na mieście - nie mówmy 'hop'. Trzeba czekać.

ocena:  7/ 10

www.castrum.com.ua/files/index.htm


members.tripod.com/~WORM_3/index2.htm


www.myspace.com/castrum


autor: Kępol



<<<---powrót