| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

DEAD EMPIRE

"Rust"

Sit Still Promotions & Deuce Management (CD 2011 ) 

Mocna nazwa zespołu, podobnie jak mocna jest sama muzyka, choć w nieco inny sposób niż można by się spodziewać. Ja, osobiście przynajmniej, rzadko kiedy byłbym w stanie wpaść na to, że ansambl noszący takie imię może wykonywać muzykę inną od monumentalnego deathu, blacku, albo chociaż thrashu. No i proszę - jedyny wspólny mianownik, jaki DEAD EMPIRE ze wspomnianym kruszcem posiada, to wzorowane na starej dobrej szkole wujka Iommiego, gitarowe zagrywki, choć z przywołaniem, kultowej dla każdego metalowca na świecie, nazwy byłbym tym razem ostrożniejszy, bowiem zdecydowanie bardziej chodzi tu o tak zwaną inspirację pośrednią. Któż zaniósł zatem ciężkie, wyjące riffy, jakie dały podwaliny pod właściwie cały współczesny metal, autorom "Rust"? Nie kto inny, jak Jerry Cantrell i nawet jeśli wydawcy Brytyjczyków posługują się w celach promocyjnych, tyleż chlubnymi, ileż uzasadnionymi porównaniami do SOUNDGARDEN, PEARL JAM, AUDIOSLAVE czy QUEENS OF THE STONE AGE, to i tak najsilniejszym pionierem eksplorowanego przez nich stylu jest ALICE IN CHAINS. Słychać to już na samym początku w mocno energetyzującym "This Curse". Cóż za otwarcie! No no, zapowiada się nieźle - wypada pomyśleć i wierzcie mi, lub nie, ale ten numer nie pozwala wręcz przejść do jakiejkolwiek innej czynności. Mamy siedzieć grzecznie i słuchać, a piątka chłopaków z Burgess Hill buja naszym karkiem po prostu jak chce. Wokal Chrisa Bowdena zdaje się przywodzić na myśl nie tylko fenomenalne wyczyny Layna Staleya, czy wczesną manierę Chrisa Cornella, ale również (i tu padną mocne słowa) Jimmy'ego Page'a! (płyta ogólnie posiada ten specyficzny dla LED ZEPPELIN, bluesrockowy feeling szczególnie w "Break This Town"). A gdy, niczym tornado, przejdzie następny numer, to już po prostu nie ma co zbierać. "Blackhouse" to istny grungowy killer i tego, co stało by się ze mną na hipotetycznym koncercie DEAD EMPIRE, podczas jego wykonania wolę sobie nie wyobrażać. Ciśnienie opada natomiast podczas "Abberation", gdyż jest on jak dla mnie jedynym, acz dość poważnym, potknięciem grupy. Nie wiem, może panowie chcieli zrobić coś na kształt "Black Hole Sun" (pojawiają się podobne akcenty gitarowe), może chcieli odfajkować sobie jakąś balladkę na krążku, ale jakość tego numeru ma się naprawdę nijak do wspomnianego przeboju SOUNDGARDEN, czy podobnych, udanych piosenek w gatunku, jak choćby okupujące w swoim czasie, komercyjne stacje telewizyjne "Heart Shaped Box" zespołu kojarzonego, niestety, częściej ze skandalami niż z samą muzyką. W dodatku wokal jakby tu fałszuje i widać, że spokojniejsze kawałki nie są najmocniejszą stroną kapeli. Choć to dziwne, bo i w takim "Saintless" znajdziemy co nieco wyciszenia, a tam wypada ono już o niebo lepiej. Aż grzech nie wymienić tu jeszcze rozpoczętego delikatnym wstępem "Unleashed". Rzeczywiście, skumulowane pokłady wewnętrznej energii i pasji twórczej panowie musieli w nim 'uwolnić', bo w jego przypadku ciężko oprzeć się wrażeniu, że dzieło zostało zwieńczone jednym z najlepszych aktów w zestawie. Podliczając wszelkie plusy i minusy wyjdzie nam całkiem przyzwoita płyta. Kapitalna zarówno na wszelkie (niekoniecznie abstynenckie) spotkania z przyjaciółmi, jak i indywidualny chillout. Doskonała na rozkręcenie klimatu przy porannej kawie, wprowadzająca słuchacza w wyśmienity wręcz nastrój. Słuchając tych dźwięków, wyświechtanemu frazesowi "grunge is dead" nie da się przytaknąć. No chyba, że bujając karkiem...

ocena:  8,5/ 10

sitstillpromotion.bandcamp.com/album/rust


www.myspace.com/deadempireuk


autor: Kępol



<<<---powrót