| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

DUKATALON

"Saved By Fear"

Relapse Records (CD 2010) 

Izrael to nie jest kraj, jaki można by natychmiastowo skojarzyć z jakimkolwiek gatunkiem metalowego grania. Mnie osobiście, na tę chwilę, przychodzą do głowy w zasadzie tylko dwie nazwy z owego miejsca się wywodzące, jakie z wykuwaniem mocnego kruszcu mają cokolwiek wspólnego, a mianowicie MELECHESH i ORPHANED LAND, a zewidencjonowanie wszelkich innych zespołów, które swój rodowód z powyższymi dzielą, w najbardziej kompleksowych internetowych portalach kończy się najczęściej, na wyliczeniu kilkunastu/dziesięciu co najwyżej pozycji. Gdy zapoznałem się z okładką, w momencie pogodziłem się z faktem, iż najprawdopodobniej będzie surowo. "Peis" objawił mi dobitnie, że proroctwo się dopełni, gdyż czuć tu wyraźnie, tak zwaną piwniczną stęchliznę, a jedyny fragment utworu, jaki wnosi cokolwiek ożywczego powiewu, do tego garażowego monolitu to solówka poprzedzająca torpedowy wręcz finał kompozycji. Następujący po wspomnianym - "Run" przyniesie kolejną porcję zdrowszego wykopu. Miejscami gitarki chodzą tu w taki sposób, jakby Hammett i Hetfield zapomnieli sobie na chwilkę, jakie mamy czasy i gościnnie kilka riffów w duchu "Metal Up Your Ass" opiłowali, choć tak naprawdę nie ma mowy, by cokolwiek gryzło się tutaj ze sludgową estetyką gry. Tytułowy, sielski, mocno uspokajający "Saved By Fear" to rzecz na gitarę akustyczną, wykazująca całkiem wspólny mianownik z takim "Fluff" BLACK SABBATH (wiadomo, że gdzie sludge, tam doomowe riffy, a ich bez Brytyjczyków raczej by nie było) i z godnych uwagi numerów wymieńmy tu jeszcze "Gate of Mind", ze względu na udaną zabawę warstwą wokalną i wyjątkowy, tożsamy z okładką - mroczny klimat. Cała reszta to niestety nijaki, bezpłciowy, a co gorsza - sztampowy sludge, w którym walcowate granie zamiast miażdżyć - ciągnie się mozolnie niby w nieskończoność, wywołując u odbiorcy odruch nerwowego zerkania na playlistę. Zastanawia mnie czy album brzmi jak brzmi ze szlachetnych pobudek, czy w wyniku pewnych potknięć. Wokal jest ledwo słyszalny i można oczywiście przywołać tytuły albumów wybitnych, w których wyziewy wokalisty są schowane pod zwałami gitar i syku blach, jak choćby "Anthems To the Welkin At Dusk" niepokonanego w swej konwencji tak po dziś dzień, jak i po wsze czasy "Cesarza", aczkolwiek śmiem wątpić, by "Saved By Fear" do zacnego grona takich krążków, ktokolwiek za czternaście lat zaliczył. Słychać, że gdyby popracować nad tym smolistym, ciężkim brzmieniem, poprawić mix, jakby wziąć się nieco bardziej w garść i uczynić z tego taki oldschool sludgowy album z prawdziwego zdarzenia, to coś z tego wszystkiego na pewno by było. Wszak solówki do ułomnych nie należą, a i sekcja chlubne dokonania KYLESY na myśl mi przywodzi. Warto również, obdarzyć DUKATALON pewną taryfą ulgową, a to ze względu na samo pochodzenie grupy, bowiem w krajach muzułmańskich dostęp do światowej klasy producentów muzycznych i sprzętu z najwyższej półki, jest, o ile mi wiadomo, w najlepszym wypadku mocno utrudniony. Muzyka to jednak przede wszystkim kompozycje, a ich bogactwa na "Saved By Fear" nikt nie odnotuje.

ocena:  5/ 10

www.myspace.com/dukatalon


www.relapse.com


autor: Kępol



<<<---powrót