| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

NAZXUL

"Totem"

Eisenwald Tonschmiede (CD 1995 - 2011) 

Wysoko oceniłem i wciąż sobie cenię ostatni jak na razie studyjny album australijskiego bandu pt. "Iconoclast". W recenzji wyraziłem pogląd, że płyta jest kontynuacją wczesnych produkcji NAZXUL, w tym debiutanckiego albumu "Totem". Teraz, dzięki re-edycji Eisenwald Tonschmiede, jest okazja się o tym przekonać, a ci, którzy już kiedyś go poznali, mogą odświeżyć swoją pamięć. Materiał z 1995 roku powstał, gdy w Europie, a zwłaszcza w Skandynawii wszyscy powoli otrząsali się z szoku, jakiego doznali za sprawą wydarzeń muzycznych (i nie tylko) z lat 1992 - 1994. Tymczasem na Antypodach pojawiać się zaczęli piewcy black metalu, który nie oderwany kompletnie od "skandynawskiego piętna", przynosił mimo wszystko większą dawkę chaosu i Apokalipsy. O dokonaniach DESTROYER 666 wie przeciętny fan ekstremalnego metalu, ale na przykład o ABOMINATOR czy NAZXUL już nie. A właśnie między innymi ci ostatni przedstawiali swoją opętańczą wersję złowieszczego grania, w którym niepokojący klimat łączył się z diabolicznymi (BLASPHEMY i BEHERIT się kłaniają!) wokalizami i lekko zeschizowanymi partiami gitar. Z jednej strony mamy na "Totem" szamańską i wręcz mantrową formułę muzyczną, a z drugiej nieprzebrane pokłady nawiedzonych dźwięków o zdecydowanie black'owej proweniencji z lekkim dotykiem chaotycznego grind-core'a, który z tym stylem nie miał jednak wiele wspólnego. Chodzi mi jedynie o zaznaczenie obłędu i piekielnej szybkości charakteryzujących ten stuff. Na pewno wpływ na ten krążek miały dokonania MAYHEM, BURZUM, wczesnego EMPEROR'a czy wspomnianych już "bogów Chaosu" z BLASPHEMY, ale przefiltrowane przez spalone słońcem głowy muzyków NAZXUL nabrało to indywidualistycznego znaczenia, o co wówczas, w połowie lat 90-ych było coraz trudniej. Mam jedną uwagę na sam koniec, co powinienem był zrobić już na początku. Nieprzygotowani na nieco nieczytelne brzmienie fani muszą oswoić się z tym, "przegryzając się" pomału, bo w takich przypadkach nie zawsze przychodzi to od razu. Ale przypomnijcie sobie choćby genialny "Anthems To the Welkin' At Dusk" EMPEROR... "Totem" to może nie ta sama wysoka klasa, jednak nie pozostawałbym obojętny wobec tego nie tak znowu powszechnie znanego albumu.

ocena:  7/ 10

www.eisenton.de


autor:  Diovis



<<<---powrót