| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

TALBOT

"EOS"

Slow Burn Records & Solitude Production (CD 2010) 

Słowo, jakim w sposób dość oszczędny i zarazem treściwy podsumowany został tytuł 'pełnometrażowego' debiutu tego estońskiego duetu, kojarzyć mi się będzie już chyba po wsze czasy, z nazwą pamiętnej, pierwszej na trackliście ostatniego dzieła ULVER, pozycji, choć wielu z pewnością zakoduje sobie nowe znaczenie tego słowa. Oto bowiem mamy do czynienia z najprawdopodobniej bezprecedensowym pomysłem na granie. Jeśli myślicie, że bas jest instrumentem stroniącym od pierwszego planu, a muzyk go obsługujący winien stać sobie skromniutko z dala od świateł reflektorów i błysku dziennikarskich fleszy, tudzież - zalotnych spojrzeń fanek w pierwszym rzędzie, to po zapoznaniu się z pierwszym longplejem grupy TALBOT możecie zmienić zdanie. I nie - nie chodzi mi tu wcale o projekty takie jak PILICHOWSKI BAND, gdzie wirtuoz grubych strun gra tak zwane 'pierwsze skrzypce', bo w ansamblach tego typu jest zazwyczaj miejsce dla wszelkich 'standardowych' instrumentów, jak gitara, klawisze, czy saksofon. Żeby oszczędzić Wam dłuższej, enigmatycznej paplaniny przejdę może do sedna sprawy i napiszę, że TALBOT to zespół składający się z dwóch muzyków. Magnus Andre szarpie grube struny, śpiewa i gra na klawiszach. Jarmo Nuutre natomiast, wspomaga go nieco swym głosem, choć jego podstawowe centrum dowodzenia stanowi zestaw perkusyjny i komputer. Tylko tyle. Za pomocą takiego (pozbawionego zupełnie gitar) instrumentarium, zespół wykonuje mocno, że tak powiem, pojechaną muzykę, rozpiętą miedzy doom metalem (czego przykładem "Observer X"), a rock'n'rollowym wręcz przytupem, jaki osiąga swe apogeum w ostatnim "Coach", gdzie przywodzi na myśl ducha starego, dobrego MOTORHEAD czy czerpiącego czasem z ich dorobku VOIVOD. Wszystko to odbywa się z jednoczesnym rozwinięciem i uwypukleniem najbardziej jaskrawych punktów rzeczonego spektrum. Pierwszy przykładowo z brzegu, instrumentalny - "Treshold" - to całkiem fajny sludge, choć cechy tego gatunku obecne są właściwie pod każdą cyferką na rozpisce. Drugi przystanek zwie się natomiast tak samo jak jedna z najostrzejszych przypraw, czyli "Cayenne". Komu intuicja podpowiedziała, że pod owym tytułem może kryć się kawałek muzyki o dość - nomen omen - ostrym charakterze, ten się nie pomylił. Mimo iż numer nie należy do najszybszych na świecie, odnajdziemy w nim wyraźne elementy thrash metalu. W "Observer X", czy rzeczonym "Coach", za sprawą maniery wokalisty, odzywa się świętej, niestety już pamięci Peter Steele i to nie bez związku z resztą składników tej mieszanki, bowiem aurę muzyki TYPE O NEGATIVE zdecydowanie można tu odnaleźć. W kwestii odniesień do znanych i charakternych wokalistów można jeszcze wskazać tytułowy "EOS". Coś musi być na rzeczy, gdyż ten wokal wyraźnie odsyła do Garma, znanego każdemu maniakowi awangardy z przywołanej we wstępie nazwy. No i zostaje "Combat Zen Speech", czyli najlepszy wedle niżej podpisanego utwór w całym zestawie, jaki wyróżnia się wszystkim, co w muzyce TALBOT najlepsze. Mamy rozmyte, snujące się w siną, melancholijną dal partie elektroniki, jakie przywołują czasem SIGUR ROS, czasem wykonawców z bardziej progresywnej półki, czego przykładem może paść nazwisko Richarda Wrighta i jego mocno improwizowanych partii znanych choćby z takich dzieł jak "Wish You Were Here", czy "Animals". Niekiedy trącą one spokojniejszą stroną trip hopu spod znaku ARCHIVE, czy wreszcie - ambientu w wydaniu ULVER. Mamy też mocny, motoryczny najbardziej wyrazisty riff na krążku i cały wachlarz przeróżnych odcieni wokalizowania nie wyłączając growlingu. Nie jest to na pewno płyta dla wielbicieli instrumentalnych popisów. Nie znajdziecie tu technicznego klangowania, ani ultraszybkiego jeżdżenia po bezprogowym gryfie. To jest wybitnie emocjonalne granie, choć posiadające zabarwienie mocno psychodeliczne (wrócą chyba jednak te lata sześćdziesiąte), przechodzące z najeżonych ciężkimi uderzeniami w (wiszące chyba u kolan) basowe struny fragmentów do rozmarzonych, nostalgicznych, atmosferycznych wyciszeń i post rockowych pejzaży. Ciekawy i w zasadzie udany eksperyment, który - jak słusznie wydawca zauważył - może pociągnąć za sobą powstanie zupełnie nowej muzycznej szufladki, czyli okazać się, przy dobrych wiatrach, dziełem przełomowym, choć jak dla mnie, póki co, na pewno nie skończonym.

ocena:  8/ 10

www.myspace.com/talbotmusic


slowburn.ru


www.solitude-prod.com


autor: Kępol



<<<---powrót