| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

BLOODIEST

"Descent"

Relapse Records (CD 2011 ) 

Siedmiu zafascynowanych m in. NEUROSIS, czy SWAN, utalentowanych muzyków wchodzi do przybytku Steve'a Albiniego, czyli mieszczącego się w Chicago studia Electric Audio. Tam pod mentorskim okiem Petera Sanforda (tak, tego od UNEARTHLY TRANCE, czy MINSK) rejestrują materiał na debiutancki swój album. Jakiego charakteru dźwięki mogą paść na 'taśmę'? No właśnie... Płyta startuje gitarowym tremolo, obok którego wybucha drugie, jeszcze bardziej przytłaczające, gitarowe tremolo i nie znajdzie się chyba jeden, zaprawiony w głośnikowych bojach amator ciężkiej kuźni, który nie wyczekiwałby na tym etapie wjazdu energicznej, perkusyjnej galopady. Zamiast tego rozlegają się pierwsze i kolejne, mozolne i ociężałe uderzenia perkusyjnych pałek i po osadzeniu w takiej strukturze basu i wokalu, dają się słyszeć gdzieś w oddali pojedyncze frazy pianina. 'Nie będzie łatwo z odbiorem tej płyty' - pomyślałem sobie już w przypadku opisanego pokrótce, przed chwilą, "Fallen" i istotnie - wiele razy przez powyższy krążek przegryźć się musiałem by dojść do ostatecznego konsensusu w sprawie: ambitne to, czy może udawane? Jakiego jednak wrażenia by ten materiał na kim nie zrobił, jedno jest pewne: Już przy pierwszym kontakcie widzimy, iż jest to twórczość oryginalna, nietuzinkowa, odstająca nawet od standardów modnej post/sludge'owej konwencji, w ramach której się zmieściła. Wystarczy zwrócić uwagę na pojawiające się w każdym właściwie utworze, rzeczone partie pianina. Nie to, żeby nie było tego wcześniej, lecz trzeba przyznać, że zrobienie z niego pełnoprawnego instrumentu w kapeli tego typu to zabieg zaiste udany! A te schizofreniczne, ni to indiańskie, ni orientalne zaśpiewy w towarzystwie psychodelicznych odgłosów pastwienia się nad strunami w niemal instrumentalnym "Coh"? Bomba! Świetny klimat i cała masa świeżości. Wybuchający epickim wręcz punktem kulminacyjnym "Pastures", czy nawiązujący do tak zwanej muzyki klasycznej, eksplodujący niepokojącą aurą "Slave Rule" to kolejne pociągnięcia dźwiękowym pędzlem, udowadniające że o jakiejkolwiek nijakości i bezpłciowości, wytłoczonych na srebrnym krążku utworów, możemy zapomnieć. Nawet przy powierzchownym przesłuchaniu, dociera do naszej świadomości, że każdy utwór posiada na tej płycie swój własny kod genetyczny. Zmierza to wszystko do finału w postaci numeru "Obituary", w którym ożywają wariacje na temat kompozycji numer jeden i tak, wspomniana, złożona z sześciu utworów, suita, zamyka swój obieg. Rzecz nieskażona straganowym efekciarstwem czy sprzedajnymi rozwiązaniami z niższej półki. Posiada ona jednak cechę, którą można odczytać zarówno jako wadę, jak i zaletę, a mianowicie, że brzmi to wszystko w sposób produkcyjnie rozmyty, bez jakichkolwiek wyraźnie zaznaczonych gitarowo - perkusyjnych zagrywek. Błąd to, czy urok tego tytułu? Zdecydujcie sami.

ocena:  8,5 / 10

www.relapse.com/


www.myspace.com/bloodiestband


autor: Kępol



<<<---powrót