| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

(DRAMA)

"Zastor Tisine"

własna produkcja zespołu (CD 2010 ) 

CD zaczyna się instrumentalną introdukcją, na której pierwszym planie słychać skrzypce oraz akordeon. Jest to krótkie intro o wyraźnie ludowym posmaku, które nie emanuje bynajmniej na wszystkie strony świata smutkiem, mrokiem i nastrojem głębokich, melancholijnych przemyśleń i dlatego jakikolwiek przedsmak "Zastor Tisine", dostaniemy dopiero, słuchając drugiej na albumie pozycji - "Novi Dan". W dodatku nie od razu, gdyż na samym początku pomacha do nas brzmienie, posługując się językiem ludzi powściągliwych - mocno garażowe, wybuchające w okolicach 20 sekundy właściwym soundem, w jaki przyodziana została ta produkcja. Mimo iż często eksploatowany, to jednak wciąż efektowny to zabieg i już w tym miejscu (DRAMA) zbierze pierwsze laury. Jak to jest, panowie i panie, że początkujący zespół z Chorwacji (w odniesieniu do tego, że ów kraj nie stanowi jakiegoś wielkiego mocarstwa w kwestii lokalnej sceny metalowej), który nie posiada kontraktu z żadną, najbardziej podziemną nawet wytwórnią, jest w stanie własnym sumptem wydać płytę, która brzmi w taki sposób, jakby Tagtgren, Rubin i Bemm podali sobie ręce nad konsoletą i wypuścili spod niej właśnie ją? Przesada? Być może, acz ciężko powstrzymać się od podobnych superlatyw i nie sądzę, by był to trwały efekt zaserwowanej na samym początku, produkcyjnej zmyłki. Widzę, że na takie nazwiska jak Branimir Tonkovic (nagrywanie) , czy Ivan Jakic (mix, mastering) trzeba będzie mieć oko w przyszłości. Druga rzecz to niebagatelny rodowód muzyczny tych artystów, jaki stanowią głównie death, czy black metalowe projekty (DEAF AUDITHORIUM, MALFORMED), co na "Zastor Tisine" objawia się głównie pod postacią growlingu Marko, choć gitarki również dość mocno ocierają się o death. Nie ulega jednak wątpliwości, że gospodarzem na tym krążku jest doom, skręcający czasem w rejony sludge'owe. Wypada w tym miejscu zaznaczyć, że dawno nie słyszałem tak dopracowanej warsztatowo płyty, mieszczącej się w ramach jednej czy drugiej stylistyki. Wiosła są idealnie wręcz zintegrowane z wyjątkowo przestrzenną i lekką grą sekcji rytmicznej, a doomowe ich zagrywki ucinają sobie takie dialogi z partiami skrzypiec, że aż miło posłuchać i nie sposób powołać się tu na inną nazwę niż MY DYING BRIDE ("Namjere" aż grzmi od ich wpływów). Mało który zespół wie, tak jak ansambl brytyjskich nieśmiertelników, jak używać metalowych brzmień w sposób ckliwy i liryczny. Nieodparcie zwracają tu uwagę wyciszenia, w których perkusista świadom jest tego co należy robić ze swoim zestawem, częstując nas delikatniejszymi partiami o sludge'owym ("Novi Dan"), czy jazzowym ("Pred Beskrajem") zabarwieniu. Zadziwiające ilu rockowych pałkerów gra dzisiaj w ten sposób, hehe. Z tak zwanego tłumu jaskrawie wyróżnia się łagodniejsze "Onako Kako Samo Ona Zna", oraz nasycony czystym wokalem, kończący posiedzenie "Vakuum Dusa", lecz ciężko tak naprawdę znaleźć tu jeden, pozbawiony jakiegoś ciekawszego fragmentu utwór. Za wadę można uznać fakt, że krążek nie należy do najkrótszych (aż siedem utworów ma tutaj czas trwania przekraczający sześć minut), co w przypadku wiadomego gatunku muzycznego stwarza poważną obawę o pozostanie na jawie. Kto nie chce, ten nie musi jednak słuchać do końca. Jego strata. No i te melodie... :]

ocena:  8 / 10

www.drama-band.com


www.myspace.com/dramadoom


www.facebook.com/pages/Dramadoom/107675859295510


autor: Kępol



<<<---powrót