| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

HARKONIN

"Detest"

Battlegod Productions (CD 2010 ) 

Czwarty studyjny album Amerykanów, a ja się założę o czteropaka dobrego browca, że większość z Was nie miała dotąd pojęcia o istnieniu tej kapeli. To jednak, co usłyszycie na "Detest", to dowód na to, że kolesie mają pojęcie jak obsługiwać instrumenty i że potrafią stworzyć kawał muzy spod znaku... No właśnie, jak ich przyporządkować? Jako metalowych ekstremistów? Jako ekipę przyrządzającą w swoim jadłospisie death/black/thrash metal? A przypomnijcie sobie, że wiele tego typu zespołów przepadło, bo nie odpowiadali normom, że grają odtąd-dotąd lub pod kogoś konkretnego. Od razu na myśl przychodzi mi na przykład USURPER, a ci, oprócz tego samego pochodzenia narodowościowego, też przecież nie dali się do końca zamknąć w żadnej z szufladek, a przecież muzę tworzyli świetną. HARKONIN więc, wedle tej reguły, sprawi niemały kłopot maniakom metalu, bo jeśli nawet chwilami można ich wrzucić do tej samej grupy, co nasz BEHEMOTH, to za chwilę, po paru kolejnych taktach przyjdzie do głowy inne skojarzenie. Dlatego miałbym pewien respekt wobec tej kapeli, ale z drugiej strony zapytam - co nowego wnosi HARKONIN? Długie kawałki, w których na przekór wszystkiemu i wszystkim mieszają ile wlezie? To nie jest ich atutem, bo ileż można ciągnąć pewne wątki? Amerykańskie dziedzictwo wymieszane ze skandynawską ortodoksją? Pewnie tak można było zaskakiwać kilka lat temu, ale teraz już nie. Co więc pozostaje? Docenienie ich rzemiosła, które przekracza wiele barier? W pewnym sensie tak. Po paru chwilach w danym kawałku, z thrash'owej rytmiczności przechodzą w ekstremalniejsze regiony lub death metalowy obłęd, lecz na dłuższą metę staje się to nie tyle może przewidywalne, co lekko nudne. Nie, żeby HARKONIN popadał w pewien schemat, ale na pewno w monotonię i brak motywów do zapamiętania, to już tak. Dobrego brzmienia temu materiałowi nikt nie zaprzeczy, gęstości riffów też, ale tego, że nikt nie zapamięta z "Detest" żadnego z kawałków już tak. Co z tego, że gitarzyści się wyginają jak opętani, że perkusista i basista trzymają klasę, a wokal próbuje się w różnych klimatach, skoro w sumie wychodzą z tego nici? Jest dużo słuchania (album trwa prawie 65 minut), a niewiele na kolejne przesłuchania. Nie ma tu ani jednego numeru na przykład na miarę "Procreation of the Wicked" lub choćby czegoś z repertuaru IMMOLATION. A przecież mogło by być tak świetnie, bo ci cholerni Jankesi mają potencjał i spore doświadczenie. A to już dużo w sytuacji, gdy ktoś szuka profesjonalnego produktu. Tyle, że nie idzie to często w parze z emocjami, a te - wbrew pozorom - w metalu są tak samo ważne jak sama muza.

ocena:  6 / 10

www.harkonin.com


www.myspace.com/harkonin


www.battlegod-productions.com


autor: Diovis



<<<---powrót