| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

THE SUNWASHED AVENUES

"Cult of the Black Sun"

Dirty & Weird Music (CD 2010) 

Ci, którzy czytali lub dopiero przeczytają moją recenzję debiutanckiego mini-albumu szwajcarskiego THE SUNWASHED AVENUES umieszczoną na stronach naszego serwisu dowiedzą się, że pokładałem wielkie nadzieje w związku z tą kapelą. Teraz mogę napisać na podstawie drugiego namacalnego dowodu rzeczowego w dyskografii tego bandu, że w sumie się nie myliłem. "Cult of the Black Sun" jest logicznym rozwinięciem "The Sunwashed Avenues", a jednocześnie progresem wobec 6-utworowej epki. Ale jest też utwierdzeniem, że mamy tu do czynienia z zespołem, który teraz już absolutnie i całkowicie nie ukrywa swojej fascynacji wobec jak dla mnie jednej z najważniejszych i najbardziej przełomowych rockowych kapel ostatnich dwóch dekad, czyli FAITH NO MORE. Już pierwsze trzy kawałki z tego albumu - po kolei: "Ride the Last Wave", "Grand Torino" i "1979" to istny misz-masz pomysłów znanych z "Angel Dust" czy "King For a Day... Fool For a Lifetime". Wystarczy posłuchać wokalisty, który frazuje dokładnie tak jak Mike Patton, gitarowych erupcji i z każdą minutą coraz śmielszych klawiszowo-organowych wtrętów, by się o tym przekonać. THE SUNWASHED AVENUES nie ogranicza się jednak na tym krążku do kopiowania swoich bardziej znanych amerykańskich kolegów, bo wypowiada się językiem bardziej uniwersalnym i wynikającym ze wspomnianego progresu, operującym również post-rockową i post-metalową estetyką, co słychać choćby w czwartym na płycie "Burning Rome". Tu już rozwinięcie akcji jest konkretne i mieści się gdzieś między FUGAZI a ISIS. A to nie koniec niespodzianek przygotowanych przez Szwajcarów, bo już kolejny, tytułowy numer zaskakuje początkiem, w którym słyszymy gardłowe wokale niczym z syberyjskiej Ufy, a potem muzyka tylko z pozoru się uspokaja, by cisnąć słuchaczem o ścianę gwałtownymi eksplozjami gitar i niewątpliwie zwracającą na siebie uwagę grą perkusisty. Z kolei opatrzony najdłuższym tytułem "Their Faces Turned Into Smiles When the Wind Ate Up Their Brains" to instrumentalna, w dużej mierze akustyczna wariacja, która przywołuje te najspokojniejsze momenty w dyskografii BLACK SABBATH (vide "Planet Caravan"), co ponownie dowodzi, że THE SUNWASHED AVENUES umie się poruszać w różnych stylistykach, nie zatracając przy tym na przykład progresywnego ducha a la PAIN OF SALVATION. Bardziej żwawo robi się w nie pozbawionym rytmicznych łamańców "Ides of March" i następującym po nim, ponownie FaithNoMore'owskim "Black Lodge Boogie", ale nie da się ukryć, że pierwszy kwadrans płyty, mocno inspirowany dokonaniami Pattona i spółki już nie powróci, czego nie zmienia ostatni, najdłuższy utwór "Manha do Carnaval", który zresztą w drugiej części zmienia się w post-metalową improwizację. Tym, co różni ten stuff od mini-albumu jest większa spójność stylistyczna i nie ma tutaj na przykład odjazdu w stronę stonerowego grania, za to mamy większe skupienie się na rozwinięciu wspomnianych powyżej wątków, co świadczy, że muzycy wyciągnęli w tak zwanym międzyczasie pewne wnioski w czym czują się lepiej, a w czym gorzej. Nie ukrywam, że od sławetnego zespołu ich ziomków (i nie tylko) - CELTIC FROST dzielą ich nadal długie mile, ale krok do przodu został już dwukrotnie postawiony i mam nadzieję, że na tym się ten postęp nie skończy.
Pozostaje więc tylko podsumować tę moją pisaninę, która z językiem MTV czy 4FunTV nie miała i nie zamierza mieć nic wspólnego. A tu tylko napiszę tyle, że THE SUNWASHED AVENUES mnie nie zawiodło, choć spodziewałem się ciut więcej eksperymentów i 'odjazdów'. Ale jak to mawiają - nie wszystko można mieć na raz i ci kolesie nie wiedzieli, że nagrywają dla Ciebie czy dla mnie ;)

ocena:  8 / 10

www.dirtyandweird.com


www.myspace.com/thesunwashedavenues


autor: Diovis



<<<---powrót