| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

THY SYMPHONY

"Harmonizing the World"

Sleaszy Rider Records (CD 2010) 

Już sam termin "symphonic power metal" zwykle wzmaga moją czujność, bo często pod tym określeniem kryją się prawdziwe "popisy", na które zwyczajnie szkoda czasu i atłasu. Nie inaczej jest tym razem. Debiutancki album brazylijskiego THY SYMPHONY to rzecz na wskroś nieudana, a to tylko niezmiernie delikatne ujęcie tematu. Bo tak po prawdzie to zamysł ma ten zespół może nawet szlachetny, by heavy metal po raz kolejny "ożenić" z pełnymi majestatu, quasi-orkiestralnymi aranżami i pompatyczną atmosferą, ale wykonanie jest cienkie - jak nie przymierzając - dupa węża. Na początek weźmy wokale. W THY SYMPHONY "pierwsze skrzypce" grają Allan Ortiona i Camila Senne. Oboje próbują solo, w duecie i z chórami, lecz za każdym razem jest to - krótko mówiąc - niewypał. O ile Allan w tych heavy metalowych próbach wychodzi z oceną dostateczną, to Camila śpiewa "gdzieś obok", a jej operowe wyczyny powinny być prezentowane na zajęciach z muzyki, jak nie powinno się robić takich rzeczy. Ale już same linie melodyczne na tej płycie są na poziomie żenującym i chyba tylko przygłusi na muzykę (a przecież nawet discopolowiec ma jakieś tam bazowe pojęcie co to melodia!) nie zwrócą uwagi na to, że od tej strony "Harmonizing the World" to porażka na całej linii. Na temat chórów też nie ma co się rozpisywać, bo od takiego THERION'a czy AVANTASII dzielą brazylijską formację tysiące lat świetlnych. Nawet taki grecki DOL AMMAD, który przecież również nie należy do I czy II ligi symfonicznego metalu bije ich pod każdym względem. Zapytacie się więc, czy chociaż muzyka przynosi coś bardziej pozytywnego? Otóż i tutaj mamy do czynienia z czymś, co sprawia, że słuchacz skrzywi się nie raz, nie dwa i nie dziesięć razy. Wiadomo, że brzmienie nie może być potężne choćby z racji tego, że nagrania były dokonywane w na wpół amatorskim studiu, ale już same partie gitar rytmicznych, niemiłosiernie fałszujące solówki, syntetyczne orkiestracje i nieudolna sekcja rytmiczna wołają o pomstę do piekła. Melodyjki wygrywane przez "parapet", toporne heavy metalowe zagrywki to już nawet nie Hollywood, a Bollywood, i to w tej najbardziej kiczowatej i łzawej wersji. Na "Harmonizing the World" nic nie zazębia się ze sobą, o tytułowych harmoniach już nie wspomnę. Czasem mam wrażenie, że słucham soundtracku do jakiejś czeskiej bajki z lat 70-ych - tak to wszystko brzmi. A przecież wystarczyło trochę ograniczyć formę, dopasować ją do umiejętności i możliwości muzyków THY SYMPHONY, a nie robić z tego bombastycznego do obrzygania produktu. Dla mnie ten album to jedno z najgorszych muzycznych doświadczeń ostatnich kilkunastu czy nawet kilkudziesięciu miesięcy. A pół punktu daję tylko dlatego, żeby zero zostawić tym wydawnictwom, które mogę wyrzucić do kibla, bo w tym przypadku tego po prostu nie mogę zrobić ze względu na format mp3 ;) Mogę oczywiście wykasować, ale to już nie to samo ;)

ocena:  0,5 / 10

www.myspace.com/thysymphony


www.sleaszyrider.com


autor: Diovis



<<<---powrót