| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

AVA INFERI

"Onyx"

Season Of Mist Records (CD 2011) 

Na początek muszę uderzyć się w swoją wątłą pierś i dodać swoiste postscriptum do recenzji poprzedniego albumu AVA INFERI. Okazało się bowiem, że nie zasługuje on li tylko na bardzo dobrą ocenę, gdyż jest to płyta w swojej kategorii muzycznej genialna. Dopiero z czasem poczęła "wchodzić" i coraz bardziej smakować, co zaowocowało tym, że nie mogłem się z nią rozstać przez długie miesiące, słuchając jej między innymi na przenośnym iPodzie. Obawy więc miałem, czy "Onyx" zdoła przeskoczyć poziom tego materiału, lub chociażby go dosięgnąć. Dlatego z recenzją trochę się wstrzymywałem, ilość przesłuchań coraz to wzrastała, a wszystko po to, by nie zrobić tego samego błędu, co w przypadku "Blood of Bacchus". I cóż wywnioskowałem? Ano to, że nie jest to album jakoś znacząco gorszy czy lepszy, a po prostu nieco inny. Rune "Blasphemer" Eriksen tym razem postanowił stworzyć muzykę bardziej spójną, wspartą większą ilością akustycznych ozdobników, ale bez obaw - ballad ani smęcenia tu nie znajdziecie. To wciąż ta sama monumentalna muza spod znaku doom/gothic metalu z (nie obawiajmy się tego słowa) pięknymi wokalizami Carmen Susany Simoes. Tym razem AVA INFERI nie posiłkowała się już w takim stopniu elementami portugalskiego fado i chyba w sumie dobrze, bo zespół wykreował już swój własny styl, który - jak się domyślacie - jest zainfekowany w takim samym stopniu gotyckim pięknem i mrokiem oraz doom'owym ciężarem. Dla podkreślania inności tego zespołu napiszę, że dla mnie "Onyx" to takie specyficzne przearanżowanie dostojności z tych 'wikińskich' płyt BATHORY na styl nieco bardziej oniryczny, delikatniejszy w przekazie, choć nie pozbawiony mocy i południowoeuropejskiego żaru.
Płytę otwiera utwór ją promujący, czyli tytułowy "Onyx". Przebogaty aranżacyjnie, chwytliwy, melodyjny, ale nie w sensie np. NIGTHWISH, o nie! AVA INFERI rzeźbi raczej w formule mocarnego, epickiego odłamu tej stylistyki z odpowiednio dozowaną melancholią, gdzie jest miejsce i na wyraziste, ale nie tak oczywiste linie melodyczne, i na ciężkie riffy, i przestrzeń, w której rozgrywa się "akcja". Trudno wyróżnić z tej płyty poszczególne utwory, bo każdy kolejny wynika w pewien sposób z poprzedniego i rozwija pewne wątki. Na przykład "((Ghostlights))" wręcz nasuwa obraz nawiedzonego przez duchy miejsca, "Majesty", zgodnie z tytułem, to podniosły utwór z czarownymi, chóralnymi zaśpiewami Carmen, a ponad 9-minutowy "The Heathen Island" jest w swoim charakterze "morski", przesycony samotnością i przestrzennością bezbrzeżnego oceanu, lekko senny, ale i pełen buntu. W tym ostatnim zaskoczeniem jest prawdziwie heavy metalowe solo Rune Eriksena. Zwieńczeniem albumu jest "Venice In Furs", który jest prawdziwą perłą klimatycznego metalu. Niesamowity akompaniament rozedrganej gitary, po raz kolejny czarujące wokale, a w tle woda szumiąca w niezliczonych weneckich kanałach... Przepiękne 'grand finale' kolejnego bardzo udanego albumu AVA INFERI!

ocena:  9 / 10

www.myspace.com/avainferi


www.season-of-mist.com


autor: Diovis



<<<---powrót