| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

INDIAN

"Guiltless"

Relapse Records (CD 2011) 

Nowy wyrób INDIAN to kolejny, sukcesywnie anonsowany przez Relapse, premierowy tytuł roku bieżącego. Zespół, od chwili uformowania swych szeregów blisko osiem lat temu, zdaje się odwiedzać studio w sposób całkiem konsekwentny, bo swych fanów nowymi płytami rokrocznie może i nie częstują, ale przerwy skłaniającej do snucia obaw o rozpad formacji również nigdy im nie zgotowali. Grzeje mnie to czy ziębi? Tak naprawdę chyba nic z tych rzeczy. Płyta "Guiltless" brzmi w sposób co najmniej konkurencyjny w stosunku do wielu albumów w swej kategorii, jaką jest masywny, mozolny, przytłaczający, acz potrafiący oczarować melodyjnym fragmentem (jak w "No Grace" na ten przykład) sludge metal. Wielkim plusem jest fakt, że zespół stara się, w sposób zauważalny, wypracować swój własny, odrębny styl, oparty w tym wypadku o zabieg nasączenia wspomnianej, gęstej, sludge'owej materii black metalową, czarną substancją. Znajduje to potwierdzenie już w samym brzmieniu, choć nie tylko, bo zewsząd atakować nas będą frazy gitar lub kaskady intensywnych zagrywek ("Guilty") wskazujące na bezpośrednie konotacje z twórczością muzyków o trupio pomalowanych twarzach. A jaki zespół na tym padole można posądzić o pionierską rolę w kwestii formowania się obu wspomnianych konwencji grania? No pewnie, że CELTIC FROST! Wokalista tylko potwierdza tę teorię, wrzeszcząc w sposób niezwykle zbliżony do tego, co działo się w tak pamiętnych misteriach, jak "Synagoga Satanae", czy "A Thousand Lies" (z repertuaru obecnego wcielenia tej nazwy, czyli TRIPTYKON), jakich rodowód łączy skromna osoba Gabriela Fischera. Początek "The End of Truth" czy środkowa część "No Grace" spoglądają niezwykle przyjacielskim wzrokiem w stronę awangardowych bękartów czarciej nuty, takich jak VED BUENS ENDE czy DEATHSPELL OMEGA, a mięsiste brzmienie wioseł można bez wahania porównać z producencką oprawą dzieł NEUROSIS, czy ELECTRIC WIZARD. Mimo tak atrakcyjnych wycieczek stylistycznych i przyciągającej ucho produkcji, nie znajduję na "Guiltless" choćby jednego utworu, jaki zapisałby się w mojej głowie większymi zgłoskami. Ani jeden fragment tej płyty nie wyrządził żadnych większych zmian w mojej psychice, nie przebiegł się ciarami po plecach, nie wgniótł mnie w fotel, nie wyrwał głowy z płucami. Mimo tak wyrazistych środków wyrazu, każda jedna pozycja przemyka w sposób niemal beznamiętny, niezwykle rzadko pozwalając słuchaczowi na chwilkę prawdziwych muzycznych emocji, a ilość przesłuchań nie ma tu, wierzcie mi, zbyt wiele do rzeczy. Nawet bardzo pobieżny kontakt z kawałkami z poprzednich albumów grupy, takich jak "Slights And Abuse" czy "The Sycophant" daje do zrozumienia, że wcześniej mieli oni zdecydowanie więcej ciekawych rzeczy do zaprezentowania. Uczucia towarzyszące odsłuchowi "Guiltless" są więc z rodzaju 'tych mieszanych' i w ogólnym rozrachunku, mnie album nie kupuje.

ocena:  6 / 10

shop.relapse.com/artist/artist.aspx?ArtistID=10236


www.myspace.com/indiandoom


autor: Kępol



<<<---powrót