| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

NOMAD

"Transmigration of Consciousness"

Witching Hour Productions (CD 2011) 

Są płyty, które w mistrzowski sposób eksplorują zdobyte uprzednio tereny. Są płyty, które odważnie zapuszczają się w terytoria zupełnie dziewicze. Są takie, które tną bębenki słuchowe perfekcyjnie sprofilowanymi ostrzami i takie, które chwytają za serce artystyczną wrażliwością. Są płyty, które niczym szklanica dobrego trunku bujają rasowym graniem i takie, które prezentują futurystyczne oblicze przypisanego im gatunku. Są albumy będące liniami papilarnymi swych twórców i są też te wizjonerskie, jakich nikt po tym czy innym zespole nigdy by się nie spodziewał. I jest "Transmigration of Consciousness" zespołu NOMAD, jaki odfajkowuje wszystkie powyższe opcje. Wiem, że mamy dopiero końcówkę maja, a zza winkla wychyla już główkę swego wiosła jeden z najlepszych polskich gitarzystów, co go Voggiem czasem zwą, aczkolwiek ciężko zobrazować mi sobie sytuację, w której najnowszemu arcydziełu kwintetu z Opoczna cokolwiek jest w stanie stanąć na drodze. Zdaję sobie sprawę z faktu, że liczne zastępy długowłosych wiernych oplują ten album. Wielu nazwie go najłagodniejszym w całej dyskografii zespołu, zarzuci odstąpienie od gatunkowych prawideł na rzecz wycieczek w tak zwane 'techniczne łamańce' i przekalkulowaną muzykę. Już możemy takie opinie, zresztą, tu i ówdzie przeczytać. Dla mnie jest to album, na którym NOMAD znalazł prawdziwy kamień filozoficzny, złoty środek, prawdziwe opus magnum, zjawiska zwanego metalem. Wiele wybitnych płyt ukazuje się ostatnio? Racja. Ta jest jednak jedną z najlepszych w owym, zacnym gronie. Nie jest to album, na którym blast goni blast? Powiem tak - zależy co kto lubi. Jak dla mnie "Transmigration of Consciousness" udowadnia w sposób niezbity, że tak naprawdę granie ekstremalne samo w sobie mocy nie ma. Bracia i siostry - przecież już pierwszy w magazynku, "The Demon's Breath" (w którym poczujecie silną nutę muzyki NOCTURNUS, czy PESTILENCE) to utwór, który z technicznego punktu widzenia brzmi przy cięciach takiego VITAL REMAINS, jak soundtrack do "Boba Budowniczego", lub w najlepszym już wypadku do "Strażaka Sama". Pustą li tylko teorią nazwać mi to przyszło, albowiem praktyka jest taka, że alboś chłopie jak pień głuchy, albo leżysz na plerach i broczysz posoką z otworów swego ciała wszelakich. Ta motoryczność, ten techniczny szlif, ten feeling, ta rozbrajająca naturalność i przede wszystkim - pewność! Te dźwięki są pewne swego charakteru, swego miejsca, natężenia. Na tym albumie nie znajdziecie ani jednego piknięcia, bez którego mógłby się on obyć. Potwierdza to już następny w komorze z nabojami "Dazzling Black". Jasne, że chłopcy czerpią pełniusieńkimi garściami z GOJIRY, ale w jaki sposób?! Z jaką klasą?! A przecież jest tu jeszcze tyle miejsca, na zarówno - swą własną tożsamość, jak i zupełnie świeże rozwiązania. Polska reprezentacja też nie zostaje w tyle i też, dżentelmenom awangardy takim jak SHADOWS LAND, czy, tym bardziej - autorom "The Mother And the Enemy" prawicę należy uścisnąć. "Raised Irony" to już w ogóle brzmi zupełnie tak, jakby sam Jaro.Slav gościnnie w nim zaśpiewał, a gitarowe zejście w "Four Percent of Hate"?... Słychać tam albo Wacława, albo wyjątkowo pojętnego ucznia jego, innych opcji brak. "Identity With Personification" trzyma słuchacza w sporym napięciu, jakie rośnie aż do swego apogeum, po czym soniczna bańka eksploduje takim riffem, że ja wysiadam. "Pearl Evil" brzmi z kolei tak, jakby odgrywała go istna technical death metalowa orkiestra dyrygowana przez samego Diabła! Itp, itd. Dzieje się tyle, że można by książkę napisać. Płyta została pocięta introdukcjami, z którymi utwory tworzą nierozerwalną, symbiotyczną wręcz całość, co dodatkowo świadczy o absolutnej klasie jej twórców i co za tym idzie, bzdurnych, plumkających w cały świat przerywników uświadczyć tu nie sposób. No a brzmienie jest takie, jakby odpalić kilkaset starych, dobrych, lampowych pieców w jednym czasie i tak otrzymaną falę uderzeniową przepuścić przez stoły najlepszych w branży producentów, co z prawdą ma akurat wiele wspólnego, albowiem nad ogólnie pojętą produkcją krążka czuwał Malta na spółkę z Wiesławskimi. Będziecie się bać tej płyty. Ja się boję.

ocena:  10 / 10

witchinghour.pl/web_new/zespoly/nomad


witchinghour.pl/web_new/wydawnictwa/cd/nomad-transmigration-of-consciousness


www.myspace.com/nomadsatanicdeathmetal


autor: Kępol



<<<---powrót