| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

OVERTURES

"Rebirth"

Sleaszy Rider Records (CD 2011) 

A tym delikwentom nielicho się oberwie i to już na samym wstępie. No co to niby miało być?! Nawet ludzie o upośledzonej spostrzegawczości, którzy nie omijali szerokim łukiem prog metalowych wydawnictw ostatnich lat i w sposób choćby bierny odnotowali pojawienie się na rynku debiutanckiego krążka naszego krajowego TERMINAL, wiedzą doskonale, skąd panowie z OVERTURES skopiowali tę okładkę. Oczywiście zawsze istnieje jeszcze minimalna (tu w dosłownym znaczeniu) możliwość, że mamy do czynienia z wyjątkowo ironicznym zbiegiem okoliczności, ale w Świętego Mikołaja też nie wierzy się przecież przez całe życie. Znany i w wielu muzycznych kręgach szanowany Devin Townsend, rzekł ostatnio, że 'równie dobrze mógłby pakować płyty w drewniane pudełka' i w przypadku wytłuszczonej u góry nazwy, byłoby to rozwiązanie dużo rozsądniejsze. Gdyby jeszcze zawartość muzyczna "Rebirth" była kompletnie nijaka, można by było stwierdzić chłodno i lapidarnie, że goście z OVERTURES, nie mając nic swojego do zaprezentowania, posiłkują się kalką, powielając schematy wymyślone przez autorów, których fani znają już na pamięć albumy HELLOWEEN, AVANTASIA, EDGUY, DIVIDED MULTITUDE, czy dzielącego z nimi (ELDRITCH), bądź z nami (ANIMATIONS) kawałek globu, reprezentanta stylu i chętnie po ich wypociny sięgną. Słysząc jednak utwory takie jak "Fly Angel", "Delirium", "Not Too Late" (dużo lepszy w wersji akustycznej) czy przede wszystkim, niezaprzeczalnie najbardziej miażdżący na płycie - "Farewell", można w związku z powyższym nabawić się srogiej konfuzji. Wystarczy powiedzieć tylko tyle, że ostatni z wymienionych, nie ustępuje dosłownie w niczym najlepszym killerom wypisanych uprzednio nazw, jakich muzyka rozpina się pomiędzy klasycznym, podszytym hard rockiem - power metalem, a cięższym łojeniem z rejonów progresywnych (choć progu, jakoś zbyt wiele tu, po prawdzie, nie ma), co można powiedzieć również o OVERTURES. Niestety, płyta jest strasznie nierówna. Produkcja, instrumentalne pasaże, solówki i warsztat trzymają całkiem przyzwoity poziom, ale nie rozwiązuje to podstawowego problemu, jakim jest sztampowość. Co prawda na początku "Delirium" pojawiają się organy piszczałkowe (ich brzmienie w każdym bądź razie), w rozkręcającym się "The Prophecy", też słychać całkiem ciekawy wstęp, a oryginalną wersję "Not Too Late" rozpoczynają przyjemne, klangujące partie basu, ale nie zaciera to zniesmaczenia wywołanego tak naprawdę bezpłciowymi kompozycjami (patrz przykładowo: cieknący niczym rzadka wydzielina z nosa "Easy"), o które słuchacz co jakiś czas będzie się potykał. Przebrnięcia przez "Rebirth" nie ułatwiają też nader oczywiste dla gatunku posunięcia, jak wstawienie podwójnej stopy w szybki, melodyjny refren, czy sypnięcie z rękawa nawiązaniami do DREAM THEATER i tym podobnych nazw, które w przypadku współczesnych zespołów power metalowych są na dzień dzisiejszy w pełni przewidywalne. Dla "Farewell" i może jeszcze dwóch utworów z zestawu warto po tę płytę sięgnąć. Słychać w nich prawdziwe możliwości, jakie drzemią w tej piątce muzyków i jakie, odpowiednio ukierunkowane, z pewnością urodzą pożywne owoce w przyszłości. Pozostaje tylko pytanie - kto w dzisiejszych, obfitujących w milion ciekawszych premier czasach, będzie miał na to czas i ochotę?

ocena:  6 / 10

www.myspace.com/overtures


www.sleaszyrider.com/


autor: Kępol



<<<---powrót