| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

SAMAEL

"Lux Mundi"

Nuclear Blast Records (CD 2011) 

Szwajcaria..... kraj składający się z 5 rzeczy: banków, gór, czekolady, dobrych płac i SAMAEL (kolejność dowolna). Bracia Locher i spółka od ponad 20 lat tworzą band na trwale zapisujący się w historii metalu i powoli naprawdę zaczynam się zastanawiać, czy zespoły, w których tworzą bracia, nie są z góry skazane na sukces (przykłady pominę). Każda płyta SAMAEL, z wyjątkiem "trylogii" "Passage" - "Exodus" - "Eternal", jest inna, lecz wszystkie łączy kapitalny, bardzo charakterystyczny wokal Vorpha i umiejętności kompozytorskie Xytrasa. Pamiętacie czysto klawiszową wersję "Passage"? Mimo, że płyta wyłącznie "fortepianowa", posiada taki sam power jak wersja pełna, a to już sztuka przez duże "S".
"Lux Mundi" to, między innymi oczywiście, ewidentny ruch zespołu w stronę fanów. Do dziś pamiętam oburzenie co niektórych po ukazaniu się "Era One" czy "Solar Soul", którzy zarzucali SAMAEL zbyt mocne odejście w stronę elektroniki i (słowo, którego nie rozumiem) komerchę. Co robią Panowie ze Szwajcarii w takiej sytuacji? Wydają "Above", moim zdaniem największe nieporozumienie w historii zespołu, które jednak swój cel spełniło: wszyscy chcieli w głębi swej czarnej duszy powrotu SAMAEL chociaż z następcą "Reign of Light". Przynajmniej ja do nich się zaliczałem i proszę bardzo: telepatyczne prośby zostały wysłuchane. Mamy "Lux Mundi". Czytałem kilka recenzji tej płyty i z żadną się nie zgadzam w 100%. Najbardziej drażni mnie porównanie jej do "Passage". Takie porównanie to nieporozumienie! "Lux Mundi" jest po pierwsze płytą bardziej melodyjną. Po drugie - dominujący, potężnie brzmiący automat perkusyjny, Xy zastąpił perkusją do złudzenia przypominającą "żywą". Cały czas ma się uczucie, że to nie elektronika, a na żywo nagrane gary. Centralki pracują poza tym o wiele szybciej, naturalniej. Po trzecie - nie rozumiem wypowiedzi, że "na tej płycie jest mniej klawiszy". Bzdura. Klawisze są non stop, ponieważ stanowią podstawę muzyki SAMAEL. Czasami spokojne, stonowane i wycofane, czasami wyrzucone przez Xytrasa na pierwszy plan. Alexandre jest mistrzem w tworzeniu klimatu i wie jak wykorzystać pełnię umiejętności. Brzmienie bardzo selektywne i namacalne, jedno z lepszych, jakie do tej pory można było usłyszeć na wydawnictwach SAMAEL. Czy istnieje potrzeba rozpisywania się odnośnie utworów? To nie są amatorzy, ani początkujący muzycy. SAMAEL to perfekcja aranżacyjna, co potwierdzają tą płytą. Niesamowity "In the Deep" z wwiercającym się w baniak refrenem. Świetny otwieracz w postaci "Luxferre", który ma wszystko: wykop, pierdolnięcie, nazwijcie to jak chcecie. To kawałek typowo koncertowy, który rozp...oli publiczność na strzępy. Sztandarowy "Antigod" w swym marszowym charakterze delikatnie przypomina "Jupiterian Vibe" i jest to jedyne, szczątkowe podobieństwo do "Passage", jeśli o takim, mając na myśli jedynie charakter danego utworu, można mówić. Na koniec wykop z BLASTAMI!!!!!!! w "The Truth Is Marching On". Kapitalny numer, optymalny na zakończenie albumu.
Nie ma potrzeby rozpisywania się o pozostałych kawałkach. Każdy to pierwsza liga i tu nie ma wątpliwości. SAMAEL nagrał kolejny fantastyczny album. Obojętnie jakie wydawnictwa pojawią się jeszcze w tym roku, "Lux Mundi" ma zapewnioną pozycje wśród moich Top Ten. Lepiej być Antybogiem, niż chlubić się wiarą w nadejście Antychrysta.

ocena:  10 / 10

www.samael.info


www.myspace.com/samael


www.nuclearblast.de


autor: "13"



<<<---powrót