| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

THE SIGN OF THE SOUTHERN CROSS

I Carry the Fire

Season Of Mist Records (CD-EP 2011) 

Jestem w kropce. Nawet w przypadku chcących zachować obiektywizm opiniodawców, ocenienie dokonań muzycznych od zawsze opierało się, opiera i znając życie - opierać się będzie na indywidualnych wnioskach wyciągniętych z odbytych z nimi kontaktów. Jakiś czas temu na wirtualnych łamach Mrocznej Strefy ukazała się recenzja debiutu grupy THE SIGN OF THE SOUTHERN CROSS, której wydane dwa lata później EP właśnie dostało mi się do obadania. Miałem nadzieję, że stanę na wysokości zadania i nie zostanę posądzony o plagiat tekstu współpracownika z Serwisu, no bo jakieś indywidualne zdanie na temat twórczości Amerykanów mieć przecież muszę. Niestety, prawda jest taka, że poniższą reckę mógłbym z powodzeniem napisać metodą 'kopiuj - wklej' i tylko ze względu na resztki taktu, a przede wszystkim - szacunku dla swojego poprzednika oraz reszty zespołu redaktorskiego, owego, prowokacyjnego pomysłu zaniecham. Kopia PANTERY? Myślę, że wszyscy myśliciele tego padołu razem wzięci nie wynaleźliby, podczas najgłębszych swych medytacji, innej definicji produkowanych przez grupę dźwięków. Ja nie wiem po co ci goście silą się w ogóle na pisanie 'autorskich' utworów. Mamy przecież grupy takie jak, przykładowo - THE AUSTRALIAN PINK FLOYD SHOW, który znalazł swoje miejsce w wiernym odtwarzaniu muzyki, wizerunku oraz występów wiadomych Bogów prog rocka z Wysp, który jest w tym dobry, który zdobył uznanie zarówno fanów oryginalnego szyldu, jak i krytyki, a nawet - samego Davida Gilmoura! I dobrze, bo nie licząc przedsięwzięć takich jak choćby ostatnia trasa Rogera Watersa, możliwość obejrzenia tego typu show na żywo, odeszłaby, gdyby nie oni, do historii. Im jednak udało się zachować coś, czego w obozie THE SIGN OF THE SOUTHERN CROSS nie jestem w stanie odnaleźć. Tym czymś jest poczucie dobrego smaku. Ja nie wiem jak ślepym, czy umierającym z sentymentu fanem PANTERY, czy metalowego grania ogólnie, trzeba być, by nie dostrzec, że nawet jeśli wokalista nie śpiewa w 100% tak jak Phil Anselmo (fachowa ekspertyza barwy głosu mogłaby przecież coś wykazać), to nie wynika to z braku chęci kalkowania genialnego gardłowego, a co najwyżej - ze zwykłej niemocy. Niby wszystko jest na swoim miejscu. Maniera, charakter wyśpiewywanych partii, dynamiki, operowanie wysokością, wszystko niemal idealnie imituje śpiew Phila, ale gdyby tak przyszło mi odpowiedzieć sobie na pytanie: czy partie stojącego tu za mikrofonem jegomościa (o pseudonimie, którego nie przytoczę z szacunku dla gitarzysty NOMAD i wokalisty, tudzież, basisty SEPTICFLESH) posiadają to coś, co powodowało, że człowiek stawał na baczność słysząc taki tytułowy "The Great Southern Trendkill", czy "Strength Beyond Strength" odpowiedź byłaby w stu procentach oczywista. Dokładnie to samo można powiedzieć o wszystkich pozostałych elementach składowych tych nagrań, nad czym naprawdę nie ma sensu dłużej się rozwodzić. Co do samych kompozycji - otrzymujemy dwa crossoverowe, szybsze utwory i jeden numer, który wyróżnia się z zestawu tylko i wyłącznie tym że jest balladą. Zamiast przynosić urozmaicenie, wyciąga z nas jednak to, co podczas ostatniego posiłku wprowadziliśmy do układu. Jacy to oni nie są southernowi, jak to po strunach nie jeżdżą... brakuje tu chyba tylko pick up'a, kowbojskiego kapelusza i zagrody świń, które być może lepiej od nas łykną to coś. Miałem dać chociaż jeden punkt ze względu na jako taki warsztat, albo na sentyment do dokonań prawdziwych bohaterów tych kilku linijek, ale po pierwsze - to nie jest stolarstwo, a po drugie - nie lubię sam siebie oszukiwać.

ocena:  0/ 10

www.season-of-mist.com/bands/sign-of-the-southern-cross-the


www.myspace.com/southerncrossband


autor: Kępol



<<<---powrót