| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

BEHEMOTH

"The Return of the Northern Moon"

Witching Hour Productions (CD 1993 - 2011) 

Ach, cóż to za surowizna była, gdy nastoletni wówczas Nergal nagrywał tę demówkę! Zdobył jakimś cudem parę materiałów z chłodnej Norwegii, fascynował się kultem śmierci, polskim pogaństwem i biorąc gitarę do ręki nie chciał powielać schematów na przykład Lady Pank czy dziadów z Budki Suflera, a potem 'żużlował' na całego. To nie było to, co chciał usłyszeć świat, ale subkultury miały wówczas tak zwane 'ręce i nogi', a nawet 'rogi'. Jak punk to punk, jak metal to metal, a po festiwalu w Jarocinie cały kraj żył tymi kontrowersjami miesiącami, jak nie latami. Na całego, jazda i wypierpapier! Cokolwiek by pisać na ten temat, miałoby to format elaboratu, nie recenzji. Ostatnio oglądałem dokument na temat powstawania norweskiego black metalu i chciałbym, żeby zabrały głos także osoby związane z polskim BM, aby wyjaśnić raz na zawsze, że to nie GRAVELAND (choć Rob Darken będzie miał swoje zdanie tak czy siak), nie widzimisiowate, konceptualne i powstałe dosłownie na moment hordy stąd czy inąd, nie SACRILEGIUM, czy nawet z pełnym szacunkiem - HOLY DEATH nie stworzyły sceny BM w Polsce, a właśnie BEHEMOTH. Wówczas pokraczny, brzydki brzmieniowy (rok później już nie), nie przystający do niczego band stworzony przez wychowany w blokowiskach ulicy Pomorskiej Nergala potrafił zainteresować pół świata swoją muzyką, która niczym się nie różniła w sumie od tego, co rok czy dwa lata temu spreparowała norweska grupa rówieśników, a przecież miała swój cholerny przekaz. Jak się teraz spojrzy na "The Return...", to znajdzie się czas na spostrzeżenie, że gówniarz naśladował gówniarzy, ale zarazem każdy, kto choć trochę w lędźwiach znajdzie siły, chciałby przekazać następnemu pokoleniu tyle buntu, przekazu i emocji, co na tej płycie. Ktoś powie, że to to c*ujowy materiał, do tego c*ujowo brzmiący i że zabrakło pomysłu oraz oryginalności, ale z drugiej strony kto wtedy chciał pójść mimo grupy? Tak miało być i jeśli ktoś w to wątpi, musi być zżarty przez radiowe i telewizyjne media, by dać się sprzedać muzyce dla mas. Nie uważam osobiście, by "The Return..." miało wartość ponadczasową, a dla tych, co BEHEMOTH poznali nawet od "Pandemonic Incantations" może być archiwalnym i takim właśnie c*jowym stuffem, ale czyż takim wcześniej nie był dla niektórych na przykład split EMPEROR z ENSLAVED czy wczesny stuff BURZUM lub MAYHEM?

ocena:  7/ 10

www.behemoth.pl


www.witchinghour.pl


autor:  Diovis



<<<---powrót