| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

BENIGHTED

"Asylum Cave"

Season Of Mist Records (CD 2011) 

Jest coś w stwierdzeniu, że ogólnie sklasyfikowani wykonawcy grind core'a, którzy chadzają po rozum do głowy, to najczęściej ci o otwartym podejściu do swojej twórczości. Francuski BENIGHTED nie proponuje na swej najświeższej płycie rozwiązań z kosmosu rodem, a jednak, pod wpływem pewnych zabiegów brzmi ona w sposób o niebo atrakcyjniejszy niż krążki większości kapel spod znaku krótkich cięć. O ile oczywiście, styl grupy nie zdążył się już komuś znudzić, bo w obliczu choćby poprzedniego - "Icon", "Asylum Cave" nie redefiniuje stylu w jakimkolwiek większym stopniu. Klasyczny, amerykański death metal, zapędzający się we wspomniane, grindowe rewiry z wyraźną skłonnością do brutal/technical metalowych bieganin po gryfie, zmian tempa i częstych zwrotów tematycznych to wciąż habitat, w którym muzykom BENIGHTED funkcjonuje się całkiem nieźle. Słychać to na płycie. Jeśli ktoś zarzuci tej grupie powtórkę z rozrywki, kłócił się nie będę. Pewne rozwiązania techniczne, czy zagrane z całkiem niezłym feelingiem partie gitary solowej, które pomagają złapać nam odrobinę oddechu w kontakcie z muzyką Francuzów, to cechy, jakie można było uświadczyć w niej już wcześniej. Nie są też one żadną nowością na rynku, gdzie wspomnieć wystarczy tylko o dużo odważniejszym "The Unspoken King" CRYPTOPSY sprzed lat trzech, z którym styl BENIGHTED wykazuje wiele wspólnych cech. A jednak "Asylum Cave" słucha się przyjemnie. Album otwiera intro urwane nagle przez gęstą jazdę w tytułowym "Asylum Cave", w którym daje o sobie znać szkoła brytyjskiego grind core'a oraz duszne, morbidowe granie, ale już na tym etapie wejdzie egipska solówka i to w parze z ujawniającymi spory polot, zabiegami rytmicznymi. Kolejny - "Let the Blood Spill Between My Broken Teeth", też wybucha z siłą oraz impetem 'napalmu' tylko pozornie, bo sekundę później całość zdecydowanie zwalnia, wychodzą z zagrody tak zwane 'prosiaki' i numer zaczyna przytłaczać mozolnie pełznącym ciężarem. W "Prey" mamy tremolowe zagrywki jakby spod paluchów Darskiego, quasi blackową galopadę a la CRADLE OF FILTH i nadające utworowi lekko powermetalowego posmaku zespołowe okrzyki. Nabywca płyty dostanie poza tym sporo zwolnień, w których odezwie się słabość muzyków do melo death metalu ("Hostile", "Fritz!"), oraz masę przepysznych, świetnie wyeksponowanych, uwalniających się od czasu do czasu spod zwałów innych instrumentów partii basu (doskonale współgrają z melodyjnymi fragmentami takiego "Lethal Merycism"). Siła tej płyty leży też chyba w tym, że zespół manewruje wszystkimi środkami w sposób biegły, bez zadyszki. Ani na chwilę nie odnoszę wrażenia, że ktokolwiek robił ten album na siłę. Słychać tu bowiem sporą swobodę, którą da się odczuć szczególnie w tych momentach, w których zmieniają się motywy, lub w których milknie część instrumentów. No i powiem Wam na koniec szczerze, że w kwestii produkcji brzmi to wszystko nie dość, że mocarnie, nie dość, że bez wstydu w kontekście naszych czasów, to jeszcze w sposób umiejętnie nawiązujący do szlachetnej klasyki. Niby nic takiego, a jednak wyłączyć nie sposób.

ocena:  8/ 10

www.myspace.com/brutalbenighted


www.facebook.com/pages/Benighted/112077645472152


www.season-of-mist.com/home


autor: Kępol



<<<---powrót