| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

EARTHRIDE

"Something Wicked"

Doomentia Records (CD 2011) 

Za jedno muszę tę płytę naprawdę pochwalić, a mianowicie za brzmienie. Sprawiające nieodparte wrażenie analogowego, tłuste, rozmyte, nie atakujące naszych uszu szerokim, klarownym pasmem, lecz buchające z głośników totalną dusznością i mocą, której istota nie leży wcale po stronie oczywistych zabiegów. Nie tylko o dłubanie przy konsolecie tu jednak, moi mili, chodzi. Od samego początku aż po sam koniec albumu słychać jasno, że ci goście mają sobie za nic wytyczne obecnej epoki. Nawet jeśli można dziś bowiem, zaobserwować obecność grup, których muzycy wznoszą pięści ku niebu, że ich młodzieńcze lata nie przypadły na przełom lat 60. i 70., to wątpię, by osoba, którą odurzają dźwięki takiego "Pressure & Time" RIVAL SONS, była od razu skazana na dozgonne pokochanie EARTHRIDE. Nie wiem na ile jest to zgodne z prawdą, ale wykryłem w tych dziewięciu piosenkach podejście jakże otwarcie olewające wszelką studyjną pieszczotliwosć, będącą jaskrawym znakiem przeważającej części dzisiejszych produkcji. Bas poczłapuje sobie w totalnie frywolny sposób, a jak gitarka nie siądzie idealnie równo i zostawi po sobie masę przypadkowych dźwięków? A kto powiedział, że to warsztaty Thordendala? Perkusista Eric Little nie "obcina" riffów w wyraziste formy. Zdaje się podpowiadać jedynie Steinburgowi w jakim mniej więcej tempie ma to iść. A on wkłada nam do ust kolejne kęsy pożywnych dźwięków. Ściskającego mikrofon Dave'a Shermana możecie kojarzyć z niegdysiejszych poczynań w SPIRIT CARAVAN. Będzie to pewna podpowiedź odnośnie stylu EARTHRIDE, gdyż brudne jeszcze od grubej warstwy hard rockowego osadu, acz już wyraźnie doom metalowe, ciężkie jak smoła i wyjące zagrywki Tony'ego Iommi'ego to muzyczna wartość, która uszlachetniła styl i jednej i drugiej formacji. I czy rzeczywiście dziwi kogoś, że śpiewający w takiej kapeli facet jedzie na lewo i prawo manierą Phila Anselmo? Przecież zarówno PANTERA, jak i DOWN to grupy, które z dobrodziejstw stonerowego grania korzystały jak tylko mogły, więc określenie "rodzinka w komplecie" nie będzie tu chyba wielkim nadużyciem. Czego chcieć więcej? Oczywiście, że bujających sufitem utworów, a o to jakby troszeczkę tutaj trudniej. Mamy przyjemne wyhamowanie w refrenach dwóch pierwszych - "Something Wicked" i "Hacksaw Eyeball". Są niezłe, rytmiczne riffy w "Make Up Your Mind" czy "Force Fed Fear". Mamy akustyczny początek w "Zodiac" i w miarę charakterne przyspieszenie w "Grip the Wheel", ale nic z tych rzeczy nie odwróciło mojej uwagi od wrażenia jednostajności, z jaką krążek obraca się jako całość. Nie chcę narzucać tu jakby, sztucznych ograniczeń, ale jeśli słowo "doom" nie ma przed sobą członu "funeral" i nie kryje się za nim epicka podniosłość czy liryzm, to opisanej przez nie muzyce pozostaje już chyba tylko skręcić w rejony eksperymentalne lub stonerowe i rock'n'rollową siłą, metalową brać rozruszać. W przypadku EARTHRIDE zanosiło się chyba na to ostatnie, ale zabrakło w tym wszystkim odrobiny energii, jakiejś maleńkiej witalnej iskry, która tchnęłaby w to wszystko życie. Utwory sprawiają często wrażenie granych leniwie, ospale, ociężale, podczas gdy muzyka o takim charakterze aż prosi się o coś zgoła innego.

ocena:  6 / 10

www.myspace.com/earthridedoom


www.facebook.com/pages/EARTHRIDE/76216338875


www.doomentia.com


autor: Kępol



<<<---powrót