| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

LECTER

"Inside / Outside"

Icaros Records (CD 2011) 

Taka nazwa mogłaby sugerować naprawdę krwawą łaźnię w guście death/gore'owych amatorów anatomii człowieczego ciała. Oprócz niej widzimy jednak na okładce również grafikę, a ta zdaje się owym domniemaniom przeczyć. Zanim więc rzesze spragnionych krwi i mięcha długowłosych istot zameldują się pod którymś z podanych pod tekstem adresów po to, by fragmentem jakiegoś utworu popsuć sobie apetyt na 'wątróbkę na zimno', lojalnie uprzedzam, że ta muza to zupełnie inna para kaloszy. No chyba, że nie zamykacie się na dźwięki z obszarów pozametalowych... Ja ze swojej strony zaznaczyć muszę, że brakowało mi ostatnio grania z takich alternatywnych, soft rockowych okolic, bo tak samo jak nikt nie jest w stanie wyżyć przy kuflu piwa, tak i 'muzycznemu żołądkowi' trzeba czasem nieco innych dźwięków - do prawidłowego funkcjonowania - dostarczyć. Pierwsze, co pomyślałem sobie zaraz po tym jak wsunąłem ów krążek pod czytnik brzmiało: 'czemu tego nie ma jeszcze w komercyjnych rozgłośniach?!'. Kaczkowski z Trójki zdążył już docenić ten band i chwała mu za to, choć Program Trzeci Polskiego Radia to wciąż firma na tyle solidna, by nikogo zorientowanego ów fakt specjalnie nie dziwił. Gdzie reszta? No przecież "Help" to idealny kawałek na antenę! Duch przebojowego oblicza brytyjskiego rocka z komercyjniejszego okresu w twórczości choćby THE CURE, nośny, acz pozbawiony nachalności rytm, maksymalnie wygładzony sound gitary, trafiająca w sam środek membrany słuchowej melodia i elektronika w delikatniejszej, przyjaznej dla eteru postaci to cechy, które zagwarantowały sprzedażowy sukces już dziesiątkom kapel. Na jakim ty Kępol żyjesz świecie? Nawet jurorka jednego z telewizyjnych quizów ostatnich lat przyznała, że w tym kraju inwestuje się kupę kasy w usilne promowanie totalnych słabizn, których 'nutki' po sezonie wracają do szuflady. No tak, zapomniałem. Buzujący w mojej głowie 'przedawniony', artystyczny ideał epoki romantyzmu wrzuca jednak na moje usta zasadnicze pytanie: po kiego grzybeczka przelewać pot przy przeciskaniu kogoś przez wąski otwór drzwi sukcesu, skoro dla innych stanęły one otworem? Czy takich RIVERSIDE, CZESŁAW ŚPIEWA, COMA trzeba było w tym kraju promować z żyłami na czole? A gdy sięgnęli już oni topowych notowań - czy z ręką na sercu możemy powiedzieć, że polskie komercyjne rozgłośnie masowej zagłady odnotowały ich sceniczną obecność choćby w połowicznie należyty sposób? Takie retoryczne pytania powtarzają się ostatnio bez końca, a wracając do playlisty warto zaznaczyć, że kolejny na niej - "Don?t Stop Me" jest (mimo wyraźnie rockowego riffu) jeszcze bardziej elektroniczny, jeszcze bardziej skoczny, nośny, radio/common listener friendly czy co tylko chcecie. Tekst składa się z dwóch zdań ("Don?t stop Me when I?m going up. Don?t stop Me when I?m falling down"), które w sposób wierny oddają implikacje mentalności pewnej części naszych rodaków i z którymi nikt na koncercie/domówce z kumplami/dyskotece nie powinien mieć problemu [śmiech]. "Morning" też świetnie pasuje do pierwszej połowy krążka. Skoczna perkusja, przyjemny industrial, właściwe dla niemal całego albumu brzmienie akustycznej gitary, mocny wokal odpowiedzialnego za LECTER Romana Bereźnickiego to na pewno cechy tworzące wspólny mianownik dla wyraźnie wyodrębniającej się, wspomnianej pierwszej części płyty. Trochę szkoda, że album potrzebuje tych paru chwil by na dobre się rozkręcić i na dobre uderzyć z prawdziwymi asami w rękawie, ale może taka już jego specyfika... Tak naprawdę już wcześniej, choć na etapie "I'll Come" szczególnie, dają się odczuć silne i w zajmowanej przez zespół niszy - chwalebne wpływy DEPECHE MODE. Wokal to miejscami niemal polski odpowiednik głosu Davida Gahana, co z jeszcze większym impetem potwierdza "Hidden Soul", który w sposób wyraźny schodzi w rejony nastrojów zdecydowanie bardziej melancholijnych, a nawet - mroczniejszych. "Broke My Head" to razem z przepięknym "Sign" (żywa trąbka Grzegorza Łygi jednym z jego atutów) kawałek oscylujący najbliżej typowej, rockowej ballady. W świetnym "Over" wracają delikatne, okazjonalne dźwięki gitary elektrycznej, która zostanie z nami jeszcze w niezgorszym "Hold Me Now". Na tym etapie staje się też jasne, że LECTEROWI nie obce są również wytyczne klasyki zimnofalowego rocka z plastików JOY DIVISION, czy wczesnego THE CURE. Depresyjny klimat takiego grania przemówi do nas w swej najbardziej jaskrawej formie w utworze "Life Dice". Sposób panowania nad instrumentami strunowymi momentalnie podpowiada nazwy królów cold wave'u, ze szczególnym wskazaniem na takie arcyklasyki stylu jak odpowiednio: "Closer" czy "Pornography". Pojawiło się co nieco tytułów, więc odnotuję może jeszcze zostawiony na deser, instrumentalny, słodziutki "November" z męskimi zaśpiewami i zmysłowym, kobiecym głosem. W sam raz na tytułowe, listopadowe wieczory spędzane przy kominku we dwoje - od razu chce się napisać i tym oto hollywoodzkim akcentem kończymy dzisiejsze wydanie kroniki krajowej alternatywy.

ocena:  8 / 10

www.lecter.pl


www.myspace.com/lectertheband


pl-pl.facebook.com/lecterpl


www.icarosrecords.pl


www.myspace.com/icarosrecords


pl-pl.facebook.com/icarosrecords


autor: Kępol



<<<---powrót