| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

LOUDBLAST

"Frozen Moments Between Life And Death"

XIII Bis Records (CD 2011 ) 

Porażka! Chciałbym napisać coś dobrego o powrocie LOUDBLAST do żywych. Ale ani oni nie są kultowi, ani nie wysmażyli przy okazji swojego powrotu po kilku latach nic na tyle ciekawego, by napisać choć jedno pozytywne słowo o nowym albumie. A próbowałem na różne sposoby i w różnych okolicznościach, uwierzcie mi! O ile jeszcze z pewnym sentymentem wspominam nagrany mi na kasetę przez kolesia z Pabianic materiał "Sensorial Treatment", bo wówczas łykało się wszystko, co było choć trochę ekstremalne, to z czasem zaczęły nachodzić mnie myśli, że francuski metal nie ma wiele do zaoferowania. Pojedyncze pozycje MASSACRY czy AGGRESSOR'a tylko potwierdzają tę regułę. I jeśli czytam recenzję "Frozen Moments..." jakiegoś kolesia na Metal Archives, to po prostu mam dość! Kurewnie dość! On uważa LOUDBLAST za bogów metalu, a ja słyszę na tej płycie biedny zespolik, który nie ma nic do zaoferowania i do tego nie wie za co tak naprawdę się zabrać. Chcą być melodyjni - pół biedy, bo przecież coś trzeba dać tak zwanym fanom do zaśpiewania na lokalnych koncertach. Ale oni nie wiedzą, czy jeszcze pamiętają coś z początku lat 90-ych, gdy przynależeli do tak zwanej death/thrash metalowej sceny, bo ja cały czas słyszę tutaj jakieś nędzne popłuczyny tamtych czasów i próby startowania z pułapu gwiazdy metalu. Nawet jeśli jakiś gitarowy riff może się wydawać świetny, to po chwili nie da się tego słuchać. Death metalu tu nie ma, thrash metalu nawet na jotę też, a black metal w wykonaniu LOUDBLAST to po prostu żenua, bo żenadą tego nie można nawet nazwać. Kur*a, ci kolesie gubią się w tym, co grają, bo tych dźwięków natrzepali na tym krążku co niemiara, zgrywają wirtuozów, a nie umieją tego w żaden sposób posklejać, choć pewnie mają tyle lat, co ja, czyli są tak na oko koło czterdziestki. Ani te SLAYER'owskie riffy im nie wychodzą, ani death'owe blasty, ani wczepianie się w trend podBEHEMOTH'owski. Na tej płycie wyczuwam cholerną i bezustanną walkę z wiekiem średnim, która nikogo nie przekona i próby zrobienia czegoś, co miało być powrotem do wysokiej formy, są tylko bladym odbiciem samego siebie sprzed lat. Ja mam tylko małą radę dla LOUDBLAST - wracajcie do swojej pracy, którą wykonujecie na co dzień. Pewnie gówno tam działacie, ale więcej dobrego zrobicie, jak odwiesicie swoje instrumenty na kołki lub sprzedacie naiwniakom na eBay'u i zajmiecie się swoimi znudzonymi żonami, co lada dzień zakochają się w modnych aktorach z filmów i sprzedadzą Was za parę funtów nawet znienawidzonym Angolom. Nie kupujcie tej płyty, nawet jeśli ktoś Wam ją zaoferuje ją za 9,99 PLN na Allegro (co swoją drogą jest nierealne, bo firma, która to wydała jest dystrybuowana we Francji przez któregoś z majorsów). Bo to kupa jest i beznadziejny syf!

ocena:   0 / 10

loudblast.org


www.myspace.com/loudblast


www.13bis.com


autor:  Diovis



<<<---powrót