| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

NECROPHAGIA

"Deathtrip 69"

Season Of Mist Records (CD 2011 ) 

Wychodzi na to, że powracająca na sklepowe półki NECROPHAGIA zaserwowała nam jeden z najciekawszych albumów death metalowych ostatnich miesięcy. Sześć lat hiatusu (nie licząc wydawnictw typu Boxset czy DVD) to wynik, który ciężko w erze 'wielkich powrotów' wpisywać do Księgi Rekordów Guinnessa, lecz znaleźli by się pewnie i tacy, którzy za ekipą Killjoya zdążyli zatęsknić. Nie wszyscy wymieniają tę nazwę jednym tchem zaraz za DEATH czy POSSESSED, co nie zmienia faktu, że grali oni death metal w czasach, gdy thrash dopiero co zdążył zaklepać swą wygodną miejscówkę na dziewiczym dla niego terytorium muzyki lat 80., który to fakt nie pozostał przecież bez wyraźnego wpływu na dorobek zespołu. Ale może po kolei. "Deathtrip 69" w całkiem zmyślny sposób otwiera utwór "Naturan Demonto". W momencie, w którym narastająca intensywność dźwięku 'podpowiada', że wszystko zaraz ruszy z takim impetem, że sznurowadła nam w butach zatańczą, słyszymy uderzenie pioruna, po którym wybrzmiewają chaotyczne sprzężenia gitar, co również jest zabiegiem dobrze znanym każdemu, dla kogo metal nie zaczął się od SLIPKNOT. Po tak spreparowanym wstępie, łączącym sentymentalny tradycjonalizm z przewrotnością współczesnej metodyki, wreszcie dają się słyszeć motoryczne, miejscami dysonansowe riffy, które zamiast przyspieszać do niewiarygodnych szybkości, przyprawiając Killjoya o połamanie języka rodem z "Season of the Dead", miażdżą transową jednostajnością świetnie pasując do wszelkiego rodzaju sampli, których NECROPHAGIA nigdy nie żałowała swoim fanom. W "Beast With Feral Claws" gitarowe zagranie jest tak proste, tak toporne, tak bezproblemowe (jak przypuszczam) w wykonaniu dla kogoś, kto dopiero tydzień temu pierwszy raz dotknął gitary, że... nie mogę przestać go słuchać. "Tomb With a View" wprowadza w klimat grozy zgrzytającymi dźwiękami gitary akustycznej, klawiszami, wysamplowanym monologiem i dźwiękami dzwonów, jakie nie przestają się odzywać gdy wiosła zaczynają taniec z perkusją. Są one utrzymane w ewidentnej tradycji dialogów, jakie Kerry King ucinał sobie czasem z Jeffem Hannemanem w czasach, gdy styl legendarnego szyldu był już w pełni wykrystalizowany. A że kiedyś NECROPHAGIA skłaniała się zdecydowanie bardziej w stronę estetyki "Hell Awaits"? Cóż, czasy się zmieniają. Parafrazujący anglojęzyczną wersję pewnego powiedzenia "Suffering Comes In Sixes" to obok mocno punkowego "Kyra" (gdzie słychać ewidentnie Danzig'owe partie wokalne, choć nikt nie wspominał o jego wkładzie w nagranie albumu) i tytułowego "Deathtrip 69", najszybszy kawałek na płycie, a żeby sprawiedliwości stało się zadość, to fani klimatycznych, horror-metalowych momentów w dyskografii grupy dostaną trzy i pół minutowy, nietknięty metalem "A Funeral For Solange", utrzymany w iście mrocznym, melancholijnym klimacie budowanym przez partie akustyczne, klawisze, zaśpiewy, sample. Prawdziwy rodzynek na płycie. "Bleeding Eyes of the Eternally Damned" to chyba najlepszy tu kawałek, na którym nie zabrakło ani przyspieszeń, ani wyróżniających go akcentów melodic metalowych, ani ciekawszych zabiegów jak choćby przejście z chóralnymi zaśpiewami w melodyjnie poprowadzone partie gitary solowej, ujęte w ramy wybijającej plemienny rytm perkusji. Niezwykle emocjonujący, od razu wyróżniający się, trafiający we właściwy punkt i z właściwą siłą moment. Nie przepadam ostatnimi czasy za opisywaniem niemal każdego utworu na płycie z osobna, ale najnowsza NECROPHAGIA to album, który wielością zastosowanych na nim rozwiązań, zdecydowanie do tego zachęca. Tytułowa 'śmiertelna wycieczka' zalicza przystanki umiejscowione nie tyle na mapie, co w kalendarium historii rozwoju śmierć metalowej sztuki, pozostawiając wyraźny margines niedosytu, który niemalże zmusza do tak zwanych odkurzeń. Jest to również album opierający się na swoistej równowadze, co zauważyć można wręcz 'z zawiązanymi oczyma' i co każdy z Was zdążył wywnioskować już nawet z powyższego opisu. Nie licząc bezpośrednich zapożyczeń (w kawałku tytułowym są przekładaniec i riff aż nazbyt przypominające wstęp do również - żeby było zabawniej - tytułowego "Seasons In the Abyss") użyto na tym albumie bardzo wielu rozwiązań odnoszących się do kanonów metalowej muzy. Zrobiono to jednak z sposób nie budzący najmniejszych pretensji, ciekawy, z zachowaniem podstawowych zasad dobrego smaku. Czego spodziewać się na koniec tak udanej płyty? Nic z tych rzeczy. Wielkiego finału nie będzie, gdyż ostatni na albumie "Death Valley" to luzacki utwór utrzymany w estetyce country, z harmonijką ustną i właściwą dla tej muzyki linią melodyczną, w którym chłopcy (jeśli dobrze zrozumiałem) śpiewają o tym, jak to jeżdżą sobie za miasto i zażywają specyfiki, których w apteczce statystycznego Amerykanina próżno raczej szukać. Może nie są w nim tak trv southernowi jak THE SIGN OF THE SOUTHERN CROSS, ale niejedno spotkanie ze znajomymi utwór z pewnością Wam umili ;].

ocena:   8,5 / 10

www.myspace.com/necrophagiaofficial


www.season-of-mist.com/bands/necrophagia


www.season-of-mist.com/news/necrophagia-2011-03-15


autor: Kępol



<<<---powrót