| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

PANTHEIST

"Pantheist"

Grau Records (CD 2011) 

Najnowsza produkcja PANTHEIST, czyli czwarty album "Pantheist" odsłonił nieco lżejsze oblicze belgijskiego teamu Kostasa. Jednak nie ewoluował w rejony zbyt odległe od wcześniejszej, "Amartii", bo nawet jeśli stylistycznie to już inna propozycja, to w dalszym ciągu jest ona tak samo pełna wzniosłej i uroczystej atmosfery, pełnej doom rockowej otoczki. Nie sposób nie pokusić się o porównanie i nie pomyśleć chociaż przez moment, że mamy do czynienia z bardziej mroczną odmiana ANATHEMY czy chociażby ANTIMATTER i NOCTE OBDUCTA, a to z powodu znaczącego wpływu brzmienia klawiszy. Poprzez klawisze właśnie brzmi PANTHEIST bardzo epicko i nad wyraz melancholijnie... Sama nie wiem... jakoś tak szczególnie jestem pod wrażeniem utworu "The Storm", bo pociągnął mnie na szerokie wody doom oceanu... I jest w nim tak wiele elementów, które potrafią nieziemsko ukołysać do snu... nader głębokiego snu... A kiedy słucham "Be Here" to muzyka sama wciska się do ucha... i jest w tym jakaś taka delikatna i ulotna fraza specyficznej lekkości, co aż mnie zaskakuje, bo w połączeniu czystego vocalu, klawiszy i dość delikatnie sunących riffów trudno się doszukać takiej typowej ramy właściwej dla tego gatunku.... I jakoś tak epicko i ładnie podany vocal sprawia, że w tym utworze bardziej doszukałabym się nawet wpływu RUSH... Albo już zupełnie straciłam rozum... Ale nieodmiennie czuję tu posmak wczesnych lat 80. i tego charakterystycznego dla tamtej dekady delikatnie uniesionego w ambitusie głosu. Na całym albumie przebijają się środziemnomorskie riffy gitary... No nie dam się przekonać, że jest inaczej... Jest na tym wydawnictwie sporo uczucia, czystej i nieprzekłamanej emocji. Jest jakaś ujmująca mnie szczerość przekazu... i to jest dla mnie chyba najważniejsze... Tak... myślę, że "Be Here" to mój ulubieniec, jeśli chodzi o ten album... Nie mam pojęcia, jak to się dzieje, że niektóre utwory właśnie tak na mnie działają... Ale to chyba dobry znak., bo będę tu wracać często. "Brighter Days" to typowy numer, bez jakiegoś większego wpływu na mój odbiór całości. "4-59" jest najbardziej kosmicznym kawałkiem na płycie. Zamykający album "Live Through Me" to solidna dawka melancholii, urokliwej, aczkolwiek chmurnej liryki. Delikatnie przepleciona gitara z partiami fortepianu pozwala sunąć miękko w rejony może ciut mniej znane, dla każdego kojarzące się z zupełnie czymś innym... Cały album prezentuje się całkiem nieźle i cieszę się, że coś tutaj dla mnie też się znalazło.

ocena:   7 / 10

www.grau.de


www.myspace.com/pantheistuk


www.pantheist.co.uk


autor: Luna



<<<---powrót