| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

URFAUST

"Der freiwillige Bettler"

Van Records (CD 2010) 

Broniłem honoru pierwszych / ostatnich płyt BURZUM, które Varg Vikernes, zwany też niekiedy zabójcą Euronymousa, mógł równie dobrze nagrać w pobliskiej kwaterze okolicznych meneli. Nadstawiałem karku za DEINONYCHUS. Nie straszne były mi pierwsze dema tej czy innej, grającej leśny black metal kapeli, bo tak przecież zaczynali praojcowie nurtu, bo archetypowy dla gatunku zestaw producencko-wykonawczych parametrów cechuje takie granie, bo mogą one świadczyć nie tyle o niedomaganiach danego zespołu, ile o wytycznych uprawianego przez nich stylu. Taki muzyczny nihilizm potrafi poza tym, smakować wybornie, gdy od cukierkowo-popelinowych produkcji, jakimi jesteśmy otoczeni, żołądek podchodzi nam do gardła. Słuchając najnowszego URFAUST, czuję jednak podskórnie, że czas powiedzieć: 'stop!'. Nie chcę popadać w ton pretensjonalnego rozczarowania, bo opukiwany właśnie przeze mnie "Der freiwillige Bettler" jest na swój sposób pozycją wartościową. Już samo to, że utrzymany w manierze norwegian black metalowych kawałków, co to na ludową nutę z przytupem były wykonywane, "Vom Gesicht und Ratsel" bardzo skutecznie poprawia mi humor, niewątpliwie się chwali. Instrumentalnie - nie licząc tego, że jest oczywiście surowo - utwór nie budzi strasznie dużych uwag. Kompozycyjnie, choć nie jest to muzyka najwyższych lotów, również ma to jako takie ręce i nogi. Pęcherz jest natomiast na przegranej pozycji, kiedy wchodzi wokal. Wyobrażacie sobie Pijanego Grishnackha, który zarzucił kwasa i dostał schizy, że jego ciało przejmuje we władanie duch świętej pamięci Luciana Pavarottiego [śmiech]? Słuchanie mniej więcej takich 'wyczynów przed mikrofonem' czeka Was, jeśli zdecydujecie się na zapoznanie z tym tytułem. Początkowo myślałem, że to jakiś parody metal, ale obadawszy kształt kolejnych kompozycji oraz odwiedziwszy kilka profili internetowych URFAUST przekonałem się, że chyba jednak nie... A już myślałem, że teledyski IMMORTAL mają w tej kwestii pierwszeństwo... Później robi się dużo poważniej, nie licząc wokalu rzecz jasna. Tytułowy numer to rzecz utrzymana w klimatach black/doom metalowych. W kolejnych utworach (niech będzie "Das Kind mit dem Spiegel") dostaniemy naprawdę bombowy, atmosferyczny black z prostymi, acz całkiem fajnymi klawiszami, a w "Ein leeres Zauberspiel" odezwie się wreszcie wokal, który nie dość, że nie wywołuje niekontrolowanego napadu śmiechu, to jeszcze przywodzi na myśl klasyków symfo-operowego metalu w jak najbardziej słusznym wydaniu. Następny numer to powrót do doomowych temp, z dronowo przetworzonymi partiami gitar. Brzmi on trochę 'jak przez ścianę', ale sporo w nim muzycznej klaustrofobii, którą (jeśli była rzeczą zamierzoną) można odczytać jako atut. Gdzieś po drodze uciekł mi jeszcze "Der Mensch, die kleine Narrenwelt" suto zakrapiany melancholijnym nastrojem. Wiele dobrych momentów, wiele niezłych pomysłów i wbrew pozorom urozmaicony stylistycznie album, któremu mam ochotę przekornie wystawić wyższą ocenę. Nie mogę jednak udawać, że poważne uchybienia ze strony niektórych wykonawców tego szyldu to złudzenie słuchowe. Niestety, dobry black metal śmieszyć nie może, chyba, że mówimy o swoistej muzycznej karykaturze, której, w wydaniu celowym, też tu raczej nie znalazłem.

ocena:   4 / 10

www.myspace.com/urfaustfans


www.van-records.de/


autor: Kępol



<<<---powrót