| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

WOLVESPIRIT

"Spirit Metal"

Sleaszy Rider Records (CD 2011) 

Jak tak dalej pójdzie to właśnie nu, industrial metalowym czy emo core'owym albumom przylepiać będziemy etykietkę 'retro'. Żarty żartami, ale żeby nie szukać daleko, to w odpowiednim dziale powinniście, jeśli nie już to pewnie za niedługo, znaleźć mój wywiad z RIVAL SONS (podziękowania dla Tality za dopięcie tych spraw), który kilka dni temu miałem na przysłowiowej tapecie, a dosłownie wczoraj przerabiałem news o krajowych występach BLOOD CEREMONY. Dzieje się na tej scenie i bardzo mnie to cieszy. WOLVESPIRIT to - jak już się pewnie domyślacie - zespół czerpiący pełnymi wiadrami z tradycji rockowego grania lat 70., lecz nie tylko, bo sporo nowoczesnych elementów na ich debiutanckiej płycie również uda Wam się odkryć. Z jednej strony napierają więc wszystkie te hammondy, soczyste, hard rockowe zagrywki i wokal (legitymującej się imieniem Debbie) niewiasty, którego charakter prędzej przyniesie skojarzenia ze śpiewem Roba Halforda, czy Iana Gillana, niż dowolnie wybranej przedstawicielki rockowego mikrofonu, co daje znać o sobie już w "Change". Czy tylko ja przypomniałem sobie w tym miejscu o kultowym "Perfect Strangers" DEEP PURPLE? W tym samym utworze pojawią się jednak silne odnośniki do muzyki progresywnej, które słychać dużo wyraźniej w przykładowym i jakże pięknym "Dunes", gdzie na gitarowym gryfie Rio miesza ile wlezie, sypiąc patentami z pracowni pana Petrucci'ego czy choćby EVERGREY. Jaki materiał ostatnich lat ział na wszelkie strony ciepłem tłustego, hammondowego brzmienia, zeswatanego z zawijasami rytmicznie szyjących gitar, których intensywność sięgała rejonów wręcz metalowych? Podpowiem Wam: jego autorzy mają "ADHD". Ostatni, doceniony już tym razem chyba przez wszystkich album RIVERSIDE to pierwsza rzecz jaka przyszła mi do głowy podczas słuchania tej płyty. Nie sugerujcie się jednak do końca owym porównaniem, bo "Spirit Metal" to krążek, którego realizacja nie osiągnęła nawet w połowie tak profesjonalnego pułapu jak "Anno Domini High Definition", ale właśnie we wspomnianym sposobie nakładania na siebie klawiszy i gitar, silnego podobieństwa można się dopatrzyć. "Hero" również brzmi znajomo, zwłaszcza w okolicach refrenu, gdzie wyskakuje fragment łudząco podobny do wycinku końcówki "Stream of Consciousness" DREAM THEATER. Niby subtelności, a jednak mocno zauważalne. Najbardziej oldschoolowy jest tu chyba "Ride On" sączący hard rockowe riffy i zajeżdżający na odległość powermetalowym patosem (pochodzenie jednak robi swoje), na którego brak nie będziecie tu narzekać. Zostawiony na sam koniec, cudownie melodyjny i w szlachetny sposób poruszający "Home" wskazuje na szufladę z takimi klasykami rockowej ballady, jak "Sometimes I Feel Like Screaming", "Brothers in Arms" czy "The Whiter Shade of Pale" wiadomo kogo (jeśli nie wiecie, to szukajcie w necie, i to już!!! - dop. Diovis). Tytuły to z różnych epok, można by rzec, aczkolwiek w dużej mierze pokrewne od strony stylistycznej i wspomniany numer z dorobku WOLVESPIRIT do nich mnie właśnie odesłał. Brawa należą się niemieckiej ekipie również za przecudny, powolutku się rozkręcający "Light And Shadow" z męskim wokalem, czy naprawdę rozbrajający "Dunes". Pozwala to mieć nadzieję na szeroko pojęty sukces zespołu, aczkolwiek jest pewien warunek. Grupa musi mianowicie popracować nad pewnymi drobniejszymi aspektami aranżowania partii, wykonywania i poniekąd - pisania utworów (dość nierówny poziom krążka) i nie chodzi tu tyle o umiejętności ile o odrobinę polotu i umiaru. Przykładowo - Debbie ma taki kawał głosu, że wielu rycerzy power metalowego stołu zdejmie przyłbicę z wrażenia, ale śpiewa ona w sposób odrobinkę zbyt nachalny, za bardzo się przy tym napina, co sprawia, że miejscami jej partie wypadają wprost komicznie. Są to jednak pewne wady z gatunku tych 'do przeskoczenia', bo chyba lepiej umieć poskładać wbijający w kapcie numer i nagrać płytę z pewnymi niedoskonałościami, niż wypuścić materiał zagrany w 100% poprawnie, acz zupełnie pozbawiony duszy, co? Aż gotuje się we mnie, by zawyżyć notę ze względu na wyraźną iskrę muzycznego geniuszu, która podczas każdorazowego odsłuchu tej płyty miga mi przed oczami, bo 'grania dla grania' mamy dzisiaj naprawdę aż nadto, a zespołów, które potrafią poruszyć słuchacza jakby dużo mniej, ale śmiem twierdzić, że WOLVESPIRIT stać na to, by na zacną ocenę zasłużyć sobie jeszcze nawet z nawiązką. Tym razem bardzo, ale to bardzo mocne, solidne, nie naciągane i w pełni wypracowane 6 z plusem.

ocena:   6,5 / 10

www.wolvespirit.de/


www.metal-archives.com/albums/Dream_Theater/Train_of_Thought/31521


www.myspace.com/wolvespiritband


www.sleaszyrider.com


autor: Kępol



<<<---powrót