| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

YOUR HIGHNESS

"Cults 'n' Cunts"

Hammerheart Records (CD 2011) 

YOUR HIGHNESS to belgijski zespół, który każdym utrwalonym na debiutanckim krążku dźwiękiem udowadnia, że wykonywanie jakiejś odmiany doom metalu, lub granie w ramach pochodnej tego stylu niekoniecznie musi się wiązać z depresyjnym nastrojem, samobójczymi myślami i żyletką, którą podmiot liryczny goli się w poprzek nadgarstka. Można więc uogólnić, że włączając "Cults 'n' Cunts" wkładamy do metaforycznych ust kawałek soczystego doomu w wydaniu wyłącznie rock'n'rollowym, gdzie nie ma najmniejszego znaczenia czy określimy go mianem sludge metalu, czy stoner rocka. Elementy obu wspomnianych nurtów mieszają się ze sobą w przeróżnych proporcjach, świetnie pokazując w jak dalece umowny sposób wytyczane bywają w muzyce granice międzygatunkowe. Są tu utwory, które nawiązują do najwcześniejszych stadiów ewolucyjnych hard rocka, jak przykładowo "Skull Goblet". Są też takie jak tytułowy "Cults 'n' Cunts", w których wykryjemy silne pokrewieństwo z modernistycznym sludge'em spod praw autorskich, dajmy na to MASTODON, THE DEADISTS, BARONESS. Mimo, iż członkom tego projektu udało się w sposób absolutnie spektakularny pokonać barierę czasu i nagrać płytę, która nie zagra na nerwach słuchaczom rocka o siwych włosach i która wejdzie niczym szklanica zimnego złocistego napoju w upał (chodzi o lemoniadę jakby co), przechodzącym mutację głosu miłośnikom RED FANG, album jest szalenie spójny. Nie ma tu jakichkolwiek rozrzutów, rozjazdów, nic tu z niczym nie kontrastuje, ani nie zgrzyta. Materiał nie pozwolił się też ujarzmić ograniczeniom piosenkowych struktur. Zapomnijmy o refrenach, które w sposób jaskrawy odcinają się od reszty kompozycji, lub o tanich melodiach, które uczynią nam dobrze na kilka przesłuchań, po czym staną się zwyczajnie niestrawne. Każdy numer, nie licząc wyciszeń i pewnych smaczków ("Through the Eyes of the Beast") opiera się na jednym, maksymalnie dwóch gitarowych riffach, wokół których budowana jest cała reszta, które mogą ewoluować w jakieś nowe, nie tak znów odległe formy, ale niekoniecznie muszą. Utwory cechuje miarowa, w miarę jednostajna, dość luźna i swobodna gra sekcji rytmicznej, która podkreśla specyficzną transowość tej muzyki. Nie będę porównywał "Cults 'n' Cunts" do dokonań z gatunku rocka psychodelicznego, bo chcę Was zwyczajnie ustrzec przed niewłaściwym zaszufladkowaniem tego tytułu, ale dźwiękowego hipnotyzmu znajdziecie tu co niemiara. Sęk jednak w tym, że ma on charakter bluesrockowego bujnięcia. Płytki chce się słuchać całkiem często, bo nie ma tu banalnych struktur, nie ma fragmentów jakie mogłyby się przejeść, ani takich, które komukolwiek by tu przeszkadzały. Ten album to symbioza, harmonia i niezachwiana równowaga pierwiastków, składających się na wysokoprocentową mieszankę, która jak w "Emmets of the Hillock" potrafi uderzyć do głowy z siłą bomby nuklearnej. Stękał będę natomiast nad faktem, że wszystkie kawałki są do siebie trochę za bardzo podobne. Nie oznacza to, że nie ma tu wyrazistych zjazdów na inne tory. Mocarna, zjawiająca się znikąd, zmieniająca w trakcie tempo łupanina w drugiej połowie "Hoogheid" daje przykład na to, że jak najbardziej są, a i rozmiary wydawnictwa nie pozwalają odczuć przesytu, ale nie zmienia to faktu, że album jest w swej naturze troszkę zbyt homogeniczny. Taki ciężki, rock'n'rollowy "Constant Motion", jakby to aktorzy z 'Teatru Snów' zapewne ujęli.

ocena:   8 / 10

notyourhighness.blogspot.com/2011/05/cults-n-cunts-lpcd-out-now.html


www.hammerheart.com


www.myspace.com/notyourhighness


autor: Kępol



<<<---powrót