| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

AURVANDIL

"Yearning"

Eisenwald Tonschmiede (CD 2011) 

A oto kolejna produkcja jednego z najnudniejszych zespołów black metalowych, jakich miałem okazję posłuchać w nowym stuleciu. Francuski, jedno-, a w porywach dwuosobowy AURVANDIL to przykład, jak konserwatywne potrafią być osoby z tego kręgu, a przy tym mało twórcze i nie potrafiące do końca grać oraz nagrywać. I to mimo pięciu lat działalności, podczas których zaśmiecali underground kolejnymi demówkami i splitami, a w końcu też opisywaną przeze mnie nieco wcześniej na wirtualnych łamach epką "Ferd" i pełnym albumem "Yearning". Żadnych wielkich różnic między wspomnianymi przed chwilą tytułami nie ma, a jedyne, co jest jeszcze bardziej drażniące, to długość trwania "Yearning". Podczas gdy EP zawierało 42 minuty za dużo stuffu, to tutaj jest tego chłamu aż 65 minut. Porzygać się można podczas sześcio-, a nawet dziewięciominutowych kawałków, które brzmią jak by dobiegały gdzieś zza uwidocznionych na okładce gór lub były nagrywane głęboko w katakumbach. I to wcale nie jest komplement, bo choć rozumiem, jakimi prawami rządzi się black metalowe podziemie, to nie do zniesienia są te wszystkie gitarowe bzyczenia, prostackie i po prostu gówniane solówki, wokal zmagający się z żołądkowymi bólami i perkusja, która gra tak szybko, że praktycznie jej nie słychać. Można oczywiście jarać się demówkami ANCIENT, BURZUM, ENSLAVED czy ULVER, ale to, co tam miało swój specyficzny urok, tu jest już tylko groteskowym obrazem norweskiego BM. Utwory są bez ładu i składu, akustyczne przygrywki pojawiają się nie wiedzieć czemu w tych, a nie innych momentach i w żadnym razie nie są urozmaiceniem tego beznadziejnego materiału. Co tu jeszcze dodać? AURVANDIL na koniec dorzuciło cover BURZUM'owskiego "Jesu Dod" i szału jak nie było, tak nie ma. Ja mówię Wam - to jest wielka granda, że takie kapele są na tyle odważne, by się ośmieszać własną muzą. Co gorsza, niektórzy wydawcy też się na to łapią i puszczają to dalej. PS. I jeszcze jedna ciekawostka - jeden z motywów przewodnich w "I Summon Scorn" przypomina jeden z kawałków ARTOSIS hehehe.

ocena:  0/ 10

loomofthevoid.net/aurvandil


www.myspace.com/eisenwald


autor: Diovis



<<<---powrót