| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

BETHLEHEM

"Stoenkfitzchen"

Red Stream & DarkZone Productions (MCD 2010) 

BETHLEHEM zawsze stało gdzieś na obrzeżach metalowej sceny. Moim zdaniem niezasłużenie. Można śmiało stwierdzić, że to prawdziwi protoplaści suicidal black metalu, ale nie tylko. Zresztą sami zawsze podkreślali, że "BETHLEHEM exclusively plays dark metal" i to jest prawda najczystsza. Tych klasycznych płyt z wisielczą atmosferą, chorymi wokalizami i specyficzną melodyką nagrali całkiem sporo, choć po wydaniu "Mein Weg" w 2004 roku przepadli na parę lat i już się obawiałem, że to koniec tej fantastycznej kapeli. A potem wrócili z Niklasem Kvarorth'em (SHINING) w składzie i chociaż nie wszyscy byli zadowoleni z na nowo nagranych, przearanżowanych i zmanipulowanych kawałków z albumu "S.U.i.Z.i.D" (pod szyldem "A Sacrificial Offering To The Kingdom of Heaven in a Cracked Dog's Ear"), to nie da się zaprzeczyć, że charyzmatyczny i kontrowersyjny Szwed perfekcyjnie pasuje do muzy tworzonej przez Niemców. Stworzony w 2010 roku mini-album "Stoenkfitzchen" to potwierdza, bo tutaj mamy już prawie wyłącznie premierowe kawałki. Mr Kvarforth operuje tu pełną gamą swych wokalnych wyczynów - skrzeczy, jęczy, warczy, wrzeszczy, szepcze i co byście jeszcze chcieli, a poza dwoma anglojęzycznymi wyjątkami i jednym szwedzkojęzycznym radzi sobie wręcz perfekcyjnie z językiem niemieckim. Reszta ekipy, w której skład wchodzą Bartsch, Eckhardt i Wolz wtóruje mu w tym jak należy, odświeżając formułę "dark metalu". Już pierwsze dwa numery (kolejno: "Was ihr seid, das waren wir - Was wird sind, das werdet ihr" i "Kalt regelt ab die Krankgeburt") to prawdziwa orgia black metalowych akordów, pokręconej melodyki, wtrącanych tu i ówdzie partii pianina i syntezatorów oraz niemiłosiernie okładanego zestawu perkusyjnego. To rzeczywiście nawrót BETHLEHEM do torturującej uszy muzy spod znaku metalu, który nie daje nadziei na jutro... Z "trójką" na płytce mamy chyba najbardziej przebojowy (o ile można go tak określić) numer "Yesterday I Already Died Today" z wyśmienitym akustykiem pośrodku i następującym po nim nawiedzonym fragmencie, w którym emocje podbijają wokale Kvarforth'a. A to wyskakujące znienacka rockowe solo na gitarze lub kolejne akustyczne motywy? Ręce same układają się do oklasków. Uważacie, że na przykład taki LIFELOVER był świeżym powiewem w samobójczym metalu? Złudne to nadzieje, bowiem Niemcy biją ich na głowę swoimi pomysłami i innowacyjnością. Choć przecież nie od dziś tak grają... Dalej jest równie ciekawe "Kandierte Verlosung zu Ross", które rozpoczyna się zawodzącym motywem gitary i rozwija ten wątek do końca, zahaczając o różne nawiedzone nastroje. "Pillenthrillaren" na początku czaruje delikatnymi dźwiękami pianina, ale dalej już nabiera mocy i szybkości, by na końcu powrócić do fortepianowych pasaży i delikatnie wtórującemu im basu. No i ten niesamowity bonus na koniec w postaci przygotowywanego oryginalnie na album "Mein Weg" numeru "The 11th Hour...", w którym jest i black metalowa wściekłość, i wprawiający w oniemienie doom'owy wątek. Za to zawsze ceniłem BETHLEHEM i na swojej półce z klasykami mrocznego i depresyjnego grania z dziką przyjemnością ustawiam jedną z nowszych pozycji, czyli "Stoenkfitzchen". I czekam na pełny album.

ocena:  9/ 10

www.myspace.com/bethlehemasylum www.bethlehem-darkmetal.com/asylumsongs/asylumloads www.redstream.org


autor: Diovis



<<<---powrót