| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

CASTLE

"In Witch Order"

Van Records (CD 2011) 

CASTLE to kalifornijski zespół wykonujący doom metal w duchu mocno prekursorskim, elektryzujący tłustymi, hard rockowymi riffami, z heavy metalowym zagięciem melodycznej osi oraz miarową grą sekcji rytmicznej, która czuje się najlepiej w okolicach temp średnich. Wątpię by komukolwiek z Was, drodzy Czytelnicy, trzeba było przypominać jakie inspiracje wchodzą w tym momencie w grę, ale zaznaczyć, że 'Zamkowemu' muzykowaniu bliżej do COUNT RAVEN, czy - odnośnie młodszych szyldów - HOUR OF 13, niż do bardziej zasłużonych tuzów z BLACK SABBATH czy CANDLEMASS, to już raczej warto. To, plus obecność niewiasty za mikrofonem oraz fakt, że nie brakuje tu również pewnej gothic rockowej, mrocznej zadziorności i można się spodziewać doomowania w wydaniu naprawdę wyszukanym. No i co? No i to, że cała ta piękna, twórcza wizja rozbija się o zwykłe niedomaganie na poziomie warsztatowym. Weźmy sobie wspomnianą wokalistkę - Elizabeth Blackwell, która przewiesza również przez szyję pasek od gitary basowej. Jej maniera może urzekać swym charakterem, gdyż oczyma wyobraźni widzimy prawdziwą, rasową, rockową kocicę, ale że naprawdę umie ona mruczeć - o taką konstatację bym się raczej nie pokusił. Sama produkcja jest, jak już pewnie sobie dedukujecie - surowa, garażowa, kontrastująca pod tym względem nawet z wieloma wydawnictwami z nalepką 'punk', ale to nie w tym rzecz. Utwory ciągną się i wloką w sposób nieporadny i pokraczny, a dobrych, zarezerwowanych dla najuważniejszych słuchaczy momentów, wcale na tej płycie przecież nie brakuje. Jak na jednego gitarzystę, dzieje się tu naprawdę sporo i nie wiem czy kogoś dodatkowo zapraszano do studia czy nie, ale ciężkie, masywne riffy co rusz wymieniają się z tymi hard rockowymi, a nad całością mroczną zorzę melodyjnych tematów, roztacza gitara solowa ("Decent of Man"). Kolejny - "Fire In the Sky" zaczyna się iście doomowym zwolnieniem, choć później przyspiesza by posłać odbiorcę w świat nasycony magicznym mrokiem i złowrogą ezoteryką i powiem szczerze, że pachnie tu przez chwilkę klimatem płyt prawdziwych Bogów takiego grania z KRUX. Zgrzytające na 'voivodową' modłę wiosła, które jeszcze kilkakrotnie się pojawią, poprzedzają wejście "Slaves of the Pharao" - utworu napisanego dość zgrabnie, momentalnie wkradającego się do naszej głowy. Jest "Spellbinder" z czarującym refrenem i "Sleeping Giant" z całkiem udanym fragmentem pod koniec. Reszta w porywach zadowala dość rasowo brzmiącymi śladami sześciu strun, a momentami wywołuje u mnie melancholijny, dobrze korespondujący z jesienną aurą nastrój. Niewiele wspomnianych pozytywów, potrafi się jednak przebić przez gruby mur minusów tego krążka.

ocena:  5,5/ 10

www.van-records.de/


www.myspace.com/heavycastle


www.heavycastle.com/


autor: Kępol



<<<---powrót