| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

LYDIA LASKA

"Krankenhaus"

Duplicate Records (CD 2010) 

Ta płyta to debiut norweskiej, experimental punk rockowej kapeli, która przyznaje się do czerpania z muzycznych dóbr kulturowych o dość imponującej rozpiętości stylistycznej. Pośród ich ulubieńców znajdują się tak nieobojętne dla szerszego grona nazwy jak choćby BATHORY, THE STOOGES, DEAD KENNEDYS czy DAVID BOWIE, choć wedle mojego ucha najbardziej adekwatną nalepką jest w owym zestawie SONIC YOUTH. Ale muzyczne elementy wyżej wspomnianych grup też się pojawiają, z tym że nikt tu z nimi nie szaleje. Uwolnienie prawdziwie black metalowej agresji następuje tu, przykładowo, dopiero w przedostatnim "Sewerbed". Do tego czasu zespół pozwala sobie na zdrowy, punkowy czad, który słusznie pokaże pazurki w "London", ujmie cudownie przebojowym refrenem w wyśmienitym "Nervous" i nie będzie stronił od użycia instrumentów dętych w psychodelicznych odjazdach kończącego rozrubę "It Never Ends" czy "No Lids". Osoba o otwartej głowie w lot wywącha w tym pierwszym to, dzięki czemu albumy KING CRIMSON pierwszej połowy lat siedemdziesiątych ("The Talking Drum" z "Larks' Tongues In Aspic") mają w sobie absolutnie ponadczasowy power, dzięki czemu chce się do nich wracać po raz setny i co wyróżniało je z grona dziesiątek innych wydawnictw temtego okresu. Pulsujący bas, tamburynowo brzmiąca sekcja, niepokojący nastrój - nie znajdziecie tego na ostatnich krążkach OPETH czy BLOOD CEREMONY, a w każdym bądź razie na pewno nie w takiej dawce. Mowa o naprawdę konkretnym rockowym przygrzaniu, które z perwersyjnym egoizmem (teledysk i klimat "Could I Have a Go On Your Girl, Please") ma wspólnego o wiele więcej niźli z zerkaniem na konwenanse czy polityczną poprawnością, więc ja też będę samolubny i dwóm, kołatającym mi w czaszce pojęciom pozwolę spłynąć na tekstowy plik. Pierwsze brzmi "grunge". Jest tu całe mnóstwo alternatywnej prostoty utworów NIRVANY czy idoli Cobaina z THE PIXIES. Obecność pewnego feelingu tych mniej radiowych, za to bardziej rasowych kawałków PEARL JAM ("Anti-Otzi") też odnalazła tu kawałek miejsca. Drugie z nich to jakże znamienny dla rocka przymiotnik "brytyjski". Już od pierwszego utworu ("Electric Shower") zaczynamy rozważać wpływ, jaki Robert Smith, Simon Gallup i Laurence Tolhurst wywarli na muzykę współczesną. Tak, tak - nie obyło się bez silnej nutki THE CURE a z drugiej strony muzyka LYDIA LASKA ma wiele z melancholijnej przebojowości MANIC STREET PREACHERS, czym emanuje na wszelkie strony wymieniony już wcześniej, najlepszy chyba na krążku "Nervous" - jeden z tych utworów, na których refren czeka się z niecierpliwością. Numer o wybitnie antenowym charakterze, a przecież pełen zgrzytów, pisków, improwizowanych zagrań. Formacja nie dba raczej o to by ładnie zabrzmieć. Interesuje ich natomiast, by w ich muzycznej ofercie nie zabrakło dekadenckiej atmosfery i szczerych emocji. Mówię Wam, że ta "Lydia" to niezła "Laska" jest!

ocena:  8/ 10

nb-no.facebook.com/pages/Lydia-Laska/35882444637


www.duplicate-records.com/duplo35.htm


www.myspace.com/lydialaska


www.youtube.com/watch?v=ja-ZzCNJiIs


www.youtube.com/watch?v=WiOOQdG3Z9w


autor: Kępol



<<<---powrót