| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

UNEXPECT

"Fables of the Sleepless Empire"

własna produkcja zespołu (CD 2011) 

Nazwa firmy mówi tu sama za siebie. Nawet jeśli dostaniemy pełny opis profilu stylistyki, w jakiej UNEXPECT się porusza, to i tak zgodność naszych wyobrażeń z rzeczywistym kształtem i pulchnością chleba, który z powyższego pieca wyszedł, będzie bliska zeru procent. Patrząc na ogólny zarys tego, co zespół gra, prędzej wpadlibyśmy na to, że muzycy pochodzą z Norwegii, a nie będącej ich prawdziwym domem - Kanady. Grube pokłady neoklasycznych brzmień, momentalnie każdy wtajemniczony skojarzy z WINDS czy PECCATUM, bo to dokładnie ta sama, smyczkowa robota. Jeśli już wchodzą jakieś cięższe gitary czy agresywniejsza perkusja ("Orange Vigilantes") i nie odzywają się w tych partiach technical deathcore'owe cechy, to nie sposób wręcz nie pomyśleć o wspomnianym szyldzie, pod którym sławetny Ihsahn tworzył sobie wraz z wybranką serca lub o jego płytach solowych. Znajdziemy tu wiele z teatralności ARCTURUS, która wyciągnie do nas rękę już w "Unsolved Ideas of a Distorted Guest", w którym wprawi nas w osłupienie szybszy fragment, sprawiający wrażenie jakby zapożyczonego z jakiejś kreskówki Tima Burtona. Będzie to jednak dopiero początek, gdyż cały "Fables of the Sleepless Empire" brzmi jak jedno wielkie przedstawienie. Utwory łączą się w pokręcone suity, brutalność miesza z subtelnymi akcentami pod postacią kobiecych wokali, partii smyczkowych lub wysmakowanych, progresywnych motywów instrumentalnych, a dysonansowe brzmienia ucinają sobie ulotne pogawędki z ułożonymi, melodyjnymi momentami. Wszystko to słychać w mistrzowskim, dzielącym ostrzejszy fragment z poprzednim kawałkiem, "Mechanical Phoenix". Jeśli komuś mało, to z pewnością owego wymagającego słuchacza zainteresuje fakt, że niemal każdy, pojedynczy utwór, sprawia wrażenie co najmniej dwóch innych kawałków odegranych w tym samym czasie. Nie zdziwcie się jeśli gitarki szyć będą sobie, a powiedzmy wokal i skrzypeczki sobie i jak muzycy UNEXPECT dokonali tego, że wszystko to razem perfekcyjnie działa? "The Quantum Symphony" miażdży technical metalowymi ciosami i zachwyca całkiem sprytnym kompromisem uzyskanym między smyczkowym retro-klimatem, a futurystyką spod znaku przetworzonych wokali. "Unfed Pendulum" to już eksploracja muzycznej alchemii godna niemal samego ULVER'a. Wystukane na fortepianie frazy nie wadzą gitarowemu ujadaniu, a wokale to prawdziwe aktorstwo. Stworzyć muzykę do filmu to jedno, ale nie zdziwiłbym się ani trochę, gdyby jakiś producent czy reżyser na dupie nie wysiedział, powziął inicjatywę, krzyknął: "chrzanić to!" i nakręcił do tej płyty jakiś sugestywny obrazek. Ciężko wskazać na tym materiale jakiś aspekt aranżacyjny, który nie zostałby poddany eksperymentom i lojalnie ostrzegam wszystkich, dla których szczytem stylistycznej brawury są albumy RHAPSODY OF FIRE: Trzymajcie się od powyższego wydawnictwa możliwie jak najdalej, bo pełna przezeń przeprawa będzie dla Was niewyobrażalną męczarnią. Łatwo się domyślić, że dla tych, którzy w twardej awangardzie zakochali się bez pamięci, przesłuchanie "Fables of the Sleepless Empire" będzie jak godzinny pobyt w cudownej, baśniowej krainie. Aranżacyjny przepych nie zagłuszył kompozycyjnego wyczucia i wyrób tych siedmiu muzyków smakuje po prostu genialnie!

ocena:  9/ 10

unexpect.com/unxpect/


www.myspace.com/unexpect


www.facebook.com/pages/Unexpect/238413107024


autor:  Kępol



<<<---powrót