| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

ETERNAL GRAY

"Your Gods, My Enemies"

Season Of Mist Records (CD 2011) 

Historia tej izraelskiej kapeli jest tak zakręcona jak historia kraju, z którego pochodzi. Dlatego też odstęp czasowy między pierwszą płytą a tą, którą dzisiaj postaram się przybliżyć wyniósł aż 9 lat. Dobrze, że "Your Gods, My Enemies" po tylu perturbacjach w ogóle ujrzała światło dzienne, bo naprawdę jest czego posłuchać. ETERNAL GRAY serwuje potężną i bardzo przemyślaną dawkę death metalowej nawałnicy. Już na wstępie prowadzący riff w otwierającym płytę "Lost Control" daje nam do zrozumienia, że panowie rzemiosło mają opanowane do perfekcji i z instrumentami są w stanie dosłownie zrobić co zechcą. Jednak nie przesadzają i nie mieszają na siłę, co sprawia, że stylistycznie muza zawieszona jest gdzieś pomiędzy MESHUGGAH a zakręceniem naszego rodzimego DECAPITATED. Ku temu pierwszemu porównaniu skłania głównie brzmienie i riffy, jednak w wykonaniu ETERNAL GRAY sam sposób prezentacji jest o wiele bardziej przystępny i zespół nie opiera się głównie na technicznym, matematycznym podejściu do grania muzyki, a swą siłę czerpie z dobrego wywarzenia zakręconych technicznie motywów i świetnej melodyjności. Utwory są bardzo zróznicowane, non stop cos się dzieje, nie odnosi się wrażenia, że coś powinno być zagrane dłużej lub krócej. Nic nas nie przygniata ilością serwowanej treści, a tej jest naprawdę sporo. Taki stan rzeczy jest zasługą odpowiedniego balansu, który sprawia, że ta płyta oddycha, jest bardzo przestrzenna. Jeśli dodać do tego naprawdę solidną pracę perkusji, fajny growling i ciekawe solówki, mamy wyjściową w postaci niebagatelnego albumu, pełnego dynamiki i mocy. Kolejnym waznym punktem jest bardzo świeże podejście do death metalu samego w sobie. Ekipa ETERNAL GRAY wnosi tu naprawdę wiele, natomiast fakt, że zespół pochodzi z dość egzotycznego, jeśli chodzi o wykonywaną muzykę kraju, jest swego rodzaju pozytywną ciekawostką. Prawdę mówiąc jakieś dłuższe rozpisywanie się o poszczególnych kawałkach nie ma sensu. Płyta jest bardzo równa, co przy tej formie muzycznej naprawdę zasługuje na pochwałę. Nawet bonusowy "Never Waits", będący czysto elektroniczną wersją jednego ze znajdujących się na płycie utworów, jest ciekawy i niebanalny. Zdecydowanie polecam.

ocena:  9/ 10

www.eternalgray.net


www.myspace.com/eternalgray


www.season-of-mist.com


autor: "13"



<<<---powrót