| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

EXCRUCIATION

"[t]horns"

Non Stop Music (CD 2010) 

Przy okazji świąt nadszedł w końcu moment, który odwlekałem w nieskończoność, tak więc zarzucam płytę "K.F.A.D.F.F.A.L" znakomitego F.N.M. z 1995 roku, nota bene absolutnie nie kompatybilną muzycznie z materiałem, który recenzuję i z zapałem zabieram się do pisania. Zapału jak na lekarstwo, ale może to wina pogody.
"Thorns" od razu zwraca na siebie uwagę bardzo schludnym i czystym graficznie wydaniem, digipack wygląda naprawdę dizajnersko, podoba mi się. Wizualnie przypomina nieco ostatnią płytę LUNATIC SOUL, chociażby ze względu na przeważającą biel i jeden motyw na środku okładki. Z tego co wiem, początki tej szwajcarskiej kapeli sięgają pierwszej połowy lat 80-ych, niestety ani dorobek płytowy, ani to, co usłyszałem na ostatniej płycie jakoś nie bardzo na to wskazuje. Na to pierwsze wpływ niewątpliwie miał rozpad zespołu w 1991 roku, w którym zakończyli działalność z dorobkiem 6 demówek, EP i jednej składanki, by powrócić po 14 latach z EP "Arise". Jeśli chodzi o zawartość muzyczną, ta oscyluje gdzieś w ogólnych granicach doom metalu z licznymi thrashowymi, deathowymi, a nawet progresywnymi wstawkami. Brzmi to może dość ciekawie, ale tak naprawdę bardziej na papierze niż w głośnikach. Przede wszystkim nie słychać, że EXCRUCIATION to aż 6 muzyków, w tym 3 gitarzystów. Taki skład powinien burzyć mury niczym Transformers, niestety partie gitar są tak poskładane, że niejedna kapela z jedną gitarką wypada o wiele potężniej. Nie jest to wina brzmienia, a kompozycji, które są, pisząc najogólniej, pozbawione jaj. Muza ogólnie utrzymana jest w przyjaznym i charakterystycznym dla gatunku średnim i wolnym tempie, lecz brakuje jej pazura i momentów kulminacyjnych, przez co utwory wydają się płaskie i pozbawione wyrazu. Owszem, tu i ówdzie pojawia się jakiś przebłysk, ciekawa partia gitary lub wokalu, ale to stanowczo za mało. Wygląda to mniej więcej tak, jakby rozwinięcie numerów było jakoś sztucznie gaszone. Już myślimy, że będzie jakieś konkretne pierd...ęcie, jak to robią np. mistrzowie MY DYING BRIDE, czy rozwinięcie a la pierwsze płyty ANATHEMY, gdzie utwory wręcz płynęły i unosiły słuchacza, a tu przysłowiowa dupa i zamiast wybuchu energii mamy powrót do szablonu. Samych motywów jest mnóstwo, ale są one zlepione ze sobą dość prosto, czasami nieco chaotycznie. Ogólnie nie jest źle, ale bardzo przeciętnie, przez co ten zespół jakoś ginie w tłumie, a panowie nastolatkami, a tym bardziej początkującymi nie są. Muzyka oferowana przez Szwajcarów jest ogólnie mówiąc bardzo przystępna, pozbawiona ekstremy gatunkowej pokroju NECROSCHIZMA, ale też niczym szczególnym się nie wyróżnia. Partie perkusji Andy Renggli'ego zagrane są poprawnie i nic poza tym, a słuchając, nawet osoba nie mająca nigdy do czynienia z tym instrumentem na pewno w wielu miejscach pomyśli, że można było coś dodać i urozmaicić, ponieważ ogólne tempo muzyki na to na pewno pozwala. Podobno w prostocie siła, jak mówią fani Larsa Ulricha, ale do mnie to nie przemawia.
Jeśli chodzi o wokale, jest już trochę lepiej. Ma się wrażenie, jakby śpiew Eugenio Meccariello ewoluował od pierwszego do ostatniego utworu, przy czym zarówno pod względem ekspresji, jak też barwy głosu do przypomina mi trochę styl Alexa z brazylijskiego OF THE ARCHAENGEL (pewnie niewielu ta nazwa coś to mówi, więc przy okazji szczerze polecam), a od strony melodycznej Tima Eiermanna na kapitalnej "Sweet X-Rated Nothings" PYOGENESIS z 1994 roku. Mamy więc dość głęboki, czysty, melodyjny, czasami prawie lamentujący śpiew z fajną chrypą, ale nie growling.
Brzmienie wszystkich instrumentów jest dość potężne i dobrze się uzupełnia, realizacja na pewno zasługuje na pochwałę, a przy tym gatunku to szczególnie ważne.
Ciekawie pisze się recenzję płyty X słuchając płyty Y. To jak wąchanie ziaren kawy podczas zakupów w perfumerii. Skutek ten sam, jedynie inny zmysł. Chyba pomogło, ponieważ po krótkim przeglądzie sieci spokojnie mogę stwierdzić, że to najdłuższa recka tej płyty, więc aż tak źle nie jest. "Thorns" spokojnie polecam fanom gatunku jako ciekawostkę, ale na pewno nie objawienie. Dla wielu ta płyta może wydać się nudna. Dla mnie jest po prostu przeciętna i na tym zakończę.

ocena:  6 / 10

www.excruciation.net


www.myspace.com/excruciationdoom


autor: "13"



<<<---powrót