| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

SINS OF THE FATHER

"Sins of the Father"

własna produkcja zespołu (CD 2011) 

W dołączonym do płyty promocyjnym info wyczytałem, że ten australijski debiutant koncertuje sobie w najlepsze z krajanami z NEVERBORN, od których "pożyczył" nawet osobę producenta i zaprawdę - miło przeczytać, że wspomniany wyżej szyld dalej swoją, przysłowiową rzepkę skrobie. Efektem współpracy z panem Geoffem Eatonem jest natomiast pierwszy w dziejach SINS OF THE FATHER album długogrający. Ponoć na australijskiej scenie jest to produkcja niezwykle wyczekiwana, gdzie oliwy do ognia dolały lokalne występy wspomnianej grupy. Przyznać należy, że w produkowaniu masywnej ściany dźwięku to dobrzy oni są, co udowadnia już cios rozpoczynający rundę, czyli "F#cking Relentless" z efektywnie oszlifowanymi gitarami na wstępie, ujednoliconymi w dalszych taktach utworu w całkiem masywny wałek. Staje się jasne, że dostanie nam się materiał z okolic crossoverowo-stonerowych, mogący kupić sobie sympatię fanów PANTERY czy SEPULTURY z okresu "Roots" (gitarowe pogawędki Matta Corici z Jordanem Rizzim, wokalne akcenty Jacka Cressalla), lecz z drugiej strony YOUR HIGHNESS, RED FANG, CARNAL. Czasami może się wydawać, że jest to granie czerpiące bez skrępowania z oczywistych, przewidywalnych patentów, czego potwierdzeniem mogą być partie w pierwszym utworze, nie odcinające się jakoś strasznie od przewałkowanych już do obrzydzenia zagrywek, właściwych całemu temu metalcore'owemu szaleństwu, czy utrzymanych w dobrym tonie potakiwań modzie na oldschoolowy thrash, co dostaniemy w gitarowych, TESTAMENT'owych zawijasach z utworu "Sanity Song". A co powiecie na wyraźne orientalizmy w takim "Black Cat"? Nie trudno w takim układzie posądzić SINS OF THE FATHER o chęć przypodobania się tak zwanej większości. Tu z kolei kontrę odbijają takie numery jak mroczny z początku, wyraźnie funkujący później "Watch the Earth Burn", zrywający się nagle z klimatycznego letargu "Fear of Reality" czy kapitalnie bujający wszystkim wokół, zabójczo rytmiczny "Choke", zaprzeczające jakoby pierwsza, pełna propozycja tej grupy była tandetnym pobrzdąkiwaniem dla naiwnych małolatów. Nie da się nie wyczuć na tej płycie solidnej metodyki grania, zaznaczającej swą obecność za sprawą klarownej sekcji i zdecydowanych, mocnych gitarowych pociągnięć. Całość nurza się w koncertowej atmosferze, objawiającej się pod postacią instrumentalnego luzu, klarującego się gdzieniegdzie w twarde, zmasowane uderzenia ("The Ocean Bares Only Sorrow"). Fajnie, że goście umieją grać i zamiast robić z tego jakieś olbrzymie halo po prostu serwują kolejne porcje energicznego, choć nie połykającego mnie w całości to jednak - i to muszę przyznać - charakternego grania. Widać poza tym, że inwestują w ten swój debiut, wypuszczając go w formie przesympatycznego dla oka digipacku.

ocena:  7/ 10

www.myspace.com/sinsofthefatherau


www.facebook.com/pages/Sins-Of-The-Father/151665335595


autor:  Kępol



<<<---powrót