| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

ALARUM

"Natural Causes"

Willowtip Records & Hammerheart Records (CD 2011-2012) 

Jednej, wielkiej, stylistycznej rewolucji to ten zespół raczej nie poczyni, bo gdy tylko dźwięki najnowszego ich krążka trafiły w membrany moich uszu, pomyślałem o dwóch, maksymalnie trzech nazwach i takie też - w recenzjach płyt tej grupy - pojawiają się wręcz automatycznie. ALARUM wykonuje death metal, ale w duchu progresywno-fusionowym, połamany szaleńczymi zwrotami akcji znanymi z płyt ATHEIST i uskrzydlony swoistą lekkością jazzujących, również w akustycznych momentach, dzieł CYNIC. Gdyby chcieć dalej wymieniać, można wskazać jeszcze na nieśmiertelny szyld Chucka Schuldinera, którego nuty płyną chyba z krwią Australijczyków, gdyż warsztat swój doskonalili oni wykonując na żywo utwory z repertuaru DEATH. Wszystko jasne. W tym miejscu zaskoczenia nie będzie. Usta stoją jednak otworem, gdy człowiek uświadomi sobie, w jaki sposób ci panowie, ze wspomnianych wzorców czerpią. Gdy napiszę, że ich nowy album to kawałek naprawdę cholernie solidnej blachy, nie odda to tematu, bo takie miano przyklejane jest olbrzymiej części współczesnych płyt, a z rzeczywistym stanem rzeczy zbyt wiele wspólnego, tak między bogiem a prawdą, nie ma. Tutaj mamy materiał wykonany tak, że od uderzeń w perkusyjne naciągi czy szarpnięć strun, zegarek można ustawiać. Fenomenalnie wyważone formy, nie tryskające na wszystkie strony fontannami gówniarskich popisów, od których najczęściej robi się mdło już po dwóch utworach są tym, co wypełniło "Natural Causes" po brzegi. Nawet przy zastosowaniu najnowocześniejszej technologii, nie ma jednak najmniejszej możliwości by ktoś, kto nie śpi przytulony do swojego instrumentu i nie chadza z nim do toalety, nagrał taką płytę. Klawiszowe subtelności z początku utworu tytułowego to chyba taki mały psikus, bo w żaden sposób nie zwiastują one tego, co za chwilę się wydarzy, a jeśli już ktoś daje się ponieść ich czarowi, to po kilku sekundach jego oczy wyglądają jakby w samym środku nocy jakaś większa eksplozja wyrwała go ze snu. Gitarki (Mark Evans) tną niczym zaprogramowane, zautomatyzowane ostrza. Perkusja (Rob Brens) zjeżdża na bok i zalatuje jazzową manierą średnio co minutę, a bas (Mark Palfreyman) wymienia się solówkami z wiosłem. Wzorem eksperymentów ekipy Kelly'ego Shaefera z "Elements", i tutaj pojawiły się akcenty rodem z hiszpańskich ziem, czy inne ludowe smaczki ("Evspanol", "Interface"). Czasem udaje im się także wyjść poza schemat, jak choćby w trzecim "For New Creation", którego refren może spodobać się nawet komuś, kto nie stroni od muzyki w stylu SOILWORK, czy powiedzmy sobie, stonowanej postaci nu metalu. Przepiękną torpedkę stanowi "Undivided". Niby jest 'ateistyczna' raptowność i kosmiczny klimat wiadomych krążków, ale rytmicznie i dynamicznie jest to świeża i co najważniejsze - przepyszna rzecz. Ze dwa lata temu recenzowałem debiutancki album grającego w dość podobnym duchu czeskiego MINDWORK i kilka nazw z mniej czy też bardziej zbliżonych rejonów można tu jeszcze wymienić, choć powiem szczerze, że w erze postępującej brutalizacji grania, rzeczy tak 'metalowe', a tak misternie delikatne zarazem jak "Natural Causes" nie zdarzają się zbyt często. Warto więc zwrócić uwagę na tę pozycję.

ocena:  8/ 10

www.myspace.com/alarummusic


www.facebook.com/pages/Alarum/21438170477?sk=info


www.willowtip.com/


www.hammerheart.com


autor: Kępol



<<<---powrót