| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

BLUT AUS NORD

"777 - The Desanctification"

Debemur Morti Productions (CD 2011) 

No i mamy kontynuację trylogii "777" w postaci kolejnych siedmiu odsłon zapisanych jako "Epitome VII-XIII". Tam, gdzie kończy się poprzednia część "Sect(s)", tam się zaczyna "The Desanctification". Ideologiczną stronę dyskretnie pominę, gdyż ci, którzy w to wnikają lub zamierzają to poczynić, zrobią to bez wątpienia. BLUT AUS NORD ma wiele do powiedzenia w kwestiach filozoficzno-socjologicznych, nie jest pod tym względem 'politycznie poprawny' i nie oddziela tego od muzyki, szaty graficznej i całej otoczki, za co należy się Vindsval'owi pełen szacun. Co więc dzieje się od strony dźwiękowej na tym krążku, a czego nie było na tym wcześniejszym? Z pewnością nie jest to kolejny łatwy do przyswojenia i przedarcia się przezeń materiał, co już powinno mówić samo przez się, obserwując kolejne albumy tej francuskiej, nihilistycznej eskadry. Wciąż fundamentem jest szeroko pojęty, pokrętny black metal, który przedziera się misternie przez jego awangardowe rejony, a jednocześnie poszerza horyzonty o brudny, odarty z pozorów sludge i chory industrial napoczęty niegdyś choćby przez GODFLESH. Na drugiej z płyt trylogii jeszcze mocniej posunięte zostały motywy, jakie nie przejdą przez sito tych, co BM uznają tylko w czystej postaci, bowiem choróbsko jest szerzone w sposób wymagający osłuchania i pewnej takiej wytrzymałości czy otwartości. Spotkałem się co prawda z określeniem jakoby "The Desanctification" było najbardziej przyswajalną płytą stworzoną przez francuski band, ale byłbym z tym ostrożny, albowiem kilka melodycznych fragmentów (np. instrumentalny "Epitome XII"), kilka klawiszowych plam tu i ówdzie lub czyste wokale w dziesiątej odsłonie "Epitome" tak zwanej 'wiosny' nie czynią, a zakrętasy i długie, z lubością i mozołem rozwijane tematy nie nadają się na jakiekolwiek imprezy. Sam tego próbowałem i stwierdzam, że nie da się BLUT AUS NORD słuchać w jakimkolwiek towarzystwie. To po prostu nie ten rodzaj twórczości, bo nawet jeśli utwory z serii instrumentalno-wokalnych coś tam łapią konkretnego, to raczej chodzi tu o pewien trans i specyficznie pojmowaną psychodelię, a to wszystko później, automatycznie udziela się również odbiorcy. To samo, a nawet bardziej tyczy się dłuższych instrumentali w obrębie jednego utworu, bo i takie się tu zdarzają w większych ilościach. Vindsvall daje na tym krążku pograć - o czym zresztą wspomniałem nieco wcześniej - akcentującym pewne fragmenty klawiszom, bas tu i ówdzie pomrukuje, a perkusja, choć odstukuje mechanicznie rytm, to też ma parę rzeczy do powiedzenia. Najwięcej jednak dzieje się w partiach gitar, które dysponują pełnym arsenałem środków: od 'mechanicznych' akordów, poprzez dysharmoniczne motywy, zeschizowane improwizacje, aż po zakręcone solówki. O wokalach też można napomknąć, bo chociaż nie jest ich aż tak wiele, to nie ograniczają się do tych typowo blackowych, ponieważ gro z nich zostało przetworzone przez różne bajery lub ogranicza się do diabolicznych inkantacji czy szeptów. To tyle o drugiej części trylogii BLUT AUS NORD, a na kolejną, już ostatnią pewnie długo nie będzie nam dane czekać. Wówczas stwierdzimy jaki jest naprawdę aktualny status tego bandu.

ocena:  8/ 10

www.blutausnord.com


www.debemur-morti.com


autor: Diovis



<<<---powrót