| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

COMATOSE VIGIL

"Fuimus, Non Sumus..."

Solitude Productions & DarkZone Productions (CD 2011) 

Pamiętam jak dziś, gdy podczas dyskusji z naszym eks-współpracownikiem, nieodżałowanym Warzychem doszliśmy do wniosku, że tak naprawdę większość doom metalowych kapel było, jest i długo jeszcze będzie pod wszechmożnym wpływem MY DYING BRIDE. To, jak bardzo wpływowe są po dziś dzień płyty "As the Flowers Wither" i "Turn Loose the Swans", a nawet epka "Symphonaire Infernus et Spera Empyrium" to fakt niezaprzeczalny. Okazało się bowiem, że doom/death metal może przekształcić się w samoistny twór, zdolny do przewrócenia wszelkich doom'owych tradycji wywodzących się z muzy BLACK SABBATH na tak zwane nice (czytane "nice", a nie "najs" ;), a nawet pójść jeszcze dalej, tworząc oddzielny podgatunek, znany obecnie jako funeral doom metal. Z pozoru toporne granie, z ohydnymi growlami i śpiewami pełnymi emocji o proweniencji żałobnej, było w stanie stworzyć styl, który przetrwał wszelkie mody i rozwinął się niczym ten czarny kwiat w dobie wszechobecnej komercjalizacji muzyki i znaleźć tysiące fanów. Wystarczy wymienić tu takie nazwy, jak UNHOLY, SKEPTICISM, ESOTERIC czy EVOKEN, by dostrzec jak znaczące i popularne są w pewnych kręgach. Ostatnimi czasy wychwalam mocno sporo zespołów pochodzących z Rosji, z których warto tu wspomnieć o EA, ABSTRACT SPIRIT czy REVELATIONS OF RAIN. Na trochę podobnej bazie tworzy swoje dźwięki COMATOSE VIGIL, zresztą powiązany personalnie choćby z ABSTRACT SPIRIT. "Fuimus, Non Sumus..." to pierwsze od ponad pięciu lat wydawnictwo tego bandu (ostatnim była epka "Narcosis") i od razu uderzenie z grubej rury, bo trwający aż około 75 minut materiał składa się z tylko trzech kompozycji. Kolosalnie długie twory mogą znużyć nie obeznanych z tematem funeral doom metalu, bo tak naprawdę nie są to aż tak złożone aranżacyjnie konstrukcje, dużo tu mozolnego rozwijania głównego wątku, budowania klimatu za pomocą transowego, nieco monotonnego grania. Ale to tak na pierwszy rzut ucha, choć nie zaprzeczam, że parę motywów wybrzmiewa tu za długo. COMATOSE VIGIL potrafi jednak, sięgając po w sumie dość skromne środki, stworzyć paranoiczną atmosferę grozy, bezbrzeżnego smutku i monumentalnej ceremonii toczącej się gdzieś w naszych duszach. W pierwszym na albumie, tytułowym "Fuimus, Non Sumus..." mamy więc towarzyszący muzyce i growlom wysamplowany, opętany chór i quasi-symfoniczną oprawę, a sama baza przypomina spowolnione MY DYING BRIDE z pierwszych kilku wydawnictw. Nawet charakterystyczne wyciszanie się riffów i gitarowe zacięcia są tutaj wszechobecne. Drugi numer, "Autophobia", rozwija się niczym najlepsze rzeczy w dorobku EVOKEN i tak jak Amerykanie, wnosi do ciężkich riffów i masywnych klawiszy sporo wysuniętych do przodu, akustycznych gitar. 'Brajdowskie' momenty też są tu obecne, podobnie jak w trzecim i ostatnim "The Day Heaven Wept". Czy to wystarczy, by zarekomendować ten album wszystkim maniakom bardzo wolnego, ciężkiego, mrocznego i apokaliptycznego jak jasna cholera grania? Ja jestem pod wrażeniem, choć potrzebowałem na to trzech pełnych przesłuchań.

ocena:  8,5/ 10

www.myspace.com/comatosevigilofficial


comatosevigil.bandcamp.com


www.solitude-prod.com


autor: Diovis



<<<---powrót