| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

EBONYLAKE

"In Swathes of Brooding Light"

LADLO Productions (CD 2011) 

Matka natura (choć niektórzy twierdzą, że Myszka Mickey) wyposażyła nas w taki, a nie inny sposób postrzegania świata, który to mechanizm - w dużym uproszczeniu - powoduje, że unikamy tego, co z jakimś pierwotnym zagrożeniem nam się kojarzy, a sięgamy po to, co wygląda atrakcyjnie. Piękna kobieta ma większe powodzenie u mężczyzn, których instynkt podpowiada im, że ich dzieciom dostanie się silniejszy pakiet genów, itp, itd... Również jako słuchacz często łapię się na tym, że jak już kilka chwytliwych fragmentów na danym albumie sobie upatrzę, to jednym uchem słucham całej reszty krążka, ale oba narządy słuchowe czekają, tak naprawdę, na te zacne, wspomniane momenty. Na szczęście ewolucjonizm nie zawsze ma tu coś do rzeczy i tak jak picie alkoholu nie sprowadza się do kosztowania słodkiego wina i likierów, tak i muzyka bywa czasami "niemiła dla ucha" [śmiech]. Jak ma się do tego tytuł, który otworzył powyższy wywód? No właśnie tak, że wszystkie te blackowe/deathowe demówki i inne piwniczne epki, których mastering można by sobie równie dobrze darować i które stanowią namacalny koszmarek naszych rodziców i sąsiadów, to przy nowym EBONYLAKE muzyka relaksacyjna, jaką winno się aplikować gościom sanatoriów w Ciechocinku. Jeśli rzeczywiście istnieje coś takiego jak Diabeł, który pastwi się nad zastępami potępionych dusz, to popalając wielką faję, puszcza on sobie przy tym "In Swathes of Brooding Light". Nie ma możliwości, by ktokolwiek spoza nielicznego grona wtajemniczonych maniaków diabolicznej awangardy, z własnej i nieprzymuszonej woli przesłuchał ten album od początku do końca. Każdy utwór to wiązanka fal dźwiękowych sącząca do ucha najprawdziwszą esencję brzydoty, cierpienia, nieszczęścia, smutku, tęsknoty... sam już nie wiem... totalnego upadku wszystkiego co pozytywne, która nie pozostawia miejsca ani na oddech ani na nadzieję. Jeśli ktoś myśli, że "And From the Seas the Sickening Things", który atakuje jednym tornadem black metalowo - samplowo - symfo-kakofonicznych porcji zniszczenia, daje jakieś wyobrażenie o tej płycie, to się myli. Każdy kawałek ma tu bowiem swoje własne oblicze. Nie obędzie się bez rozwiązań zaskakujących nawet tych, którzy o rodzaju zawartej tu muzyki cokolwiek wiedzą. Komu przyszłoby do głowy, że taki "Within Deepest Red (The Opening of?)" rozpocznie typowo brytyjsko-doomowy riff, albo że w "Amerthyst Lung Concerto" dostaną nam się partie rodem z wiadomo czyjego "The Sound of Perseverance"? Nie w tym jednak rzecz, bo zawsze można użyć magicznej kontry, że pokombinować i uchodzić za wizjonera to sobie może każdy. Nie każdy natomiast potrafi zrobić to tak, by blackowy brutalizm zlewał się z samplami, neoklasycznymi partiami, ambientowymi wstawkami, growlingiem, wyciem, fortepianowymi frazami, melodeklamacjami i nie wiadomo jeszcze czym, w jedną, matową, mroczną, muzyczną przestrzeń, która jak najbardziej posiada swój logiczny sens. Mistrzowska robota w tej kwestii wychodzi w "Licking At the Nesting of Young Fledglings?, w którym niemiłosierny świst wiatru spotyka się z jakimś upiornym wyciem, melodyjnym, jakby zimnofalowo-post rockowym fragmentem i avant/black metalem, którego wybuch niczego w tym utworze nie burzy. Bogactwo użytych rozwiązań jest tu wręcz nie do pobicia, gdzie wystarczy zwrócić uwagę już na rozpiętość wachlarza samych brzmień klawiszowych, a integralność tych dziesięciu kawałków może być przykładem dla wielu kapel tworzących w ramach jednego i tego samego gatunku. W dodatku ten niepokojący nastrój spotęgowany przez teatralność i dramaturgię zarówno ilustracyjnych, jak i melodeklamowanych partii... Musicie to usłyszeć!

ocena:  10/ 10

www.facebook.com/pages/Ebony-Lake/367992431606?sk=info


www.myspace.com/ebonylakeofficialuk


www.myspace.com/ladloproductions/blog/542405210


autor: Kępol



<<<---powrót