| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

ELECTRO QUARTERSTAFF

"Aykroyd"

Willowtip Records & Hammerheart Records (CD 2011) 

Dziś ELECTRO QUARTERSTAFF to kwintet, ale niegdyś pogrywali sobie oni we czwórkę. Trzem gitarzystom prowadzącym (Joshua Bedry, Andrew Dickens i Drew Johnston) towarzyszył tylko perkusista, Dan Ryckman, był to więc układ, przyznać należy, niepospolity. W takim oto składzie powstał debiutancki krążek formacji, zatytułowany "Gretzky". Dziś do rodzinki dołączył basista, Marty Thiessen i tak oto właśnie ukształtował się zespół w formie swej bieżącej. Jak nietrudno się domyślić, wykonują oni muzykę instrumentalną, a jeśli ta nie daje się ochrzcić mianem post rockowej, to już wiadomo, że najprawdopodobniej chodzi o jakiś progresyw i takie też dźwięki "Aykroyd" wypełniły. Produkcja jest niesłychanie czytelna i profesjonalna. Gitary mają szalenie ciepłą barwę, umiejętnie podkreśloną przez brzmienie perkusji i ciekawie dodanego basu, który nie nasuwa zbyt nachalnych skojarzeń z fretlessową manierą, silnie związaną przecież z progresywnym wymiataniem. Od najwcześniejszych taktów słychać, że jest to granie umiejscowione stylistycznie gdzieś między SPACED OUT a BLOTTED SCIENCE, w mniejszym stopniu mogące się kojarzyć z solowym muzykowaniem Jeffa Loomisa lub ANIMATIONS z pierwszej płyty. Prog rocka znajdziecie tu tyle samo co i metalu i jeśli ktoś słucha powiedzmy MASTODON czy ARSIS i marnotrawstwa czasu, poświęconego na odsłuch "Aykroyd", się obawia, to robi to niepotrzebnie. Warsztat muzyków jest niezaprzeczalny. Goście grają z niezłym polotem i feelingiem, a to w uprawianej przez nich dyscyplinie już połowa sukcesu. Pozostaje drugie 50%, z którym wiążą się już pewne zastrzeżenia. Na płycie "Aykroyd" dzieje się bardzo dużo... ale tylko pozornie. Gitary przez cały czas wywijają zmyślne akrobacje, perkusja nie ustaje w swym łamliwie-rytmicznym pochodzie. Gdzieniegdzie - jak choćby w przyspieszeniu ze "Stroganoff" czy w "Japanese Upside Down Cake" - przedrą się przez ten instrumentalny zgiełk jakieś melodie, które w ogólnym podsumowaniu ciężko nawet odnotować, a to z tego względu, że po kilkunastu minutach tych wyuzdanych wywijasów, zaczynają się one zlewać w jednolitą plazmę. Słuchacz dostaje na wstępie intro w postaci najbardziej melodyjnego "The Wolf Shall Inherit the Moon", po którym nie ma już zmiłuj. Myślę, że odsłuch tej płyty przypomina gapienie się we wszystkie te obrazki, od których kręci się człowiekowi w głowie. Ciężko nazwać je dziełami sztuki, a jednak cechuje je pewna siła oddziaływania. W przypadku drugiego krążka ELECTRO QUARTERSTAFF trudno mi ją było początkowo sprecyzować, a gdzieś na końcu języka merdał mi tytuł "The ConstruKtion of Light". Wielu skrytykowało produkcyjną stronę tej masakrującej płyty KING CRIMSON za toporny miks, a mnie takiego grania ostatnio w muzyce właśnie brakowało. Żaden z członków ELECTRO QUARTERSTAFF nie nazywa się Fripp, Belew ani Mastelotto i do geniuszu rzeczonej płyty wiele tu brakuje, ale te charakterystyczne gitarki nitowane perkusyjnymi uderzeniami odwalają tu pewną robotę. Pikanterii dodaje okładka. Nie wiem kto ją wykonał, ale prawda, że widać w niej wpływy Rogera Deana?

ocena:  7/ 10

www.myspace.com/electroquarterstaff


www.facebook.com/pages/Electro-Quarterstaff/21258645664


www.willowtip.com/home.aspx


www.hammerheart.com


autor: Kępol



<<<---powrót