| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

ORANGE THE JUICE

"Romanian Beach"

własna produkcja zespołu (CD-EP 2011) 

ORANGE THE JUICE nie zabraknie chyba w tym stuleciu tzw. argumentów sprzedażowych. Tak naprawdę można pominąć już cały ten stos nagród i wyróżnień, jakie zespół zebrał zjeździwszy polskie festiwale i inne soniczne kombaty wzdłuż i wszerz i wspomnieć o Piotrze "Falko" Rychlcu (albumy Steczkowskiej, Hołdysa, Sojki w życiorysie) czyli o podpisanym pod mixem i masteringiem producencie. Muzycy zespołu wiedzą ponadto, że w Polsce pensja inżyniera oscyluje w granicach miesięcznego przychodu przeciętnego robotnika, więc udostępniwszy powyższy tytuł za tak zwane friko, mogą spokojnie aspirować do miana ludzi dobrej woli [śmiech]. Ostatecznie jednak, chlubę przynosi im sama muzyka. Przyznam szczerze, że przeczytawszy co nieco na temat tego wydawnictwa, miałem odczucia dość ambiwalentne. Nie licząc miniatur "A Body Without a Head" i "Something You're Not Meant To Know", składa się ono bowiem z samych remixów utworu tytułowego, a to już posunięcie, które z wiadomą gałęzią przemysłu muzycznego się kojarzy. Sam "Romanian Beach" słyszałem już wcześniej i po pierwszym kontakcie z powyższym tytułem, po mych wyszczerzonych zębiskach spłynęła ślina, żołądek przygotował pełen pakiet soków trawiennych, a wzrok wyostrzył się niczym u gotowego do ataku tygrysa. Swobodne, ale konkretne podejście do pisania numerów zieje na odległość już od pierwszych sekund utworu. Gdyby chcieć być podłym i zawistnym, można by powiedzieć, że zespół z wielkim dystansem potraktował w nim konwencję grania metalowego i tak w zasadzie nie wiadomo po co z niej skorzystał, bo "Romanian Beach" wali po garach ostrzejszym fragmentem, lecz zajmuje on całe cztery sekundy początku i końca kompozycji. Resztę stanowi granie lekkie, skoczne i można by nawet powiedzieć, że wesołe, ale zbite do kupy z niemałym smakiem i wyczuciem. Gitary funkują w starym stylu, saksofon wylewa - na spółkę z klawiszami - fundamenty pod budowę klimatu rodem z filmów sprzed połowy wieku, a perkusja w sposób bardzo umiejętny dopełnia seansu. Podobnie jak umiłowany przez niżej podpisanego SEARCHING FOR CALM, muzycy ORANGE THE JUICE grywają sobie czasem do starych niemych filmów (w tym przypadku pod szyldem MINIMATIKON) i w stu procentach słychać tutaj, że X muzę czują oni bezsprzecznie. Wspomniane wcześniej, krótsze kompozycje łączy użycie dziecięcych głosów przy akompaniamencie różnych sampli, szumów i innych dobrodziejstw eksperymentowania z muzyką. Remixy są dalekie od postaci tego specyficznego rodzaju "nowości" ze świata muzyki pop, których wytwarzanie polega na wrzuceniu kilku rapowanych linijek na taśmę fragmentów starych jak Ziemia kawałków, wystarczy odpalić sobie tak zwany "Halszka Nabira Remix". To mini ma być zapowiedzią kolejnej pełnej płyty zespołu, czyli tytułu "The Messiah Is Back" i ciężko traktować je inaczej. Tym, którzy łakną odpowiedzi na pytanie o poziom wytworów ORANGE THE JUICE radzę sięgnąć po pełnogrający debiut, lub poczekać na wspomnianą, nadchodzącą pozycję. Dodam na koniec, że zespół jest ze wszech miar wspierany przez władze Stalowej Woli - rodzinnego miasta muzyków, czego pominięcie byłoby grzechem śmiertelnym.

ocena:  8/ 10

www.orangethejuice.com/


www.myspace.com/orangethejuice


pl-pl.facebook.com/pages/Orange-the-Juice/189683844278


autor: Kępol



<<<---powrót