| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

SOLSTAFIR

"Svartir Sandar"

Season Of Mist Records (2 CD 2011) 

Stało się. Spełnił się koszmar naszego Naczelnego. SOLSTAFIR wydał dwupłytowy, mniej więcej półtoragodzinny materiał, toteż jego zrecenzowanie powierzono mnie (patrz: recenzja "Masterpiece of Bitterness" w serwisie powyższym). Nigdy nie lubiłem uprzedzać się do jakiejkolwiek twórczości, więc dołożyłem wszelkich starań, by do odsłuchu "Svartir Sandar" podejść z uśmiechem optymizmu na ustach. Zarejestrowanie dwóch płyt muzyki to nie jest misja dla amatorów. To zadanie wymagające, a wśród atrybutów, jakie podejmujący się go muzycy winni posiadać, na czoło wysuwa się nie tylko umiejętność zaciekawienia słuchacza swoim graniem, ale i zdolność utrzymania jego uwagi na pewnym, przyzwoitym poziomie. Gdyby SOLSTAFIR nie grał nieudolnie, tę pierwszą opcję można by odfajkować, bo brzdąkają oni w sposób dość dziwaczny, co obudziło we mnie pewną ciekawość. Ich styl określa się na różne sposoby, z czego wyrazy 'viking' i 'rock' są chyba najbardziej na miejscu. Próżno usprawiedliwiać ich faktem, że granie w pewnym stylu powinno odznaczać się ewidentnie surowym charakterem, bo "Svartir Sandar" brzmi raczej tak, jakby jego autorzy nie do końca grać umieli. Gdyby to było ich pierwsze demo, zamknięte w piętnastominutowej esencji najlepszych pomysłów z krążka, można by się jeszcze napiąć na stwierdzenie, że jest tu jakiś minimalny potencjał. Season Of Mist wiedzieli co robią wybierając "Fjarę" na utwór promujący wydawnictwo (nakręcono do niego również teledysk), gdyż relatywnie jest to rzeczywiście najlepszy kawałek, wspierający się prawie dobrą i przyznać należy - zapadającą w pamięć melodią, lecz niestety, nawet w jego przypadku kłania się podstawowy minus stylu grania tej grupy, jakim jest monotonia. Tematy melodyczne - nawet jeśli nie zawsze słabe - odgrywane są w nieskończoność, niemal niczym loopy, okazjonalnie tylko wzbogaca się je ozdobnikami, jak dla przykładu - chórki w utworze tytułowym. Dziwne skojarzenia przyszły mi do głowy podczas słuchania tej płyty. Najbardziej jaskrawe z nich dotyczy wokalisty, który brzmi tak, jakby próbował stworzyć pewną karykaturę "krzykliwego" wokalu Rogera Watersa (którym tenże posługiwał się w przykładowym "In the Flesh") w połączeniu z pewnym, płaczliwym zawodzeniem charakterystycznym dla Roberta Smitha, które w takiej koniunkturze wypada dość pokracznie. Mimo iż pewne zagrywki czy aranżacje z PINK FLOYD mogą się kojarzyć ("Kukl", "Stormfari") nie napiszę nawet, że grupie SOLSTAFIR do tej kultowej kapeli daleko, gdyż z poziomem ich dokonań muzyka ze "Svartir Sandar" nie ma zupełnie nic wspólnego. Płyta wykazuje pewne cechy metalowego rzemiosła, które ostały się w ich stylu grania w postaci blackowego nalotu, lecz to głównie brit rockowej stylistyce zespół kłania się w pas, co najsilniej słychać w "Cra". Album się niemiłosiernie dłuży. Już po dwóch pierwszych porcjach jesteśmy pewni, że zbliżamy się do mety i że wspomniane dwadzieścia minut trwało całą wieczność, a po skontrolowaniu sytuacji okazuje się, że nie jesteśmy jeszcze nawet w połowie. Nie każdy potrafi pisać udane, długie kompozycje, a już tym bardziej składać je do kupy w taki sposób, by powstał z tego album interesujący i ambitny. Zespół gra od prawie dwóch dekad, wydał cztery długograje, dwie epki, trzy dema i z tego co widać, nauki popłynęło z tego bardzo niewiele. Co oni robią w Season Of Mist - oto jest pytanie!

ocena:  3/ 10

www.myspace.com/solstafir


www.solstafir.net/


www.season-of-mist.com/


autor: Kępol



<<<---powrót