| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

VALE OF PNATH

"The Prodigal Empire"

Willowtip Records & Hammerheart Records (CD 2011) 

Pozbyliśmy się kalendarzy na rok 2011, lecz rozliczyć się z nim konsekwentnie trzeba i to nie tylko w odniesieniu do zeznań podatkowych. W mym prywatnym zestawieniu najszlachetniejszych wydawnictw sprzed zabawy sylwestrowej, techniczne, ekstremalne wymiatanie reprezentują NOMAD, DECAPITATED, KHARIOT i OBSCURA. Niemców z DELTA CEPHEID nie upychałem już na siłę, ale gdyby tak chcieć naprawdę sprawiedliwie podejść do tematu, pod któreś z miejsc pierwszej dwudziestki podpiąć by ich należało. No i jeszcze ARSIS nadciągnął z reedycją niszczącego debiutu swego, czego z racji właściwego roku wydania płyty również nie uwzględniałem. Żadna z tych nazw nie pojawiła się tutaj 'sobie a muzom', bo oto, do zacnego ich grona, właśnie dołącza iście elitarna jednostka amerykańskiego death metalu - formacja VALE OF PNATH. Nazwę zaczerpnęli z prozy mistrza H.P. Lovecrafta, gdzie oznacza ona rozległą dolinę, w której to wznosi się góra ludzkich kości i najwyraźniej owo zapożyczenie przemyśleli sobie oni dość dokładnie, bo słuchając "The Prodigal Empire" czuję się jak kolejny szkielecik do wspomnianej puli dorzucony. Rzeczony tytuł to pełnogrający debiut tej ekipy z Kolorado rodem, a zawarta na nim muzyka to istny wzorzec kierunku, w jakim winien zmierzać techniczny, brutalny death metal, w tym przypadku suto przyprawiony black'iem. Mógłbym Wam donieść o pewnych stylistycznych powiązaniach z norweskim SUBLIRITUM, lecz w przypadku VALE OF PNATH mamy do czynienia z graniem, według mnie, po prostu lepszym. Materiał z "The Prodigal Empire" nie jest, że tak powiem, wykorzeniony. Jego autorzy wykazali się pewną estymą dla konwencjonalnych prawideł, dzięki czemu album brzmi niezwykle rasowo. A że szczypać się z niczym najwyraźniej nie zamierzali i warsztatem dysponują wręcz zawodowym, to i na kawałku niebylejakiej robocizny, swą firmową pieczęć przybili. Niczym ostrze gilotyny spada na naszą szyję taki walący w gong "Legacy of Loss" i już wiadomo, że odwrotu nie ma. Galopady po gryfie piją sobie piwko z pozornie symptomatycznymi dla nurtu, w gruncie rzeczy jednak mocno wyrafinowanymi melodiami i razem z nimi zapraszają na imprezę karkołomną rytmikę ("Mental Crucifixion"), epicką niemal podniosłość ("Legacy of Loss", "Brain Butchers", "Cerulean Eclipse"), OPETH'owe subtelności ("Mental Crucifixion", "Borne Extinction") oraz chłód norweskiego black metalu (rozkręcony symfonicznym motywem "Poisoned By Prosperity", "Mental Crucifixion"). Próżno jednak pisać o parametrach technicznych tego rewelacyjnego krążka, gdyż tym, co naprawdę zwraca tu uwagę jest 'to coś', czego w gatunku coraz częściej brak. Bez najmniejszych obaw mogą sięgnąć po tę płytę brutale szatkujący swe bębenki dokonaniami CATTLE DECAPITATION czy BRAIN DRILL, fani ostatnich wyczynów DIMMU BORGIR, lub ci, którzy pamiętają o takich perełkach jak przykładowy VIDRES A LA SANG.

ocena:  9/ 10

www.facebook.com/ValeOfPnathCO


www.myspace.com/valeofpnath


www.willowtip.com


www.hammerheart.com


autor: Kępol



<<<---powrót