| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

DEATH

"The Sound of Perseverance"

Relapse Records (3 CD 1998 - 2011) 

Powszechnie uważa się, że na śmierci muzyków korzysta wielu, a tracą tylko fani. Jest w tym twierdzeniu sporo prawdy, bowiem nie wiedzieć czemu, nawet płyty zapomnianych lub opluwanych za życia gwiazd po ich zejściu z tego świata zaczynają się sprzedawać w sporawych ilościach, a wydawcy i sprzedawcy zacierają swe brudne łapska. Niby rzecz częsta, ale nie do końca normalna. Fani (zaznaczam, że mam tu na myśli tych prawdziwych) tymczasem opłakują fakt opuszczenia tego padołu przez swojego ulubieńca / ulubienicę / ulubieńców, a z czasem złość, bądź smutek (albo i następujące po nim pocieszenie, zależy jak na to patrzeć...) w nich narastają, że tak naprawdę to oni utracili kogoś dla siebie ważnego i że pozostanie im jedynie słuchanie nagranych za życia wydawnictw danego iksa lub igreka. Metalowa scena jest jednak pod tym względem nieco odmienna, bo owszem, koniunktura na jego / jej / ich nagrania wzrasta w pewien sposób po zgonie kogoś znanego, aczkolwiek pamięć pozostaje na dłużej niż na kilka miesięcy, bez jakiegokolwiek krzyku i lamentu mediów. Kto na przykład zauważył, że nie ma z nami już Chucka Schuldinera? Tylko ci bezpośrednio zainteresowani, którzy na pamięć znają każdy dźwięk z "Leprosy", "Human" czy "Individual Thought Patterns", a że jest ich niemało, to po dziś dzień, nie tylko przy okazji rocznicy śmierci wspomina się tę charyzmatyczną, a bywało, że dość kontrowersyjną postać. Przez długie lata rodzina legendarnego lidera DEATH nie pchała się na afisz z uzupełnionymi o dodatki re-edycjami jego płyt, a różne bootlegi, choć było ich kilka, przeszły bez większego echa. I tak oto, po kilkunastu latach dopiero, zaczęły się pojawiać starannie wydane wznowienia tych późniejszych albumów DEATH i ci, którzy wciąż mają w pamięci i duszy dokonania Chucka będą mogli w końcu poznać także sporo nieznanych do tej pory wersji nagrań, które później pojawiły się na srebrnych blaszkach. Do kamyczków w postaci umieszczonych na naszych wirtualnych łamach recenzji re-edycji "Human" i "Individual Thought Patterns" dorzucę też swój, który będzie tylko próbą spojrzenia po latach niespełna czternastu na "The Sound of Perseverance". A płyta to wyśmienita pod względem kompozycyjnym, niezwykle spójna, klarowna i dojrzała. I niestety ostatnia studyjna w dorobku Chucka i jego pobratymców. Album nadal brzmi świeżo, ambitnie i chwilami jest chyba najbardziej złożony pod względem aranżów, a nie każdy wie, że część z tych kawałków powstawała oryginalnie na debiutancki album CONTROL DENIED, ale z takich czy innych przyczyn, ostatecznie znalazła się na "The Sound of Perseverance". To w pewnym sensie wyjaśnia czemu kawałki mają zawiłe struktury, choć nadal odciśnięte jest piętno czysto death'owego grania i jest typowy wokal Mr Schuldinera. Już pierwsze uderzenie w postaci "Scavenger of Human Sorrow" to potwierdza, bo w tym numerze, rozpoczynającym się od perkusyjnego motywu, aż kipi od klimatu znanego ze "Spiritual Healing" czy "Human". Ale już "Bite the Pain" to orgia pokrętnego grania, feeria różnych smaczków i wykazują się tu wszyscy, a jak pamięta część z Was, na tej płycie zagrały z Chuckiem nowe postaci w zespole, czyli perkusista Richard Christy, basista Scott Clendenin i gitarzysta Shannon Hamm - zasadniczo skład znany z wydanej rok później i będącej swoistym epitafium pierwszej i jedynej płyty CONTROL DENIED. To jednak nie wpłynęło na sound, który jest DEATH'owy na wskroś. Po wymienionych przeze mnie dwóch kawałkach na albumie jest prawdziwy klasyk w postaci "Spirit Crusher", do dziś uznawany przez fanów za jeden z najwspanialszych utworów legendy death metalu. Można by tu wymieniać po kolei poszczególne fragmenty i wysławiać je jak najbardziej się da, bo słabych momentów tu nie ma. Czy będzie to rozbudowany i piekielnie pokombinowany pod każdym względem "Flesh And the Power It Holds", czy instrumentalny, po części akustyczny "Voice of the Soul", czy kąśliwy, acz przy tym bardzo melodyjny "To Forgive Is To Suffer" - wszystkie przetrwały próbę czasu i jeszcze przez dziesiątki, jak nie setki lat będą cieszyć uszy fanów ciężkiego grania. Na deser pozostawiłem jeszcze pasjonującą i żywiołową wersję "Painkiller" JUDAS PRIEST i - co nie dziwne - DEATH nie popsuł tego kultowego kawałka, a wręcz dodał mu death metalowej drapieżności. Warto tu też wspomnieć, że re-edycja z 2011 roku została wzbogacona o dwa dyski wypełnione po brzegi wersjami demo numerów z "The Sound of Perseverance". Drugie CD to kawałki zarejestrowane w sali prób w latach 1997-1998 (niektóre bez linii basu), zaś trzeci krążek to już prawdziwy rarytas, bo można tu się zapoznać z pierwotnymi wersjami z 1996 roku, a takie "Bite the Pain" i "A Moment of Clarity" z wokalami Paula Payne'a i Shannona Hamma to już ciekawostki nie lada.

ocena:  9,5/ 10

www.myspace.com/deathofficial


www.emptywords.org


www.relapse.com


autor: Diovis



<<<---powrót