| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

DOOMDOGS

"Unleash the Truth"

Doomentia Records (CD 2011) 

Nie wiem jak to jest urodzić się w latach 90-ych ubiegłego wieku i akurat natrafić w gąszczu różnych oferowanych dźwięków na doom/stoner/sludge, a potem drążyć temat, bo ta stylistyka po prostu przypasiła. Wiem natomiast jak odróżnić ziarna od plew w tych gatunkach, bo zjadłem zęby na takim graniu, nawet gdy jeszcze było określane tylko jako hard rock. DOOMDOGS to kapela, która pojawiła się na firmamencie stosunkowo niedawno (jedynym starym muzykiem, który maczał tu palce jest Tomas "GG" Eriksson, który współtworzył GROTESQUE i RUNEMAGICK), a brzmi, jakby grali od wielu lat. To niby nic nowego, ale istotne jest to, że wraz z "Unleash the Truth" mogą zaznaczyć swoją obecność tworzeniem czegoś, co nawiązuje wprost do archaicznych brzmień z lat 70-ych, a jednocześnie powstało tu i teraz, a dokładnie to w 2011 roku. Nie powinno to dziwić, że Szwedzi mają nosa do tego, jak autentycznie można robić coś takiego, bo można by tu przywołać parę znaczących nazw, z CANDLEMASS, PAIN OF SALVATION, ANGLAGARD czy SPIRITUAL BEGGARS na czele. Nie chciałbym tu oczywiście przyklejać łatki DOOMDOGS'om, że znajdują inspiracje tylko i wyłącznie wśród swoich starszych kolegów, ale kierunek, w jakim idzie ich muza podąża właśnie tym tropem. Z jednej strony stonerują konkretnie z jedną gitarą, jednym basem, analogowo brzmiącą perkusją i wokalistą zdzierającym swoje struny głosowe, a z drugiej wzbogacają i uszlachetniają to motywami znanymi z płyt powstałych w niesamowitych dla rocka latach 70-ych, gdy powstawały najbardziej rewolucyjne dla tego gatunku rzeczy. Począwszy od BLACK SABBATH, poprzez KING CRIMSON, YES, BUDGIE, THE DOORS, DEEP PURPLE i LED ZEPPELIN, a skończywszy na wszelkich zespołach, które podążały ich śladem. Weźmy pierwszy z brzegu, a drugi na płycie "Save Me", co nawiązuje do mellotronowego soundu Crimsonów, Doors'owskie granie w "Magic of the Black Circle", albo motyw z instrumentalnego "Legacy", który bezpośrednio koreluje z melodią znaną ze "Stairway To Heaven" Zeppelinów. Dla mnie cudnie, że ktoś się tym tak mocno inspiruje, choć nowatorskie to nie jest za grosz. DOOMDOGS czerpie też pełnymi garściami z palety Sabbath'owskich riffów, dokłada od siebie to, co powstawało w latach 80-ych (vide wspomniany CANDLEMASS), nie ogranicza się do pewnej konwencji i za to im chwała. Kombinują jak mogą, by wydusić z niby zgranego na wskroś archiwum muzycznego coś, co będzie czymś kompletnie świeżym dla tych nie mających okazji poznawać takich dźwięków lata temu, a dla dużo starszych nie będzie 'pachniało' rzeźbieniem na modłę neo-jakichś tam mód. Ten balans między 'very old' i 'old' jest kluczowy dla tego albumu i choć brakuje jeszcze czegoś, co sprawia, że płyty słucha się z zapartym tchem od początku do końca (między dziesiątym "Two-Wheel Wonder" a przeróbką "A National Acrobat" BLACK SABBATH uwaga gdzieś ucieka), to i tak warto wzbogacić swoje doznania o kolejny nowy band zainfekowany nieśmiertelnymi muzycznymi starociami.

ocena:  7,5/ 10

www.myspace.com/doomdogs


www.reverbnation.com/doomdogs


www.doomentia.com


autor:  Diovis



<<<---powrót