| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

ENDNAME

"Anthropomachy"

własna produkcja zespołu (CD 2011) 

To zdecydowanie sugestywna rzecz, że to właśnie w Rosji i jej krajach ościennych ostatnimi czasy powstaje najwięcej produkcji spod znaku post-metalu, funeral doom metalu czy szeroko pojętego sludge'u, by podać tylko te kilka przykładów. A nie wszystko przecież do nas dociera... Ale na przykład taki drugi w dyskografii album ENDNAME pewnymi niemieckimi kanałami do mnie trafił, choć przeprawę przez ten materiał miałem nielekką. Otóż rosyjski kwartet przez ponad 70 minut improwizuje na kanwie ciężkiej muzy i robi to za pomocą środków wyłącznie instrumentalnych. Wokali tu nie uświadczycie ani ciut ciut (nielicznych sampli i pomruków nie liczę). A jako że ich nie ma, to cały ciężar (dosłownie i w przenośni) spada na gitary, bas i perkusję, które muszą sobie radzić nie tylko z rytmicznymi konstrukcjami, ale także z liniami melodycznymi, które akurat w sytuacji, gdy rzeźbi się w sludge'owo-postmetalowym tworzywie są jedynie czymś na zasadzie erzacu czy zastępstwa i spoiwem mozolnego budowania przytłaczającego klimatu. ENDNAME nie jest czymś na skalę MESHUGGAH, dlatego nie oczekujcie, że zaskoczą totalnie połamaną rytmiką. ENDNAME nie jest też jakoś szczególnie przestrzenny i te post-metalowe wpływy są li tylko jednym z klocków w tej układance. Odhumanizowany charakter tych dźwięków da się wyczuć właściwie w każdej minucie trwania "Anthropomachy", która betonowo układanymi riffami, pomrukujących i charczącym basem oraz walącą jak młot perkusją wdziera się gdzieś głęboko w podświadomość odbiorcy. Jeśli znacie "Pure" legendarnego GODFLESH, to tutaj mamy podobny tonaż i kolosalne gabaryty mechanicznie powtarzanych motywów, z tym że zamiast beznamiętnych wokali Justina Broadricka pobrzmiewają solowe partie gitar, a industrialny, nieludzki nastrój z rzadka rozrzedzają delikatne muśnięcia klawiszy. Na koniec płyty jest jeszcze najbardziej eksperymentalny, drone'owo-industrialny, tytułowy "Anthropomachy", w którym chyba najbardziej 'pojechali' i pewnie tylko kilku śmiałków odważy się zapuścić aż daleko w tej podróży tropem ENDNAME. Padło w tej recenzji parę nazw, a ja nadal głowię się jak by tu przybliżyć ten album i choć bliski jestem użycia określenia 'mieszanka math-core'a, doom, drone, sludge i post-metalu', to chyba nie do końca by oddawało to faktyczny stan tej produkcji. Mam jednak nadzieję, że choć trochę dałem wyobrażenie o tym niełatwym w odbiorze wydawnictwie, które w dużych dawkach jest naprawdę trudne do strawienia, ale odpowiednio dozowane ma swój specyficzny urok.

ocena:  6/ 10

www.endname.ru


www.myspace.com/endnameband


autor: Diovis



<<<---powrót