| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

FUCK THE FACTS

"Die Miserable"

Relapse Records (CD 2011) 

Gdy tylko Relapse udostępnili ten materiał do darmowego przesłuchania w sieci, a ja znalazłem chwilkę by powyższe uczynić, pomyślałem sobie, że obok nowego LIBERTEER będzie to jedna z najlepszych i najciekawszych, 'okołogrindowych' rzeczy ostatnich miesięcy. Teraz, gdy któryś już raz z rzędu 'karku nadstawiam', a FUCK THE FACTS okłada go dotkliwie ze wszystkich stron przychodzi mi stwierdzić, że intuicja nie zawiodła mnie w jakiś niewybaczalny sposób. Muzyka tego zespołu kategoryzowana jest zwykle dłuższą litanią przeróżnych określeń, a ja po wysłuchaniu nowej jego propozycji stwierdziłbym raczej, że to po prostu kawał szalenie solidnego death/grindowego grania, otwartego na pomniejsze wpływy, które w udany zazwyczaj sposób urozmaicają to, co dzieje się w typowo 'rdzennej' części tej muzyki. "Drift" i "Cold Hearted" to nic innego jak morbidowe przyładowanie w grindowym stylu. Ostatni krążek naszego rodzimego MOON brzmi dokładnie tak, jakby podpiąć armatkę wodną pod beczkę z najczystszą smołą (w tym przypadku oczywiście gitarową) i takim strumieniem delikwenta słuchacza wysmagać i tu jest bardzo podobnie z tym, że, jak już wspomniałem, w wydaniu bardziej grindowym. W tym pierwszym utworze zgrzytająca gitara drugiej płaszczyzny zaczyna wwiercać się w bębenki słuchowe, a sekcja sypie takimi tornadami uderzeń, że przypadkowych słuchaczy ten album naprawdę mieć nie będzie. Dwa pierwsze cięcia, choć grzmią srogo niczym trąba ekstremalnej apokalipsy, to mimo wszystko jednak ciepłe kapcie przy tym co dzieje się dalej. "Lifeless" ukazuje już spore zróżnicowanie pod względem tempa. Gitary (Topona Dasa i Johnnego Ibaya) wchodzą z kroczącym, wolniejszym i bardziej rasowym (przeskakującym później na thrashowy tor) riffem, choć bębny Mathieu "Vila" Vilandre i bas Marca Bourgona znów napierają bezpardonowo, a na opisanie tego, co za mikrofonem wyczynia dziewoja nazwiskiem Mel Mongeon będę musiał poszukać naprawdę odważnego porównania. Każdy zorientowany w temacie wie, że kobiety w muzyce to nie tylko delikatne, subtelne czy operowe wokalizy, ale również growling, mięcho i młyn. Mel ryczy natomiast tak, że gdyby podrzucić spreparowane przez nią wokale na jakiś wczesny materiał ANAL CUNT czy CATTLE DECAPITATION, niewielu zorientowałoby się o co chodzi. Nowy FUCK THE FACTS to jednak nie tylko bezduszne ładowanie, do czego na pewno przekona publikę "Census Bank". Jest tu melodyjny wyziew, który wyrywa z kapci, znajdzie się klimaciarsko-blackowy fragment i skrojone w modernistyczny sposób 'post doomowe' zagrywki, których pełno na ostatnich płytach choćby SEPTICFLESH czy ROTTING CHRIST. Wszędzie roi się od kakofonicznych gitar (które bardzo silnie zaznaczą obecność w "A Coward's Existence"), zmiennego czy połamanego rytmu (zaczynający się niewinnie "Alone") bądź zaskakujących, melodyjnych, heavy metalowych solówek, goszczących w różnej swej postaci praktycznie w większości utworów już do końca płyty. Bardzo dobre wrażenie popsuło mi uczucie, że zespół, w sposób przesadzony zresztą, korzysta czasem z na siłę przybijanych rozwiązań. Weźmy wspomniany "Census Bank". Po cóż im tam ten 'grecki' akcent?! Na szczęście reszta płyty trzyma na tyle wysoki poziom, że nie ma nawet mowy o niskiej ocenie, a kolejnym momentem na "Die Miserable", którym FUCK THE FACTS się przed nią obronił jest przepięknie wibrujące przejście między "Alone" a utworem tytułowym.

ocena:  8/ 10

www.facebook.com/FuckTheFacts?sk=app_178091127385


fuckthefacts.bandcamp.com/


www.lastfm.ru/music/Fuck+The+Facts


www.myspace.com/fuckthefacts


www.relapse.com


autor: Kępol



<<<---powrót