| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

LEASH EYE

"V.I.D.I."

Metal Mind Productions (CD 2011) 

Graficznie 'powycierany' digipack, którego szata rozpościera się gdzieś między światem maniakalnej fascynacji motoryzacją a klimatem filmów Quentina Tarantiny, neonowy napis LEASH EYE, tytuł płyty jakby na szosie odmalowany, kobieca sylwetka we wkładce, kołpak na plastiku i tarcza prędkościomierza pod nim, wspólnie przywołują tylko dwa słowa: rock'n'rollowa kowbojszczyzna. Mało? No to jedziemy dalej z gigami, jakie formacja potwierdziła na Zlocie Aut Amerykańskich i na II Edycji Zlotu Motocyklowego i nawet jeśli nigdy wcześniej nie słyszeliśmy żadnych piosenek z szafy grającej LEASH EYE, to wyobraźnia i tak momentalnie podpowie, że brakuje tu tylko rasowego hard rocka stuningowanego bluesem i nawoskowanego wytrawnym brzmieniem organów Hammonda i nie pomyli się. Wiadomo, że świeżość żadnej konwencji nie utrzymuje się w nieskończoność. Powoli zaczynam już dochodzić, do jakże odważnego wniosku, że współczesne mariaże z estetyką retro zaczynają już zahaczać o skalę 'popularyzowania' rocka w latach osiemdziesiątych. Coś chyba jest w tym Karlssonowym liryku o toczącej się fortunie, skreślonym przez niego dla Chrisa Johnssona na potrzeby deggialowskiego "Eternal Return", bo nawet EDGUY szarpnął się ostatnio na hammondy. Węszy więc człowiek w tego typu przedsięwzięciach, naturalnym odruchem, jakąś nieszczerość czy przekłamanie, zwłaszcza gdy wielu krajowych metalowców próbowało już udawać amerykańskich czy brytyjskich rockmanów, dość powiedzieć, że nie zawsze z rewelacyjnym skutkiem. Pierwsza moja przygoda z tą płytą miała więc charakter mocno stonowany pod względem emocjonalnym i nie zapomniałem się w tych dźwiękach. Soczyste stonerowo-bluesowe riffy (znany z CORRUPTION Opath), rasowo podbijający bębny (choć w "One Time, Two Times" wyraźnie klangujący) bas Mareckiego, skupiona na tradycyjnym osadzeniu rytmicznym perkusja (Konar), mocny wokal Sebby i wreszcie cieplutkie klawisze Voltana, nie ubłagały mego sceptycznego oka, choć już wtedy nóżka bezwiednie potupywała, a w głowie przegryzał się prosty fakt, że co by o tych dźwiękach nie myśleć, przyznać należy, że w muzycznym portretowaniu psychiki gościa, który żywi się chmielem, oddycha spaliną i śpi na rurze wydechowej swej mechanicznej 'ślicznotki', LEASH EYE konsekwentni są. Tu nie ma utworu, dzięki któremu powiecie swoim laskom: 'wiem kochanie, że nie trawisz takiej muzyki, ale zaraz będzie akustycznie i o miłości...'. "Deathproof (Charger vs Challenger)" przekręca kluczyk w stacyjce i z delikatnego, gitarowego szemrania robią się ciężkie riffy, które jakby celowo nie zapędzają się tak do końca w stricte metalowe rewiry (choć w "The Streets of Will" czy "The Road" jest blisko), by nie uronić maleńkiej choćby krzty charakterystycznej dla klasyki hard rocka lat 70., rasowości, z którą wybrzmiewały wiosła braci Young, ale jeszcze bardziej słychać w tej muzie DEEP PURPLE i LED ZEPPELIN. "Headin' For Disaster" - co za numer! To jeden z tych kawałków, które bardzo wyraźnie uprzytomniają, że to nie ilość zmieszczonych w sekundzie dźwięków podrywa słuchacza z krzesła. Nie inaczej jest z hulającym po antenie Antyradia, niezgorszym "Trucker Song". "Her Roses Flavor" to wolniejsza rzecz, lecz tylko z pozoru, bo po pewnym czasie rusza w tym utworze istna, hard rockowa galopada, podczas gdy spokojniejszy fragment ma charakter mocno bluesowy. "The Warmth" to leniwie toczący się stoner w klimacie mniej więcej BLACK LABEL SOCIETY (z którego muzyką większość członków zespołu mocno sympatyzuje), parkujący gablotę "F.H.T.W." to z kolei stutonowa lokomotywa, pchnięta na tory klasycznym odbijaniem pałeczek od membran. Płyta pokazuje jak zagrać zdrowego, zatankowanego do pełna rock'n'rolla na co najmniej kilkanaście sposobów (solówki przeskakują z gitary na organy), uzasadniając z nawiązką, pasmo przypadłych LEASH EYE w udziale, sukcesów i potwierdzając, że zespół znalazł się niebezpiecznie blisko poprzeczki... tej poprzeczki. Padło "V.E.N.I.", padło "V.I.D.I.", teraz nie ma opieprzania! Nadzieje są wysokie, a wiatr w żagle dmie!

ocena:  9/ 10

www.facebook.com/leasheye


www.myspace.com/leasheye


www.leasheye.pl


autor:  Kępol



<<<---powrót