| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

LIBERTEER

"Better To Die On Your Feet Than Live On Your Knees"

Relapse Records (CD 2012) 

Stwierdzenie jakoby odpowiednia otoczka potrafiła zdziałać najprawdziwsze cuda w kwestii wypromowania danej nazwy, jest już truizmem. W metalowym światku patrzy się na takie posunięcia nieufnie, dopatrując się w nich większego udziału planów biznesowych, niż szczerej muzycznej deklaracji i istotnie - częstokroć zakrawają one na wciskanie tandety rodem z hipermarketowych półek. W przypadku takim jak ten jest zgoła inaczej. Nawet gdyby na zapleczu LIBERTEER siedział jakiś 'wujek widmo', to i tak trzeba przyznać, że w swych działaniach byłby on nie tylko skuteczny, ale i mocno wyrafinowany. Projekt został powołany do życia przez Matthew Widenera, uprawiającego uprzednio deathowo-grindową młóckę pod takimi napisami jak CITIZEN, CRETIN czy EXHUMED, we wczesnym okresie twórczości tego ostatniego. We wcześniejszych swych projektach prezentował postawę wyraźnie zwróconą przeciw rządowi swego kraju. LIBERTEER nie bierze już jeńców w konfrontacji z ideą jako takich rządów ogólnie. Już w momencie gdy Relapse ujawnili okładkę debiutanckiego albumu projektu, wyglądającą w całości jak jakaś stara, wytarta ulotka bliżej nieokreślonego ruchu oporu, czułem w kościach, że będzie się działo i słuchając dziś "Better To Die On Your Feet Than Live On Your Knees" dochodzę do wniosku, że grubo się nie pomyliłem. Albumy death/grindowe, na których widać i słychać tak wyraźnie zarysowaną koncepcję, podczas odsłuchu których krystalizuje się duch, w jakim ktoś po drugiej stronie globu ten album rzeźbił, nie ukazują się hurtowo. "We Are Not Afraid of Ruins", "Class War Never Meant More Than It Does Now", "It Is the Secret Curse of Power That It Corrupts" - inną sprawą jest, że tytuły te nie charakteryzują rozlicznych przypadłości jelita grubego, jak to często w tej bajce ma miejsce - ale jak myślicie, co czuł gość, który pisał kryjące się za nimi numery? Szkoda, że większość ludzi jest tak dalece uprzedzona do jakiegokolwiek zaangażowanego słuchania muzyki i do wszelkich prawdziwie wyrazistych jej form, bo w takiej naszej Polszy wielu 'szefowskim infiltratorom' mógłby się klimat tej płyty udzielić. I nie chodzi mi o to, by wychodzić od razu z cegłówką i bezmyślnie rzucać we wszystko, co się z rządem kojarzy, tylko o pewną mentalną postawę, która zamiast usprawiedliwiać i szerzyć 'świadomą kleptomanię' i sprzedajne donosicielstwo, zmuszałaby do zastanowienia się, czy aby wszyscy nie pracujemy sobie czasem na ten nasz, ogólnie pojęty 'system'. Tyle odnośnie warstwy tekstowej. Muzycznie natomiast, Widener już w CITIZEN posiłkował się wtrąceniami jakby stylizowanymi na soundtracki do oficjalnych czy politycznych, publicznych przemówień, z całą gamą werbli, trąb czy innych defiladowych salw. W LIBERTEER dyrygują one całą death/grind'ową kuźnią! Pewnie i się będą czepiać (już to w sumie robią), że gość popożyczał sobie takie akcenty stąd czy stamtąd ("Sweat For Blood" to wariacja na temat "Training Montage" Vince'a DiColi ze ścieżki dźwiękowej do czwartej części kasowego "Rocky'ego", która wraca choćby w "I Am Spartacus") i myśli, że przyprawiając NAPALM DEATH'ową masakrozę takimi smaczkami zawojuje świat. Mnie to, powiem szczerze, mało obchodzi, bo albumów, które trzymają się gatunkowej linii mamy dziś całe sterty i mówiąc delikatnie - nie każdy z nich prezentuje wzorcowy poziom. Tutaj mamy natomiast przykład na to co zrobić, by ten czy inny podgatunek siekania ołowiem (który teoretycznie wyciśnięty został już do cna) nie zanudził swych odbiorców na śmierć i sam nie połknął własnego jęzora w ospałym ziewnięciu. Przesłodził nieco Matthew ten krążek podniosłymi tematami? Nie do końca poaranżował to wszystko w idealne formy? Owszem, ale pamiętajmy, jakiego zadania się facet podjął. Pacjent znalazł wypadkową między death/grindem a muzyczką rodem z amerykańskich filmów typu "Akademia Policyjna", komponując, składając to do kupy i nagrywając wszystko sam w taki sposób, jakby zrobił to pełny zespół! Dlatego, choćbym miał wyglądać jak ten biedak na okładce, nie mam zamiaru ukrywać, że ta płyta rajcuje mnie aż miło, bo chyba lepiej polec stojąc obiema nogami na ziemi, niż cieszyć się życiem z pozycji kolan, prawda?

ocena:  9/ 10

www.facebook.com/Liberteer


www.relapse.com/


autor: Kępol



<<<---powrót