| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

LOSTBONE

"Ominous"

Metal Mundus Records (CD 2012) 

Wbrew pewnej obiegowej opinii i teledyskowej 'wpadce' FRONTSIDE nie przestaje skutecznie bujać (nie tylko mnie), a debiutancki tytuł THE SIXPOUNDER nie trafił do mojego podsumowania najbardziej niebezpiecznych płyt 2011 r. chyba tylko dlatego, że (podobnie jak ostatni SEPTICFLESH) w całym tym ferworze walki gdzieś niefortunnie się zapodział. Fajnie, że w Polsce nie brakuje kapel, które potwierdzają, iż melodyjny metal core to nie tylko bezpłciowe melodyjki i plastikowe mikrofony (ekipa Demona też nie do końca przecież zrezygnowała ostatnio z chwytów pięcioliniowych). Brakowało mi jednak rodzimej formacji, jaka nie zaprzątając sobie głowy słodkościami, którymi do dyletantów może ta muzyka przemówić, zamiatałaby nowoczesnym, ale gniewnym metal core'm podłogę, sufit i liście na chodniku przed blokiem, a już na pewno takiej, która spełniając powyższe warunki miałaby większe szanse na zwrócenie uwagi. LOSTBONE wypełnia tę lukę wręcz idealnie. Mają na koncie split z krakowskim, zorientowanym bardziej na crossover TERRORDOME i nie da się zaprzeczyć, że coś te obie nazwy łączy, choć w moim odczuciu LOSTBONE zwraca się jednak ciut bardziej w stronę death core'u. Wokal Bartosza 'Bartona' Szareka jest bliższy tłustemu growlowi, gitary zieją ołowiem, a bas dudni na kształt tego, czego mogliśmy posłuchać na ostatnim FRONTSIDE. "Ominous" to trzeci już materiał tej stołecznej ekipy, co zdecydowanie na nim słychać. Zespół ładuje agresywnie i spontanicznie, ale nie topornie. Perkusista Janek Englisz rozplanowuje swe uderzenia w przestrzeni, w której gitara Przemka Łucyana i bas Michała Kowalczyka rozmieszczone są całkiem zmyślnie, co przechodzi swoistą kulminację w "Choose Or Be Chosen" w skandowanym momencie utworu. Rozpoczynający album "Destroy What Destroys You" wyraźnie komunikuje zresztą, że nie będzie to wyścig autorów z lustrzanymi odbiciami. Płyta jest zrównoważona, a kontrasty między naprawdę brutalnymi przyspieszeniami a mozolnym walcowaniem są obecne praktycznie wszędzie. Jeśli już mówiłbym tu o thrashu, to raczej o tym z rejonów SLAYER'owskich, co słychać całkiem nieźle w "Sanity Insane" lub "Only the Strong Survive", choć w przecudnie 'niemiecki' sposób wjeżdża drugi na krążku, "Beware". Zwał jak zwał. Ciężko grzebać w szufladkach kiedy kark tańczy kankana, a przy tej płycie załapanie rytmicznego transu jest kwestią kilkunastu sekund. Ciekawy w sumie jest ten album od strony właśnie rytmicznej. Nie znalazłem na nim typowych technicznych łamańców (choć warsztat grupie LOSTBONE wstydu nie przyniesie) i wszystkie numery brzmią zdecydowanie naturalnie, ale mechaniczne serie perkusyjne ("Bleed the Scars"), nierzadko skorelowane z gitarowym biciem (np. "Destroy What Destroys You", "An Eye For an Eye") często grają tu pierwsze skrzypce. Takie pogodzenie przyjemnego z przyjemnym inaczej, powiedziałbym [śmiech]. Obok "Choose Or Be Chosen" wyróżnia się "Bleed the Scars". Ten ostatni z uwagi na bardziej rockową manierę, w którą przechodzi on w melodyjnym, jak na styl grupy, refrenie. Ciekawe, że właśnie do nich zespół zaprosił gościnnych wokalistów: Filipa Sałapę (THE SIXPOUNDER) i Kroto (HOPE) w tym pierwszym, w tym drugim z kolei - Roberta Gajewskiego (CARNAL). Mamy tu jeszcze Shiro z francuskiego L'ESPRIT DU CLAN w utworze "Eclipse".

ocena:  8,5/ 10

www.lostbone.pl


www.facebook.com/lostbone


www.myspace.com/lostbone


autor: Kępol



<<<---powrót